[Muzyka] Dzień dobry! Wita się z wami Marcin Sergiusz Przybyłek. Witam po małej przerwie na kolejnym kazaniu z cyklu "Kazania Kościoła Jedynki" jej znaczenia.
Na początku, jak zwykle, bardzo dziękuję swoim patronom. Przypominam, że mam stronę Patronite, można mnie wspierać, a członkom tego kanału bardzo doceniam wasze wsparcie. A teraz przejdziemy do tematu dzisiejszego kazania, mianowicie do być może próby zbliżenia się do tego, o co tak naprawdę chodzi w rzeczywistości.
Mam wrażenie, że razem z moim dobrym znajomym, matematykiem Adamem Wegertem, poczyniliśmy kolejny krok. I ten krok, jak się wydaje, poczyniliśmy w stronę muzyki. Zacznijmy od tego, że istnieje kilka takich podziałów, kiedy patrzymy na konstrukcję rzeczywistości, i te podziały wydają się, nomen omen, dzielić rzeczywistość na odrębne królestwa.
Pierwszym takim królestwem jest królestwo cząstek elementarnych, gdzie mamy do czynienia z korpuskularno-falowym opisem, czyli cząstki są falą i korpuską niemalże jednocześnie. Znaczy to, że nie mogą być jednocześnie tym i tym. Potem mamy cały świat tak zwany materialny, od atomów począwszy, do gigantycznych ciał niebieskich i organizmów żywych.
Dalej mamy dziwną rzecz, mianowicie myśl, świadomość i tym podobne. Spróbujmy się zastanowić nad tym, czy przypadkiem to, co wydaje nam się oddzielane, nie jest jednak. .
. no, nie tym samym, ale czy jedno nie wynika z drugiego? Zmieniają się po prostu pewne reguły, które rządzą danym światem.
Naprawdę przechodzi się tylko przez pewną płynną transmisję z jednego świata do drugiego. Więc zacznijmy od samego dołu, czyli od cząstek tych najmniejszych, subatomowych. I to właśnie te cząstki, takie jak elektrony i fotony, wykazują naturę korpuskularno-falową.
Zanim ich nie zbadamy, zanim nie przyjrzymy im się lepiej naszym okiem, cokolwiek to znaczy, one wykazują naturę falową. Natomiast w momencie pomiaru raptem wyskakują nam nad powierzchnię oceanu prawdopodobieństwa i dokonuje się tak zwana redukcja stanu kwantowego. Wtedy ta cząstka, na przykład, jeśli chcemy określić jej położenie, mówi: "Jestem tutaj i nie jestem już nigdzie więcej".
Dopóki tego nie zrobiliśmy, ta cząstka była falą prawdopodobieństwa. Przypomnijmy sobie, to jest natura falowa cząstek – prawdopodobieństwo. Nie są to fale mechaniczne, to nie są fale jakiekolwiek inne, jakie znamy z naszego codziennego doświadczenia.
To są fale prawdopodobieństwa, bardzo dziwna rzecz. I podczas pomiaru, kiedy chcemy sprawdzić, gdzie jest dana cząstka, ona nam "wyskakuje" – to jest też określenie metaforyczne, "nigdzie", ujęte w cudzysłów, w obszarze, gdzie nie wiadomo, gdzie jest, w rzeczywistości, gdzie wiadomo, gdzie jest. Jeśli chcemy zmierzyć jej prędkość, to już nigdy nie będziemy wiedzieli, gdzie ona jest, według tego modelu obowiązującego najczęściej, przywoływanego, czyli modelu uwzględniającego te nieoznaczoności.
Będziemy mogli określić jej prędkość, czyli będziemy widzieli tę falę i odległości między szczytami tych fal. Natomiast już nie będziemy wiedzieli, gdzie jest. Dlaczego?
Dlatego, że szczyty tych fal prawdopodobieństwa będą takie same, tej samej wysokości. Kiedy określamy prędkość cząstki, to widzimy jej falową naturę, ale już nie możemy zobaczyć, gdzie ona jest, bo ta sinusoida tego prawdopodobieństwa i położenia jest równa – nie wiadomo, gdzie ona jest. Dziwne, prawda?
Bardzo dziwne. No, tak czy owak, tak się zachowują te cząstki. Ważne, co powinniśmy rozumieć: to są cząstki wydzielone z atomów.
