Dzień dobry, wita się z wami Marcin Sergiusz Przybyłek. Witam na kolejnym kazaniu Kościoła Jedynki. Jej znaczenia na początku, jak zwykle, wielkie podziękowania dla moich patronów i członków tego kanału.
Bardzo doceniam wasze wsparcie, a teraz przejdźmy do kazania, czyli do swego rodzaju kontynuacji tego, o czym mówiłem poprzednim razem. Poprzednim razem mówiłem w rzeczy, w które nie wierzę, ale przecież zarówno przestrzeń, jak i masa, jak i energia są przez nas spostrzegane i są częścią naszego świata. Zatem gdzie się znajdują?
Więc zaczynając od przestrzeni, postulat jest taki, że skoro, tak jak mówiłem w poprzednim kazaniu, nie bardzo wierzę w istnienie przestrzeni per se, takiej prawdziwej, takiej realistycznej, takiej rzeczywiście nas otaczającej, to gdzie ona jest? No, można powiedzieć w wielkim skrócie, że ona jest w naszej głowie, czyli w naszej reprezentacji rzeczywistości, czyli w tym, co nasza psychika wytwarza, generując obraz, dźwięk, temperaturę i wszystkie inne doznania, które tworzą krajobraz dookoła nas. Prawda?
Bo wiadomo, że barwa tak naprawdę nie istnieje, dźwięk tak naprawdę nie istnieje, temperatura tak naprawdę nie istnieje. Wszystkie rzeczy związane z obrazem, z dźwiękiem, z temperaturą w psychice, były powiedziane klarownie. Oczywiście, coś takiego jak długość fali elektromagnetycznej, i ta długość fali, która padnie na nasze czopki w naszej siatkówce, ona jest.
Ta fala, prawda? Ale jest to takie czy inne w takiej czy innej proporcji. Czyli to, że odczuwamy tę falę, doznajemy jakby widzenia obrazu niebieskiego czy koloru czerwonego, to już doznanie.
Ta barwa czerwona to już nie jest rzecz istniejąca obiektywnie, tylko to jest rzecz istniejąca subiektywnie. I w ten sam sposób istnieją dźwięki, w ten sam sposób istnieje doznanie temperatury, nacisku, dotyku i tak dalej. Więc moja propozycja jest taka, żebyśmy spróbowali wyobrazić sobie, że przestrzeń, tak samo jak doznanie koloru czerwonego, tak samo jak usłyszenie dźwięku wysokiego, jest w naszej głowie, a raczej w naszej psychice.
Prawda? Jeśli by iść dokładnie linią dogmatu Kościoła Jedynki i jej znaczenia, to byśmy powiedzieli, że te doznania są w domenie niefizykalnej, czyli w domenie wewnętrznego obserwatora, czyli Ais Mundi połączonego z branem. No, ale jak tutaj zrozumieć, że ta przestrzeń, którą zanegowałem w poprzednim kazaniu, rzeczywiście nie istnieje?
Przecież przed chwilą wyciągnąłem rękę do swojej głowy, mogę ją wyciągnąć w górę, mogę ją wyciągnąć w dół, w bok, do przodu, do tyłu. W końcu to wszystko robię jakby w przestrzeni, swoim ciałem, które też jest przestrzenne. Więc jak mam uwierzyć w to, że przestrzeni nie ma?
I w ogóle po co, prawda? No po co? No po to, żeby spróbować ćwiczyć się w negowaniu wszystkich oczywistości, prawda?
I w poszukiwaniu prawdy, bo ta przestrzeń jest po pierwsze problematyczna, dlatego że jej kiedyś nie było. Prawda? Jeśli wszechświat powstał z Big Bangu, z wielkiego wybuchu, to przestrzeń została wykreowana.
A skoro mogło jej nie być, była skompresowana, można powiedzieć, na samym początku istnienia wszechświata do punktu. To znaczy, że jej istnienie obecnie jest też problematyczne. To znaczy, że istnienie jest bardziej jakby cyfrowe, jakby wirtualne, a mniej realne, prawda?
