[Muzyka] Dzień dobry, witajcie się z Wami Marcin Sergiusz Przybyłek. Jak zwykle, na początku ogromne podziękowania dla moich patronów, których szeregi rosną, oraz dla członków tego kanału. Bardzo, bardzo doceniam Wasze wsparcie, a teraz przechodzimy do głównego tematu dzisiejszego kazania kościoła jedynki, jej znaczenia, czyli do tego, czym jest AIS Mundi.
W poprzednim kazaniu zasugerowałem taką wizję. Przypomnijmy, że jesteśmy w obszarze wizji, takich dywagacji dosyć luźnych, i to, co tutaj się dzieje, nazwałem kościołem, nie bez kozery, ponieważ sporo z tych wizji, które proponuję, nie mają jakiegoś podbudowania naukowego. To są pewne skojarzenia powiązane z przemyśleniami filozoficznymi, troszeczkę mistycznymi, aczkolwiek staram się w jakiś tam sposób też podpierać tym, co wie nauka.
Ale jak już zapewne zauważyliście, dotykamy obszarów, do których nauka jakby nie ma za bardzo dostępu, czyli tych obszarów z tzw. niefizycznego. Fizyka opowiada w sposób genialny o tym, o czym nie wiedziała Mary, to już odsyłam Was do poprzednich swoich kazań, więc bardzo trudno tutaj jest opierać się na czymkolwiek naukowym, ponieważ nauka nie zbadała tych obszarów.
To są obszary badane przez wizjonerów, przez filozofów, trochę przez mistyków, trochę przez Junga, o którym już wspominałem. No więc będziemy dzisiaj wracali do wizji, którą zaproponowałem w poprzednim kazaniu. Mówiła o tym, że jest labirynt.
Ten labirynt jest być może symbolem naszego układu nerwowego, a być może też tego, co w tym układzie nerwowym, konkretnie w mózgu, rezyduje, czyli wewnętrzny obserwator, który się układa zgodnie z zakrętami tego labiryntu, czyli tego naszego mózgu. I łączy się ta korona. Ja założyłem, że w ósmym kosmicznego drzewa, równie dobrze to mogłyby być korzenie, chociaż z punktu widzenia symboliki tego, co poniżej, stwierdziłem, że no jednak, jednak niech będzie to korona.
Więc korona jest w tym labiryncie zanurzona, wrasta w centrum tego labiryntu, a potem jest pień, idzie w dół, ten pień, i ten pień zanurzony jest w jakąś praistnię, która ma wiele nazw, w zależności od systemu filozoficznego. To może być Nirwana, to może być wyraj. Przy czym, oho!
Mój piesek usłyszał „wyraj”, to stwierdził, że musi się wybrać do swojego wyraju. Przepraszam, robimy przerwę i. .
. Głoś, człowieku! Prawdy objawione, jak twój pies ma swoje ważniejsze sprawy!
Więc nie wiem, czy wiecie, że wyraj, czyli to wyobrażenie słowiańskie, prasłowiańskie naszych pięknych przodków, to było miejsce, które się mieściło w koronie, w koronie kosmicznego drzewa. Kosmiczne drzewo jest symbolem obecnym praktycznie we wszystkich kulturach. No, wszystkich?
No może to brzmi prawda, bo ja nie sprawdzałem wszystkich kultur, ale swego czasu sprawdzałem bardzo wiele źródeł i wyszło mi, że gdzie nie zajrzę, w jaką kulturę, tam to kosmiczne drzewo jest. Ono oczywiście ma różne nazwy, ale generalnie drzewo poznania, aksis mundi. Zaraz tutaj sobie sprawdzimy, oczywiście, australijskie plemiona.
Australia, tak, to plemię się nazywa Aila i ono też ma swoje drzewo kosmiczne, i to jest słup, który miał otrzymać ich praprzodek, posiłkując się Wikipedią, od istoty boskiej o imieniu Numb Kula. I w trakcie swoich wędrówek Arun nie rozstają się ze swoim Świętym słupem, czyli z tym pniem, jakby można powiedzieć, który się nazywa Kwaawa, bardzo zabawnie. I ten słup przedstawia oś kosmiczną, gdyż wokół niego przestrzeń nieznana zamienia się w świat w uporządkowaną rzeczywistość.