To są cząstki albo wydzielone z atomów, albo po prostu osobne, takie jak fotony czy elektrony. Dopóki te cząstki są same sobie, egzemplifikują tę korpuskularno-falową naturę, mogą być i tym, i tym. Natomiast już w obrębie atomu ta korpuskularno-falowa natura się gubi.
Nawet w najmniejszych atomach już nie mamy do czynienia z falami. Tak nie można powiedzieć, że atom jest falą. Atom już nie jest falą, a im większy, tym mniej prawdopodobne, że się zachowa jak fala.
Więc ta natura korpuskularno-falowa gubi się. Elektron już jest oczywiście chmurą prawdopodobieństwa, ale już na konkretnej orbicie wiadomo, gdzie jest ta orbita, jaka jest jej odległość od jądra. Proton, który jest w środku, składa się z trzech kwarków.
Ten proton jest też bardzo konkretny; można powiedzieć, że elektron sprawdza, gdzie jest proton, a proton sprawdza, gdzie jest elektron – nawzajem siebie obserwują w pewnym sensie. I nie jest tak, że już nie wiadomo, gdzie są – wiadomo mniej więcej, gdzie są, a im większy atom, tym to już jest bardziej określone, jakby obecność innych cząstek, które są dookoła, jak neutrony, gluony, czy to zjawisko między nimi. W każdym razie, niektóre z nich, już nie pamiętam które, czy gluony, czy te cząstki wirtualne.
. . W każdym razie, te hadrony, czyli protony, neutrony oraz elektrony na orbitalach, już są określone.
Wiadomo mniej więcej, gdzie są. Już nie ma czegoś takiego; nie można powiedzieć, że atom żelaza czy atom węgla jest falowy. Nie, nie jest.
Już nie. Dalej mamy cząstki. Oczywiście, te atomy łączą się w cząstki, a te cząstki już są bardzo, bardzo mocno określone.
Co prawda, można poczytać gdzieś tam, albo Briana Greena, albo u innych fizyków, że te cząstki też drgają, że one też są jakieś takie rozedrgane na sposób prawdopodobny. Mi się to nie wydaje, że one rzeczywiście wciąż migoczą w tym tańcu prawdopodobieństwa – może tak, ale jest to już zaniedbywalne, moim zdaniem. To już migotanie prawdopodobieństwa jest dużo, dużo mniejsze, o rząd wielkości – parę rzędów wielkości mniejsze, niż w przypadku, kiedy mamy do czynienia z pojedynczym elektronem.
No i dalej, co mamy? Dalej mamy już większe struktury, prawda? Jeśli mówimy o organizmach żywych, to cząstki tworzą komórki, komórki tworzą tkanki, tkanki tworzą organy, organy tworzą układy, takie jak układ oddechowy, układ wydalniczy, układ pokarmowy, układ mięśniowy, układ nerwowy.
Te układy razem tworzą organizm człowieka z jego mózgiem na czele. I dalej, już kiedy mamy ten mózg na czele, dosłownie przenoś, mózg, tak? To pojawia się kolejna dziwna domena rzeczywistości, o której bardzo często mówiłem w ramach Kazań Kościoła Jedynki jej znaczenia, czyli domena znaczeń.
Bardzo często mówiłem o tym, że znaczenie jest czymś dziwnym, czymś oddzielonym od rzeczywistości, czymś niematerialnym, czymś, co jest nad. Wiadomo, że jedynka nie jest to, tak jak wielokrotnie już o tym mówiłem; nie jest śladem długopisu na papierze, nie jest atramentem, nie jest znakiem, nie jest kształtem geometrycznym. Jedynka jest znaczeniem jedynki, i dopiero w tym akcie nadania znaczenia temu znakowi aktualizuje się byt zwany jedynką.
On jest znaczeniem, i tak naprawdę wszystko to, co poznajemy, ma naturę znaczeniową, znaczeniową niematerialną. Tak, czyli jeśli patrzymy na równanie 2 plus 2 równa się 4, to tak naprawdę mamy do czynienia tutaj z ideą dwójki, z ideą dodawania, z ideą kolejnej dwójki, z ideą. Z prawda 2 plus 2 równa się 4, to są wszystko już idee; to są wszystko już znaczenia.
Ja tutaj stosuję czasami zastępczo słowo "znaczenie" i "idea", ale tak naprawdę mamy do czynienia ze światem znaczeń, który był dla mnie zawsze bardzo tajemniczy. Nie miałem pojęcia, jak go ugryźć, skąd może się brać. Oczywiście tutaj w grę wchodzi dualizm, słynny świat materii, świat ducha.