Więc chociażby dlatego warto negować przestrzeń. To też z tego powodu, o którym mówiłem w poprzednim kazaniu, że to jest wciąż jakby pozostałość po przestrzeni newtonowskiej, która sobie istnieje, dlatego że trudno ją właśnie zanegować. Ale myślę, że negować ją warto.
Więc wyciągam rękę, prawda? Wyciągam rękę do góry. Co to znaczy, że wyciągam rękę do góry?
Prawda? Jaki mam dowód na to, że ona rzeczywiście jest w górze, że ona rzeczywiście jest oddalona od mojej głowy i tak dalej? No więc po pierwsze ją widzę, prawda?
No a przeprowadźmy taki eksperyment myślowy. I pomyślmy sobie, co by było, gdybym przestał widzieć moją rękę wyciągniętą w górę, prawda? No, słyszałbym szelest mojego t-shirta, prawda?
Który szeleści, kiedy ją wyciągam do góry. Czułbym dotyk, tutaj, no załóżmy, że mam koszulę prawdziwą, tak? Dotyk mankietu na ręce.
Czułbym zmysłami proprioceptywnymi, że rękę mam w górę, nawet gdybym nie był ubrany, prawda? Bo to są te receptory, które pomagają nam zorientować się w położeniu naszych rąk. Możemy zamkniętymi oczami dotknąć sobie czubka nosa.
I za to odpowiedzialna jest propriocepcja. No a załóżmy, że przestaję słyszeć, też przestaję widzieć, czuć dotyk. I wciąż jest tylko ta propriocepcja.
No, PR, ciągle wiem, gdzie jest ta ręka. Jeśli pozostają receptory propriocepcji, to wtedy nie wiedziałbym nawet, że mam tę rękę, prawda? Nie wiedziałbym, w jakim ona jest położeniu.
Ona mogła być tak położona, tak położona, nie wiem, tak położona, wszystko jedno. Ja przestałbym czuć, gdzie ona jest, czyli przestałbym mieć świadomość istnienia przestrzeni. Ona by stała się w jakiś tam sposób mi zupełnie obojętna.
Może była jakaś przeszkoda, prawda? Jest jakaś przeszkoda, i ta przeszkoda uniemożliwia mi podniesienie tej ręki, prawda? Więc w normalnym świecie ja tę przeszkodę bym widział, ja czułbym jej temperaturę, ja czułbym jej nacisk, jej dotyk, prawda?
I w dodatku jeszcze zmysły propriocepcji by mi podpowiadały, w jakim położeniu znajduje się moja ręka. Ale jeśli usunąłbym zmysł dotyku, czyli przestałbym czuć ten długopis, zmysł nacisku przestałbym czuć długopisu, jeśli usunąłbym propriocepcję, wzrok i słuch, to nawet nie wiedziałbym, że jest jakaś przeszkoda, prawda? Nie wiedziałbym, że moja ręka napotyka na tę przeszkodę.
No więc widzimy, że w sytuacji odjęcia wszystkich zmysłów to poczucie przestrzeni, akurat związanej z moją ręką, drugą, głową, nogą, lewą czy prawą, to przestrzeń przestaje być obecna. Zaczyna być obecna wyłącznie nasza wyobraźnia, bo nie widzimy, nie słyszymy, nie czujemy temperatury, dotyku, nacisku, propriocepcji, tych doń kinestetycznych, tych przeciążeń. Ostatecznie też.
. . No to też usuńmy.
I wtedy znika poczucie, znika odczucie. Czy ta przestrzeń obiektywnie by zniknęła, prawda? Można powiedzieć, że obiektywnie by.
. . Można powiedzieć: Marcin, cóż z tego, że usuwasz zmysły, jak obiektywnie twoja ręka jest położona?
Tak, i wciąż zajmuje pewną przestrzeń. Co z tym zrobić? No więc skoro wciąż obiektywnie, w tym eksperymencie, mam ciało, które zajmuje pewną przestrzeń obiektywnie, wyciągam w przestrzeni.