Złamanie słupa oznacza koniec świata, nawrót do chaosu. Czyli spójrzcie, w jaki sposób to się koresponduje z tym, o czym mówiliśmy. Dookoła powiedzieliśmy sobie w kazaniu o rzeczywistości zewnętrznej, że to jest Matrix, że to jest niezrozumiały, zupełnie tak naprawdę, macierz, która składa się z właściwości, z abstraktów, które konstruują byty zwane cząstkami, które wcale cząstkami nie są.
I żeby to wszystko jakoś uładzić, potrzebna jest mapa, którą nakładamy na ten Matrix. I ta mapa to jest to, co widzimy, to, co słyszymy, to, temperatura, którą czujemy, nacisk i tak dalej. To są wszystko wyobrażenia wewnętrznego obserwatora, dzięki konstrukcie matowym w naszym mózgu, w naszych polach interpretacyjnych, zmysłowych naszego mózgu.
I tutaj mamy jakiś Arun. Przepraszam, nie chcę ich obrażać, ale to nie jest na pewno plemię zaawansowane cywilizacyjnie. Wiarę w konstrukty, bardziej konstrukty, konstrukty oczywiście mistyczne niż jakikolwiek materialny, czyli ten kosmiczny słup czy to kosmiczne drzewo, które organizuje rzeczywistość.
Bez tego kosmicznego drzewa rzeczywistość jest chaosem, jest Matrixem. Więc sprawa jest poważna. No, przypomnijmy sobie wyobrażenie z poprzedniego kazania: mamy koronę drzewa w mózgu i korzenie drzewa zanurzone w nirwanie, w Bogu, w istni, w czymś, co jest pierwociną istnienia, w ramanie, w podświadomości jungowskiej kolektywnej.
Przyjrzyjmy się jeszcze, co robi aksis mundi, czyli to kosmiczne drzewo, czyli ta idea środka świata, stabilny element wszechświata. Mundi według wierzeń różnych ludzi, na jego osi, zmiana, przez co możliwy jest pełny kontakt zarówno z przeszłością, jak i przyszłością. I to jest najświętsze ze świętszych miejsc.
Ten pień, prawda? Zatrzymanie czasu. Pomyślmy sobie przez chwilkę o tym, co to może oznaczać.
Zatem, co to jest czas? Czas jest konstruktem abstrakcyjnym, nie jest w zasadzie czymś, co istnieje naprawdę. Zainteresowanych obaleniem, zainteresowanych tym, żeby obalić istnienie czasu, odsyłam do książki „Koniec czasu” Giuliana Barburowa.
On tam w piękny sposób zresztą — ja o tym piszę, opowiadam też w innym filmiku — mówi, że tak naprawdę czas właśnie jest konstruktem psychicznym, bardziej abstrakcyjnym. W fizyce równie dobrze czas może być zastąpiony przez drogę. Czyli, no mówiąc krótko, jeśli idę z mojego domu, w mojej wsi, do lasu i to mi zajmuje około 10 minut, czyli tutaj mówię o czasie — to co oznacza 10 minut?
10 minut oznacza, że w moim mechanicznym zegarku pewne koła zębate pokonały pewną drogę, przez co, kręcąc się, to jest droga, przez co wskazówki w tym zegarku pokonały pewną drogę. Dawnych czasach były zegary wodne, charakteryzowały się tym, że były napędzane wodą, która spływała z punktu położonego wyżej do punktu położonego niżej. Więc stąd zresztą wzięło się przysłowie „Nie lej wody”, czyli nie zajmuj za dużo czasu.
Tak naprawdę ten czas był po prostu wodą, drogą, którą pokonywała woda. Mówi się, że musi dużo wody w Wiśle. Upłynąć prawda, żeby coś tam się stało, to znowu droga pokonywana przez wodę w Wiśle.