Ja bym powiedział, że to nawet nie jest dualizm, tylko trójpodział: świat cząstek elementarnych, korpuskularno-falowych, świat materialny i dalej świat znaczeń. Prawda? Mam problem, ale tak jak dyskutowaliśmy z Adamem, właśnie tym moim znajomym matematykiem, obaj jesteśmy chodzi w pod świat materia, od świata ducha.
Więc uświadomili sobie, że no, skoro wiadomo, że cząstki subatomowe mają naturę korpuskularno-falową, a jak się zaczynają ze sobą łączyć, to ta natura ich falowa gdzieś się gubi. I nie zachodzi tutaj w zasadzie żadna magia. Po prostu sam fakt, że jest ich więcej, że są w kupie, powoduje, że zaczynają się do nich stosować inne reguły niż do tej pory.
To jest kwestia liczb, kwestia właśnie ich liczebności, tego, że jest ich więcej, tego, że są razem, tego, że się nawzajem sprawdzają i tak dalej. I dalej stwierdziliśmy, i ja, i Adam, że ten świat znaczeń też trudno jest przyjąć, że on jest czymś osobnym, oddzielnym, że on należy do tej domeny boskiej, prawda, o którym to Bogu bardzo często wspominał. O tej G, prawda?
Więc spróbowaliśmy sobie wyobrazić, co się dzieje tak naprawdę w naszym mózgu. I Adam wtedy zwrócił mi uwagę na bardzo duże liczby, na liczby, które są już tak olbrzymie, że są zapisywane w postaci nie tylko potęg, ale potęg potęg. Co te liczby mają wspólnego z naszym mózgiem i w ogóle z przyborem, z przyborem liczb w organizmie żywym?
No dosyć dużo. Nasz mózg to jest średnio rzecz biorąc 100 miliardów neuronów; to jeszcze nie jest duża liczba. Natomiast jeśli weźmiemy pod uwagę połączenia neuronalne, czyli synapsy, i uzmysłowimy, że łączy się z 10 tysiącami innych neuronów za pomocą synaps, to mamy tutaj już po przemnożeniu 100 miliardów razy 10 tysięcy; to jest, jeśli się nie pomyliłem, biliard, czyli 10 do 15.
To ciągle nie jest wielka liczba. I to już jest duża liczba, ale absolutnie nie taka, żeby była końcem świata. Natomiast co się dzieje w mózgu?
W mózgu nie jest tak, że po prostu mamy ten biliard połączeń. Tam nieustannie się coś dzieje; tam mamy elektryczne pożary w różnych miejscach tego mózgu, i te odpalenia neuronalne odpowiadają sobie wzajemnie. Prawda?
Możemy sobie wyobrazić tak z grubsza, że prawa półkula mózgowa komunikuje coś, na co odpowiada lewa półkula mózgowa, i tak nawzajem sobie ze sobą rozmawiają. Prawda? I za każdym razem te konfiguracje odpaleń są troszeczkę do siebie podobne, dlatego że to, co robimy, jest płynne.
Nie mamy skokowych jakichś takich przejść; na przykład w tej chwili mam podniesione ręce i nie mogę skokowo mieć rąk obniżonych. Te ręce, które są podniesione, muszą w sposób płynny zostać opuszczone na dół. Nawet jeśli się to dzieje szybko, to to ciągle nie jest proces fazowy typu "tu" i "tu".
Dlatego te konfiguracje, owszem, mogą się zmieniać wtedy, kiedy ja opuszczam te ręce, ale nie w sposób nagły na coś zupełnie innego, tylko w sposób płynny na coś innego. Tutaj mówimy o samym ruchu rąk. Kiedy mówię, oczywiście te konfiguracje cały czas się zmieniają, odpowiadają sobie.
Natomiast to, co mówię, też jest w pewnym ciągu, tym razem znaczeniowym. To wszystko, te całe konfiguracje zmieniające się, odpowiadające sobie, to już są duże liczby. Mamy tutaj do czynienia z wyobrażeniem konfiguracji neuronalnych.
Przypomnijmy sobie, mamy biliard synaps i one mogą się ułożyć w niezliczonej liczbie konfiguracji. A w dodatku, w różnych częściach mózgu te konfiguracje mogą… Załóżmy, że mamy dwa zespoły, tak: lewą półkulę i prawą półkulę mózgową. I możemy sobie zacząć mnożyć, używać kombinatoryki.