. . No więc czy da się to zanegować?
No, trzeba by sięgnąć w ogóle do tego, czym jest materia, prawda? Czyli to moje ciało zajmuje przestrzeń. Tak, czym jest ciało?
No to są pewne układy: układ kostny, stawowy, układ mięśniowy, układ pokarmowy, oddechowy, moczowo-płciowy i tak dalej. One składają się z tkanek, tkanki składają się z komórek, komórki składają się z cząsteczek, cząsteczki składają się z atomów, atomy składają się z cząsteczek protonów. Właściwości, ciał, czyli matematyka.
Same cząstki są jakby manifestacjami matematycznymi, już niematerialnymi, prawda? Czy matematyka zajmuje przestrzeń? Można by zapytać, czy do matematyki w ogóle potrzebna jest jakakolwiek przestrzeń do idei tego, że 2 plus 2 to 4?
Czy potrzebna jest jakakolwiek przestrzeń? Dlaczego matematyka miałaby zajmować jakąś przestrzeń? Ona zajmuje, owszem, wyobraźnię, naszą uwagę, skupienie; to są wszystko obszary już nie fizykalne: wyobraźnia, uwaga, skupienie, ale nie przestrzeń.
Tak, oczywiście, ktoś mógłby powiedzieć, że żeby powstała w ogóle myśl, że 2 plus 2 równa się 4, to trzeba ją zapisać na jakimś papierze, ale w tej chwili to mówię i nie zapisuję tego na żadnym papierze. Może słusznie, że mój mózg stworzył pewne struktury neuronalne, pewne wzbudzenia neuronalne, które spowodowały, że powiedziałem, że 2 plus 2 równa się 4. Ale czy to mój mózg wie o tym, że 2 plus 2 równa się 4, czy to ja wiem, a mój mózg po prostu to zapisał?
Tak czy owak jest problem zapisu. Oczywiście jest problem zapisu, na razie nie wiem, jak go ruszyć, ale pójdźmy dalej. Zostaw na razie problem zapisu myślowy, że widzimy grę, grę komputerową, grę wideo, tak?
Na PlayStation, na Xboxie, na pececie. Wszystko jedno, gdzie; w każdym razie gra 3D, gdzie jest środowisko trójwymiarowe. Więc widzimy w tej grze, prowadząc swoją postać, czy to patrząc jej oczami.
Nawet patrzmy oczami tej postaci, prawda? Czyli nie za postaci, nie tylko, prawda? FPS, tak zwyczajnie, chociaż to powinno być FPP, g FPP, czyli First Person Perspective Game, to się w skrócie nazywa.
Już mówi się First Person Shooter, co jest FPS. To jest taki dziwny skrót. W tej chwili powinno być FPS, jeżeli już, prawda?
No ale mniejsza, mniejsza. Przepraszam za dygresję. Tak czy owak mamy grę trójwymiarową i jest tam środowisko trójwymiarowe, które działa jak przestrzeń.
A mimo wszystko jest rzutowane na płaski ekran, prawda? Jeśli bylibyśmy bohaterem tej gry, tak realnie, nie, nie, ja tutaj, Marcin Przybyłek, siedzę sobie przed ekranem, ale jestem w tej grze. Jestem bohaterem tej gry, prawda?
Otaczałby mnie świat przestrzenny, który działałby tak jak przestrzeń, prawda? Który byłby zaprogramowany tak, żeby działał jak przestrzeń. Czyli gdybym dotknął ściany, mojej ręki, prawda?
Gdybym stanął obok krzesła, to to krzesło by tam stało, gdybym chciał przez nie przejść, to ono by nie pozwoliło, albo by się zaczęło odsuwać. Mógłbym na nim usiąść i tak dalej; wszystko by działało tak, jakby było realnym światem 3D, przestrzennym, prawda? Czy będąc w tym świecie, byłbym w stanie powiedzieć, że ten świat przestrzenny, ta przestrzeń, naprawdę nie istnieje?