Jeśli ja idę z mojego domu do lasu, to też słońce pokonuje pewną drogę. Tak naprawdę, równi dobrze można by określać prędkość moją, czyli drogę łamaną przez czas, zamieniając to równanie w ten sposób, że mielibyśmy drogę mojej wędrówki łamaną przez drogę słońca, którą to słońce pokonało jakiś odcinek w tym czasie, łamaną przez drogę, jaką woda w Wiśle pokonała w tym czasie. Znowu zwróćcie uwagę, w jaki sposób nasz język powoduje, że stajemy się jego niewolnikami.
Ciągle jednak używam tego słowa "czas". Czy woda w zegarze wodnym, która pokonała też pewną drogę, prawda? Czyli można równie dobrze łamać drogę przez drogę, tak dzielić drogę przez drogę i wyjdzie nam to samo pojęcie.
Czas jest tak naprawdę zbędne tutaj. Troszeczkę namieszał pan Newton, który sobie wyobraził taki kosmiczny zegar, który odmierza czas niezależnie od tego, czy istnieje, czy coś nie istnieje. On sobie ten kosmiczny zegar powiesił też w kosmicznej przestrzeni, która istnieje w jego wyobrażeniu, niezależnie od tego, czy coś w niej jest, czy nie.
Czyli on sobie wyobraził, że przestrzeń istnieje a priori, czas istnieje a priori i w tej przestrzeni, i w tym czasie dzieją się zdarzenia. To jest wyobrażenie najprawdopodobniej błędne. Najprawdopodobniej rzeczywistość jest dużo bardziej skomplikowana i kosmiczny zegar w niej nie istnieje, a przestrzeń też w niej nie istnieje w taki sposób, jak wyobraża pan Newton.
Raczej jako wyobrażenie, jako coś logicznego, jako coś matematycznego, ale nie jako coś rzeczywistego. Bardzo mi przykro, ale prawdopodobnie przestrzeń, która nas otacza, jest wyłącznie elementem iluzji tego świata - niczym faktycznym w naszym materialnym tego słowa rozumieniu. Ale wracając do czasu.
Dlaczego mówię, że to jest rzecz psychiczna, że to jest rzecz potrzebna istotom żywym? Kamień, który leży sobie przy drodze, dla niego czas nie istnieje. Owszem, to on będzie się utworzył miliony lat temu i się rozpadnie za kilka milionów lat wskutek działania erozji, ale dla niego samego nie ma to żadnego znaczenia.
On sam nie wie, że istnieje, więc pojęcie czasu jest dla niego nieistotne. Pojęcie czasu jest istotne wyłącznie dla istot żywych. Im bardziej świadomych, im bardziej samoświadomy, tym bardziej jest mu potrzebny, żeby mieć wspomnienia i na podstawie tych wspomnień wnioskować o przyszłości, tak o tym, co się może wydarzyć w przyszłości.
W związku z tym, to funkcją naszych układów nerwowych, naszych psychik, jest to, żeby w pewnym momencie to pojęcie czasu zaczęło funkcjonować w sposób sprawny, bo tylko dzięki temu możemy przetrwać. Wyobraźmy sobie, że gramy w tenisa ziemnego. Piłka tenisowa potrafi się poruszać z bardzo dużą prędkością i gdyby nasze centralne układy nerwowe, nasze mózgi, bazowały tylko na tym, co do nich dociera ze zmysłów, to byśmy nie byli w stanie tej piłeczki prawidłowo odbić, która leci w naszą stronę.
Dlaczego? Dlatego że informacja, która dociera do naszego mózgu, jest spóźniona, w ogóle per se, tak? Bo ta droga z naszego oka do naszych pól interpretacyjnych, a później ewentualna nasza reakcja naszych rąk, to wszystko zajmuje trochę czasu.