Ile, ile możliwych konfiguracji mogłoby być w półkuli prawej i odpowiadających im konfiguracji w półkuli lewej? Biorąc, nawet dzieląc mózg na pół i biorąc sobie 50 miliardów neuronów na jedną półkulę, 50 miliardów neuronów na drugą półkulę, ta liczba możliwych zestawień konfiguracji tylko dwóch już jest liczbą olbrzymią. To już jest liczba absolutnie przekraczająca wszelkie możliwe wyobrażenia.
To już jest dużo, a to jest tylko przy założeniu, że rozmawiają ze sobą w cud słowie dwie półkule mózgowe. A tak naprawdę to w naszym mózgu rozmawia ze sobą mnóstwo różnych obszarów: rozmawia obszar limbiczny z obszarem wzrokowym, z obszarem osobowościowym, z obszarem pamięci operacyjnej, z obszarem pamięci trwałej, prawda? Obszary wszelkie: zmysłowe, wzrokowe, słuchowe, dotykowe itd.
To wszystko ze sobą rozmawia w różnych konfiguracjach, dlatego że ja w tej chwili patrzę tutaj na ekran komputera, za chwilę spojrzę na obraz na ścianie, za chwilę spojrzę na lampę, i to są różne konfiguracje, które wyzwalają w moim mózgu w innych obszarach skojarzeniowe, dotykowe, takie, owak ich inne konfiguracje neuronalne. I to się cały czas dzieje w dużej prędkości i w nieskończenie złożonej liczbie, nieskończenie wielkiej liczbie kombinacji. Ta kombinatoryka w przypadku mózgu to już są wielkie liczby.
To już są właśnie te wielkie, wielkie, wielkie, wielkie liczby, które są trudne do wyobrażenia. I teraz to wszystko dzieje się jeszcze w pewnych rytmach. Mózg nie funkcjonuje w sposób [Muzyka] pozbawiony rytmów, pozbawiony pewnych ograniczeń prędkościowych, bo nasze aksony, czyli te długie wypustki neuronów, które wysyłają sygnał, one nie mogą w dowolnej prędkości się aktywować i dezaktywować.
To ich aktywacja, czyli depolaryzacja, trwa pewien przedział czasowy, a ponowne spolaryzowanie się, czyli zmiana ładunku elektrycznego wewnątrz i na zewnątrz, też chwilę trwa. Nie może to trwać bardzo krótko, to trwa tyle, ile trwa poza tym. Są fale EEG, czyli fale alfa od 8 do 12 Hz, to są fale spoczynkowe, wtedy kiedy już tam sobie prawie że przesypiamy.
Stąd się mówi, że jest stan alfa, prawda? Czyli stan między snem a czuwaniem. Fale beta to są fale już naszego czuwania aktywacyjnego, to jest 13-28 Hz.
Przypomnijmy, są to drgania, liczba drgań na sekundę. Gamma to już są funkcje motoryczne, to jest już gęsta funkcja, to jest 80-100 Hz, czyli 100 drgań na sekundę. Delta to jest od 0,5 Hz do 3 Hz, to jest najgłębszy nasz sen, a fale theta 4-7 Hz to są stany, kiedy medytujemy, jesteśmy w transie, w hipnozie.
To mniej więcej te fale wtedy się uruchamiają. Nasz mózg działa na zasadzie fal rytmów i jednocześnie cały czas migocą w nim te pobudzenia, te kombinatoryczne zestawienia, które też nie są chaotyczne. Nie jest tak, że w jednym momencie myślę o Gwiezdnych Wojnach, a za chwilę pomyślę sobie o praniu i sprzątaniu.
To jest tak, że jeśli myślę o tych Gwiezdnych Wojnach, to w sposób płynny przechodzę na pranie i sprzątanie. W sposób płynny później przejdę na spacer na dworze, a następnie do myślenia o moim psie. W sposób płynny wstanę z tego krzesła, przejdę do salonu, ubiorę się i wyjdę z tym psem.
Zmierzam do tego, że w naszym mózgu, nawet przy tych nieprawdopodobnie szybkim kombinacjach, które w nim zachodzą, i przy wszystkich falach, nie dzieją się rzeczy skokowo, zaskakująco, jak piorun z jasnego nieba. To się wszystko dzieje w sposób płynny. Co dalej?