Raczej nie. Raczej nie byłbym w stanie jej zanegować, bo przecież ona by działała tak, jak trzeba. Ona oczywiście gdzieś jest zapisana; jest zapisana na dysku twardym komputera.
Tam są pewne procesy, które zachodzą. Dzięki procesorowi, dzięki karcie graficznej, dzięki pamięci RAM, dzięki wreszcie płycie głównej, zasilacz; to wszystko działa, prawda? Zapis, jaka ta przestrzeń zapisana, słowem programistycznym.
Z tego punktu widzenia nasza przestrzeń 3D, która nas otacza, prawda, też może być wynikiem jakiejś tam symulacji, prawda? Ale nawet nie chodzi o super komputer, jakiejś super zaawansowanej cywilizacji, która zrobiła nam psikusa i stworzyła nam świat 3D, tylko myślę o tym, że rzeczywistość, per se, na samym dnie tym ontologicznym może być czymś w rodzaju matriksa, który to Matrix przez nas postrzegany jest zamieniany przez nas, przez naszą psychikę, w środowisko 3D, w środowisko przestrzenne, w środowisko barwne, pełne dźwięków, zapachów, smaków, doznań dotykowych, temperaturowych i tak dalej. No i bawimy się w tej grze, ale tak naprawdę u DNA tej rzeczywistości nie jest żadna realna przestrzeń, tylko słowo programistyczne, prawda?
Tylko Matrix, tylko jakiś tam zapis. Oczywiście jest pytanie, czy zapis przypadkiem nie potrzebuje przestrzeni. Czy zapis nie potrzebuje przestrzeni?
Zawsze się wydawało, że w tego typu rozważaniach wchodzi problem zapisu i nośnika. Czy ja jestem w stanie powiedzieć, że 2 plus 2 równa się 4, albo dowolne inne zdanie bez wsparcia mózgu, który składa się, co prawda, z tych matriksowych wszystkich cząstek, ale jednak być może zajmujących realną przestrzeń, prawda? Czy można stworzyć wirtualną przestrzeń bez.
. . w rodzaju błędne koło, kwadratura koła?
Ja nie jestem w stanie poradzić sobie myślą z pytaniem, czy informacja może się obyć bez przestrzennego zapisu. A nawet już na linii, na osi można by zapisać, nie wiem, alfabet, alfabetem Morsa, coś, prawda? Czyli de facto systemem binarnym, czyli najprostszym jakby nośnikiem.
Byłby zapis jednowymiarowy, tak. Ale czy jest możliwy zapis bez żadnego wymiaru, bez wymiaru? Czy w ogóle do informacji potrzebna jest jakakolwiek przestrzeń?
Nie wiem, gubię się w tym. Może wy mi podpowiecie, ja z tym mam wielki problem. Tak czy owak, wracając do tej naszej przestrzeni, tej nas otaczającej, widzimy, że ona może być czymś, co jest tym samym co przestrzeń dla 3D, dla postaci będącej bohaterem gry komputerowej.
I owszem, być może do zapisu tej przestrzeni jest jakaś inna przestrzeń, przestrzeń na słowo, prawda? Przestrzeń na zapisanie słowa, a nie przestrzeń pers, prawda? Słowo być może zapisane właśnie bez przestrzeni, tak?
Czyli nawet na jednowymiarowej osi. Więc ta przestrzeń nie musi być, prawda? Ta realna, obiektywna przestrzeń nie musi być, może być.
. . nie jest wykluczone, nie można wykluczyć, że jej zapis jest bezprzestrzenny i opiera się na innych zasadach, prawda?
No i tyle w zasadzie, jeśli chodzi o tę przestrzeń. Może warto jeszcze tylko dodać, że no przestrzeń jest sama w sobie pewnością, przez nas dozwoną, i jest przez nas wyobrażana, tak w tym krajobrazie, który malujemy dookoła siebie. Będę używał słowa "krajobraz" do tego, co nas otacza.
Pasowałoby też słowo "konstrukt", ale jak wiemy, w domenie kościoła jedynki jej znaczenia, słowo "konstrukt" jest zarezerwowane dla tych wszystkich cząstek, tych wszystkich rzeczy, które można badać. Metodą metodą naukową. Więc powiedzmy sobie, że Maja z hinduizmu.
Jak pamiętamy, jest ten podział na brana, na Maję i na atmana. To ta Maja, czyli ta uda, czyli ten kraj, obraz jest przez nas malowany właśnie jako 3D, i ten krajobraz jest stworzony przez naszą psychikę, przez nasz mózg. Albo może nie WSP przez mózg, tylko mózg dostarcza pewnych bazowych struktur 3D, tych neuronalnych, które są w jakiś sposób sczytywane przez naszego wewnętrznego obserwatora.
I wewnętrzny obserwator tworzy bardzo ładne obrazki już prawdziwej przestrzeni 3D. Tak, teraz przechodzimy sobie do kolejnej rzeczy, którą zanegował podczas poprzedniego kazania, czyli do czasu. Więc gdzie jest czas?
No, powiedziałem, że czasu nie ma w konstrukcie. Może być on zredukowany do drogi, prawda? No, czas jest z pewnością przez nas doświadczany.
Doznawanie tego świata niefizykalnego, więc i czas jest przez nas dozwany, nawet tworzony. Jest wyobrażeniem, wyrażeniem przeszłości, czyli wspomnieniem, prawda? Tak naprawdę, czym jest czas?
No, to jest wspomnienie. Wspomnienie nie jest czymś dotykalnym, nie jest czymś, co możemy udźwignąć, co możemy spakować w jakikolwiek sposób. Wspomnienie to jest po prostu znowu obszar niefizykalny, podkreśl to.
To jest znowu obszar psychiczny, subiektywny. Wspomnienie teraźniejszości to jest. .
. trudno powiedzieć, co to jest. Nieskończenie cienka granica między wspomnieniem a przyszłością, czyli wyobrażeniem przewidywaniem tego, co będzie w przyszłości.
Dlaczego dla istot żywych czas jest ważny? No, dlatego że on tworzy perspektywę, właśnie nomen nomen, czasową, dzięki której istoty żywe są w stanie przetrwać, czyli pamiętając rzeczy, które się zadziały, gromadzą doświadczenia i dzięki temu mogą przewidywać to, co się zadzieje w przyszłości. Nasz mózg, wsparty wewnętrznym obserwatorem, może stworzyć wręcz pewne symulacje tego, co będzie za chwilę.
I dzięki temu jesteśmy w stanie bardzo szybko reagować. Jesteśmy w stanie odbić piłeczkę tenisową, która się porusza z bardzo dużą szybkością. I gdybyśmy widzieli tylko to, co jest w stanie nam dostarczyć układ nerwowy, bez przewidywania, gdzie ona się za chwilę znajdzie, to nasz mózg, nasza psychika nie poradziłyby sobie gdzie indziej niż ją widzimy, prawda?
Więc nasz mózg, łącznie z wewnętrznym obserwatorem, łącznie z całym doznawaniem czasu, jest w stanie przewidzieć, gdzie ona będzie. Jest w stanie wręcz zobaczyć, jakby oszukać, troszkę, gdzie ona już jest, chociaż jej jeszcze tam nie ma. I dzięki temu odbijamy tę piłeczkę.
Dla przedmiotów martwych czas nie ma znaczenia. Ogóle nic nie ma. A dla organizmów doznanie czasu jest niezbędne do przetrwania.
Więc czas, jak mówiłem w poprzednim kazaniu, jest dosyć łatwo go zanegować w świecie rzeczywistym, w tym konstrukcie. Natomiast z całą pewnością jest to bardzo ważny składnik tego świata do znania tej Mai, tego świata niefizykalnego. W poprzednim kazaniu mówiłem też o odległości.
Odległość i droga są bezpośrednio związane z przestrzenią. Mówiłem o trudnościach z pomiarem, prawda? Jeśli mamy, powiedzmy sobie, trzy elektrony w przestrzeni, w jaki sposób możemy pomierzyć odległości między nimi, skoro same elektrony średnicy nie mają?