Tak naprawdę całe nasze ciało ma w sobie dużo rytmów i funkcji podobnych do funkcji mózgowych. W naszym ciele są rozpięte te wszystkie bicepsy, tricepsy, deltoideus, gluteus i tak dalej. One działają na zasadzie bardzo podobnej do neuronów.
Tam też zachodzi polaryzacja i depolaryzacja komórek mięśniowych, czyli miocytów. Tylko że o ile w mózgu to jest wymiana głównie jonów sodowych, to w mięśniach są jony wapniowe przy tej polaryzacji i depolaryzacji, ale to jest bardzo podobny proces. Oczywiście w naszym ciele mamy te mięśnie prążkowane, to jest cały nasz aparat mięśniowy.
Mięśnie gładkie to jest cały nasz układ pokarmowy, no prawie cały, głównie mówię tutaj głównie o tej równowadze, no bo wątroba i trzustka, które też należą do naszego układu pokarmowego, one już tam mięśni gładkich w sobie nie mają. Cały nasz układ naczyniowy to są mięśnie gładkie, oprócz serca, gdzie są mięśnie poprzecznie prążkowane. Są troszeczkę inne od naszych mięśni zwykłych, ale w sumie na tej samej zasadzie co mięśnie poprzecznie prążkowane, nasze szkieletowe.
Nasze serce ma bardzo silny układ elektryczny, co jest rejestrowane w badaniu EKG, nie EEG, tylko EKG. W naszym ciele rozpiętych jest oczywiście od groma nerwów, tak zwanych nerwów obwodowych, które unerwiają i czuciowo, i ruchowo, i na wszelkie różne inne zmysły, cały nasz organizm. Więc można powiedzieć, że tylko mózg generuje te wszystkie kombinacje różnego typu, ale również nasze ciało cały czas drga w pewien konkretny sposób, można powiedzieć, wibruje w pewien konkretny sposób, podyktowany czynnością mięśniowo-neuronalną.
Ale wróćmy sobie do tego naszego mózgu. Mamy tam, jak mówiłem, pewne rytmy, rytmy EEG, nasz mózg faluje, jednocześnie cały czas zmieniają się mu te konfiguracje w bardzo dużej prędkości. To jest naprawdę duża prędkość tych odpaleń, tych neuronów w pewnych rytmach.
Z czym się wam to kojarzy? Rytmy EEG oraz kombinacje, które się nieustannie zmieniają. Nasz mózg nieustannie generuje te pole elektromagnetyczne i to generuje w konkretnym rytmie, w konkretnych nakładających się na siebie rytmach, można powiedzieć, i konkretnych konfiguracjach.
Co to jest, jak to nazwać? No więc nie chcę wam tego narzucać, ale mi się to kojarzy z muzyką. Lubię bardzo to określenie, bo jest nadużywane i przez różnych guru, którzy twierdzą, że wiedzą, jak jest skonstruowana rzeczywistość.
To są przecież wibracje, to migotanie, to migotanie tej naszej psychiki, całej działalności umysłowej. Jeśli byśmy założyli, że to jest muzyka, że to jest bardzo specyficzna, oczywiście, bo jej nie słyszymy, specyficzna muzyka, ale struktura muzyczna, to co generuje nasz mózg? Zastanówmy się nad samą muzyką.
Co w muzyce jest wyjątkowego? Bo jest coś wyjątkowego, bardzo wyjątkowego. To jest dziedzina, można powiedzieć, sztuki, która jest bardzo podobna do psychiki.
Porównuje się muzykę do psychiki, dlatego że muzyka zależy od czasu, jest nieuchwytna. Podobnie jak psychika jest nieuchwytna, muzyka też jest nieuchwytna. Muzyka biegnie w czasie, pamiętamy kilka ostatnich sekund utworu muzycznego, przewidujemy to, co się stanie za chwilę, porównujemy sobie to, co dzieje się w tym przebiegu muzycznym z tym, co sobie wyobrażaliśmy.
Albo jesteśmy przyjemnie zaskoczeni, albo nieprzyjemnie, albo dokładnie to, co przewidzieliśmy, jeżeli chodzi o przebieg melodyczny i harmoniczny utworu. Muzyka ma pewną unikalną cechę. Mianowicie, jest wrażenie, ja na dzisiaj mam takie wrażenie, że w muzyce jest zawarty sens, jest zawarte znaczenie jakby bez nośnika.