Więc nie mamy de facto żadnego punktu odniesienia. Możemy oczywiście powiedzieć, że odległość między jednym elektronem a drugim elektronem w danym momencie to jest, powiedzmy, elektrometr, i z tego przykładowego ich położenia możemy dalej powiedzieć, że od tej pory będziemy mierzyli akurat tą odległością wszystkie inne odległości. Czyli w sposób taki arbitralny możemy sobie powiedzieć, że będziemy mierzyć wszystko średnicą atomu wodoru, prawda?
Który można, grubo mówiąc, powiedzieć, że jest kulą, sferą z jądrem w środku. Pamiętać jednak, że to jest znowu coś takiego, że mamy ten elektron niby na orbicie, t. chmurę elektronową bardziej prawdopodobieństwa, i w środku te kwarki, i odległości między nimi, między tymi kwarkami a tym elektronem, to jest znowu coś, czego nie zmierzyliśmy średnicami ani kwarków, ani elektronów.
Więc mamy niby te kule, ale ona też jest w jakiś tam sposób nieokreślona. Poza tym, znaczy ona jest określona, ale odległości między jej elementami już nie. Poza tym, nie w każdym stanie skupienia mamy atomy, prawda?
Jeśli mamy do czynienia z takim stanem skupienia, w którym są wszystkie cząstki latające niezależnie od siebie i nie ma struktur atomowych, no to tam już by było trudno, prawda? Trzeba pamiętać, że te stany skupienia istnieją. Więc to był problem z tą drogą.
No, my tutaj w naszym świecie trójwymiarowym teoretycznie dookoła nas też mamy odległości. Ale wracając do eksperymentu myślowego z postacią z gry komputerowej – kiedy ja gram w grę Cyberpunk 2077, to mogę sobie wędrować po Night City i sobie chodzić, prawda, i przebywać te odległości, które tam są, naprawdę chodząc, spacerując, biegając, albo jeżdżąc na motocyklu, albo samochodem. Ale mogę też skorzystać z pewnych miejsc znajdujących się w obrębie wirtualnego, tego cyfrowego miasta i się po prostu teleportować.
I mamy niby świat 3D, niby świat realny, który działa tak, jak trzeba, ale wystarczy, że programiści uwzględnili w tym świecie 3D pewne warm, pewne tunele czasoprzestrzenne, i okazuje się, że teleportacja jest możliwa. Dalej mamy masę, która może przechodzić w energię. Energię, która może przechodzić w masę, postrzegamy bardzo mocno, bo one są bardzo mocno obecne w naszym życiu.
Musimy ciągle coś dźwigać, podnosić, przenosić. Wiemy, że rzeczy masywne, które się poruszają, mogą nas zabić, tak jak samochody, pociągi i tak dalej. Więc masa i energia są bardzo, bardzo ważne.
Zwróćmy jednak uwagę, że obie te rzeczy, i masa, i energia, zwłaszcza energia, są opakowane naszymi zmysłami bardzo, bardzo mocno. Chyba dlatego właśnie, że są niebezpieczne dla nas i są bardzo, bardzo istotne dla nas, dla przetrwania istot żywych, świadomych tego, co jest dookoła. Załóżmy, że coś wybucha przed nami, jakiś granat, jakaś mina, no powiedzmy, granat.
To jest takie najprostsze przedstawienie, można powiedzieć, energii, dużej energii, która jest w naszej bezpośredniej bliskości. Co się dzieje wtedy z naszymi zmysłami? Po pierwsze, widzimy błysk, bardzo jasny, oślepiający czasami, więc zmysł wzroku jest zaatakowany potężnym, potężnym blaskiem, prawda?
Po drugie, słyszymy huk – huk, bardzo głośny dźwięk, prawda? Czasami ogłuszający, tak silny, że może nam zerwać też błonę bębenkową. Po trzecie, czujemy falę uderzeniową.
Czasami. Tak silną, że nas odepchnie, czyli zmysł nacisku, zmysł dotyku. To wszystko jest bardzo mocno poruszone: wzrok, słuch, dotyk, nacisk.
Tak czujemy gorąco tego wybuchu, prawda? Czasami tak wielkie, że nas poparzy. A jeśli nas poparzy, to znowu czujemy ból, prawda?
Więc zwróćmy uwagę, ile zmysłów nas informuje o energii. A przecież zmysły to jest świat doznania, to jest świat niefizykalny. Teraz odejmij te zmysły po kolei.
Znowu się pobawmy w odejmowanie zmysłów. Więc odejmujemy wzrok, czyli nie ma już tego oślepiającego błysku, prawda? Jest ciemność, w ciemności tylko huk, prawda?
Gorąco parzy nas, odrzuca nas, boli nas, ale już nie widzimy. To usuńmy słuch. Czy nie ma już huku?
Czy odrzuciło nas coś z wielką siłą? Czujemy gorąco, czujemy poparzenie, czujemy ból, czujemy, jak się odbijamy od jakiejś ściany, ale już nie słyszymy ani huku, ani nie widzimy blasku, prawda? Idziemy dalej, usuńmy zmysł dotyku i zmysł nacisku.
Uderzamy w coś, czujemy jeszcze ból, prawda? Czyli czujemy może ból związany z poparzeniem, ale już usuńmy jeszcze zmysł temperatury, tak? Czyli gorąco już nie czujemy, czyli czujemy tylko ból.
Ból z przodu ciała od poparzeń, ból pleców od uderzenia w ścianę, prawda? A teraz usuńmy i ból, prawda? Ból, czyli w tym momencie czujemy tylko projekcję, która się zmienia, nie wiadomo dlaczego, prawda?
I tyle. A usuńmy też propriocepcję, wtedy nie poczujemy nic. Nie ma blasku, nie ma huku, nie ma fali uderzeniowej, nie ma temperatury, nie ma gorąca, nie, nie, nie ma bólu, nie ma poczucia przyspieszenia.
To są zmysły kinestetyczne, nie ma poczucia zmiany ciała, nie ma nic. Prawda? Co zostaje z tego straszliwego wybuchu granatu?
No jakaś taka muzyka, obojętna, zupełnie beznamiętna, które zaszły w przemieszczeniu jakichś tam atomów, cząstek materii, prawda? Ale już całkowicie to jest obojętne i pozbawione jakiegokolwiek znaczenia, czyli w naszym niefizykalnym świecie doznań energia jest czymś bardzo znaczącym. Energia i masa, prawda?
Tutaj mówimy o energii, o tym wybuchu w świecie realnym, czyli w tym świecie Matrixa dookoła nas. No już not so much, prawda? No, jak widzicie, o ile w poprzednim kazaniu zanegowałem istnienie tych wszystkich rzeczy, o tyle w tym kazaniu podkreślam, że one są bardzo ważne w świecie niefizykalnym, w świecie naszych doznań, w świecie krajobrazu, który jest stworzony przez naszego wewnętrznego obserwatora.
W świecie, czyli opisałem w tej chwili te wszystkie składowe, które tworzą ten krajobraz, ten krajobraz, który jest przez nas wytwarzany. Tę mapę, w której się poruszamy, którą nazywamy rzeczywistością. Przypomnijmy sobie, że rzeczywistość jest obserwowalna, ale nie posiada wyglądu.
Czyli obserwacja, to co nazywamy obserwacją, jest tak naprawdę aktem wytwórczym. My stwarzamy wizję rzeczywistości, my stwarzamy ten krajobraz, stwarzamy świat barw. Bo świat barw naprawdę nie istnieje realnie, obiektywnie.
Nie istnieje. Istnieje subiektywnie. Stwarzamy świat dźwięków, stwarzamy świat dotyku, nacisku, temperatury, smaku, zapachu, propriocepcji, kinestetyk, tych doznań.