Muzyka jest sama w sobie znaczeniem, oczywiście, by można powiedzieć. To bez wiolonczeli, która gra, do niej dokładają się smyczki, do niej dokładają się blachy, perkusja, fortepian i tak dalej. Czyli są instrumenty muzyczne, które generują drgania mechaniczne, i te drgania, jeśli są w konsonans, jeśli tworzą miłe akordy i tak dalej, to one dopiero… Nośnik to jest nośnik znaczenia, ale czy na pewno?
Jeśli ja piszę słowo "żal" albo "ból", to nośnik, którym są pociągnięcia długopisu po kartce, i atrament, który układa się w pewne znaki, to te znaki kodują w sobie litery, a to znaczenie tych liter. Ja odkodowuję słowo "ból", tak? Tak naprawdę aktualizuje mi się znaczenie słowa "ból" w głowie w tym momencie.
Natomiast w muzyce nie ma liter, nie ma znaków, tak jak w matematyce 1, 2, 3 plus równa się. Nie ma liter takich jak a, b, c, d. W muzyce mamy zestawienia, owszem, zestawienia drgań mechanicznych, ale trudno mówić w przypadku muzyki o znakach, o symbolach.
Nie wiem, czy się ze mną zgadzacie. W muzyce nie ma znaków, muzyka jest od razu, no można powiedzieć, że nośnikiem znaczenia, ale albo jest znaczeniem samym przez siebie. Dlaczego, kiedy patrzymy, słuchamy akordu durowego i porównujemy nasze odczucia z sytuacją, kiedy słuchamy akordu molowego, to w pierwszym przypadku odczuwamy coś na kształt radości, a w drugim przypadku odczuwamy coś na kształt smutku?
Dlaczego muzyka na nas wpływa i jesteśmy w stanie odczytać znaczenia w niej zawarte? Są utwory muzyczne mówiące o czymś podniosłym, są utwory muzyczne mówiące o potędze, są utwory muzyczne mówiące o smutku, żalu, o przemijaniu, o odkrywaniu, o miłości, odkryciu, o wycofaniu, o przebaczeniu. To wszystko da się odczytać, to wszystko da się zakodować w postaci muzycznej.
Wszystko da się odczytać. Są utwory uspokajające, są utwory drażniące, gdzie są znaki zawarte w tych utworach, które byłyby dopiero przez nas interpretowane i którym byłoby nadawane znaczenie. Nawet małe dziecko, słysząc utwór muzyczny, od razu wie, co on znaczy.
Mały Szopen, słuchając utworu na fortepianie przez jego matkę, płakał. Czy nie jest tak, że kiedy ja w ramach kazań kościoła jedynki znaczenia, mówiłem o warstwie znaczeniowej, doszukują się tego, czym ona jest? W jakiś tam byt [muzyka]?
Jest tak, że materia, z której jest skonstruowany nasz mózg, generuje, tak jak mamy cząstki subatomowe, które są korpuskularno-falowe, i wtedy, kiedy łączą się z innymi cząstkami, tworzą atomy. Ta ich struktura falowa się kończy, a zaczyna się coś innego. Zaczyna się materia per se.
Czy nie jest tak, że mózg, który jest materialny per se, generując te wszystkie nieprawdopodobne liczby kombinacji [muzyka], mając do czynienia, mając do dyspozycji olbrzymią liczbę tych kombinacji, tworzy swego rodzaju muzykę, która jest następną formą materii, następną formą rzeczywistości, która wynika bezpośrednio z materii? Można powiedzieć, że jest emergentna, w tym sensie oderwana od mojej duszy, mojej psychiki. Nie jest oderwana od materii, jest wytworzona przez tę materię.
I w tym momencie mielibyśmy, jeślibyśmy się zgodzili na muzyczną, ujęcie, oczywiście muzyce duszy, muzyce psychiki. Troszeczkę to nie jest dobre określenie, być może, ale to jest określenie, które się kojarzy z muzyką. Mam na to jeszcze lepsze określenie.
W każdym razie proponuję nowe podejście do tego, czym może być psychika, czym może być dusza, mianowicie takie, że jest to specyficzna właśnie muzyka, która sama z siebie jest znaczeniotwórcza, że same zestawienia drgań, za same zestawienia, no właśnie drgań, tak naprawdę tych wibracji, tych dźwięków tworzą warstwę znaczeniową rzeczywistości. Czyli że najwyższym, być może, piętrem rzeczywistości jest muzyka [muzyka]. Amen.
Eee.