I te wszystkie doznania są farbami, którymi malowany jest Matrix, malowany dookoła nas. Ten ta obojętna, ta być może nieprzestrzenna wcale. I dzięki niej mamy, dzięki tym farbom wszystkim, poczucie znajdowania się w tej przestrzeni, znajdowania się w tym świecie pełnym cudownych właściwości.
A te cudowne właściwości są tak naprawdę domeną świata wewnętrznego, świata subiektywnego, świata niefizykalnego, świata atmana, czyli tej naszej duszy, tego naszego wewnętrznego obserwatora, tego, którym ma być może połączenie z Brahmanem. No, pytanie brzmi: czy jeśli umrzemy, prawda? Pewnie nas to czeka.
To czy to, co przeniesiemy do domeny Brahmana? Czyli pojęcie, powiedzmy sobie, że w trakcie naszego życia tworzymy coś w rodzaju archetypu własnej osobowości, pojęcia własnej osobowości. Jeśli istnieje możliwość stworzenia pojęcia w zasadzie na dowolną grupę przedmiotów, na dowolną grupę zwierząt i tak dalej, to tym bardziej istnieje możliwość tworzenia bardzo złożonego, bardzo wewnętrznie pozaplanowego pojęcia pod tytułem Marcin Przybyłek czy jakiejkolwiek osoby, która tutaj mnie słucha.
Więc jeśli istnieje możliwość stworzenia takiego pojęcia, to być może to pojęcie, właśnie ten można powiedzieć, neotyp, który w momencie śmierci staje się archetypem i wkracza do domeny Brahmana, być może on ciągle na zasadzie właśnie takiej samej, na której funkcjonują tam wszystkie archetypy. One nie znikają, działają na nas, prawda? Więc być może my zawiązujemy się w taki węzełek pod tytułem archetyp tego, kim byłem.
I tam sobie będzie. Pytanie brzmi, czy doznania są możliwe już w tamtym świecie, w świecie po życiu, prawda? W zaświatach, tak?
Czyli w tym Brahmanie. To jest w zasadzie świat doznań, cały świat braminicz, cały świat tego Boga, tej istoty, tej Gai. To jest świat doznań, tak naprawdę.
Patrząc dookoła siebie, patrzymy na to, do czego jest zdolny ten świat bramiński. Kiedy śnimy, to być może nawet bardziej doznajemy tego, do czego nie jesteśmy zdolni, bo tam już nie mamy, nie mamy tych ograniczeń, tego, co nas tutaj otacza. Bo to, co nas otacza, cały czas nam uniemożliwia jakiekolwiek halucynowanie.
Tak? Jeśli ja patrzę na obrazy, które są prostokątne, to one nie mogą się wydłużyć, nie mogą się odkształcić i tak dalej, bo cały czas dostaję raport, jak one wyglądają naprawdę. Ten mój wewnętrzny obserwator nie może zaszaleć, ale w momencie, kiedy śnimy, już nie mamy tego raportu.
W związku z tym tam może się dziać wszystko. Więc pytanie brzmi, czy w świecie Brahmana. Czy świat Brahmana jest podobny troszeczkę do świata snu?
Że tam owszem, są doznania, owszem, są wszystkie te doznania, subiektywne i nie tylko zmysłowe, ale także te wszystkie pojęciowe: doznanie czasu, doznanie właśnie przemijania, doznanie miłości, przyjaźni, przywiązania, ciekawości i tak dalej. Te wszystkie rzeczy. Ale czy te wszystkie rzeczy są możliwe bez kontaktu z konstruktem?
Ten konstrukt wydaje się niezbędny. Wym razie, dopóki żyjemy, czegokolwiek doznawać. A być może w świecie Brahmana istnieje jakiś kontakt z konstruktem, ale inny, innej jakości.
Właśnie po tym przejściu fazowym z życia do śmierci, być może też doznajemy czegoś, ale na inny sposób. No, na jaki, trzeba by tam zapytać kogoś, kto tam jest. Tylko jak na razie ten kontakt, chyba się nikomu.
Nie [Muzyka] udał i.