To, w jaki sposób informacja biegnie przez nerwy, to nie jest bezczasowe, to trochę zajmuje czasu, prawda? Im mamy dłuższą rękę, tym dłużej czasu, tym więcej czasu potrzeba na przekazanie informacji do mięśni ruchowych. Więc gdyby mózg opierał się tylko na informacjach, które do niego docierają, bez pewnej projekcji tego, co będzie w przyszłości, to byśmy po prostu nie mieli szans na odbicie tej piłeczki.
Więc mózg generuje pojęcie czasu i wyprzedza to, co do niego dotarło. Mózg jakby wie, że dotarła do niego pewien obraz przeszłości, bo ta piłeczka już nie jest tam, gdzie on ją widzi. Tak do niego dociera informacja, że piłeczka jest tu, a tak naprawdę ona już jest tu, ona już pokonała pewien odcinek zanim znaczy do mózgu.
Mózg widzi obraz przeszłości, tak jak my widzimy, patrząc w gwiazdy, widzimy obraz przeszłości. Tak, tylko że oczywiście w przypadku gwiazd widzimy przeszłość sprzed milionów lat, a w przypadku naszego, czy tam sprzed milionów - może za dużo, no ale też Proxima Centauri jest rok świetlny stąd, tak? Czyli widzimy ją sprzed roku.
Inne gwiazdy są o tam kilkanaście lat świetlnych stąd, są jeszcze sprzed milionów lat świetlnych od nas, a galaktyki to już w ogóle. Więc widzimy przeszłość. W przypadku tej piłeczki tenisowej nieszczęsnej też widzimy jej przeszłość, kiedy ona się bardzo szybko porusza.
I gdybyśmy chcieli ją odbić tam, gdzie myślimy, że ona jest, a ona już tak naprawdę jest troszeczkę dalej, to byśmy nie trafili. Więc mózg musi stworzyć pewną iluzję czasową, jakby przewidzieć tę przyszłość i my odbijamy ją nie tam, gdzie ją widzimy, ale tam, gdzie ona, my wiemy, stworzona przez naszą psychikę. Będę bardziej mówił nawet przez naszą psychikę niż przez nasz mózg.
Iluzja czasowa. Jeśli widzimy, że wybucha, nie wiem, petarda i ta petarda wybucha blisko nas, to błysk, który dociera do naszych oczu, bardzo szybko, bez żadnego problemu, bo praktycznie różnica czasowa między tym błyskiem i tym dźwiękiem jest zaniedbywalna. Ale jeśli ta petarda wybuchnie powiedzmy sobie 100 metrów od nas, to różnica między tym, kiedy ten błysk dotrze do naszej głowy, a dźwięk dotrze do naszych uszu, już jest znacząca.
A mimo to, do pewnej progowej odległości nasz mózg oszukuje nas i synchronizuje dźwięk z błyskiem. Jest to niezwykłe zjawisko, w którym jesteśmy poddani pewnej iluzji i nie słyszymy rozszczepienia, znaczy nie dochodzi w naszym spostrzeganiu do rozszczepienia między błyskiem i dźwiękiem, tylko wciąż ten błysk i dźwięk występują równoczasowo. Musi być jeszcze większa odległość, powiedzmy, nie wiem, 200-300 metrów, żeby ta petarda wybuchła i żeby rzeczywiście błysk zobaczyć najpierw, a dźwięk usłyszeć później.
W większości filmów, takich nie katastroficznych, wojennych, to zjawisko jest oszukane. Najczęściej jest tak, że jeśli widzimy w filmie jakiś wybuch, który jest daleko, to jednocześnie z tym wybuchem słyszymy dźwięk. To twórcy filmów i twórcy gier.
Też komputerowy stwierdzili, że symulowanie tej rzeczywistości, że obraz dociera szybciej, a dźwięk dociera później, byłoby niezrozumiałe dla widza i byłoby niezrozumiałe dla gracza. W związku z tym sztucznie się jakby synchronizuje i dźwięki, i obraz, podczas gdy one powinny docierać osobno. Ale wracając do tych naszych iluzji wewnętrznych, nasz mózg dokonuje tych iluzji oczywiście do pewnej odległości progowej.
Powyżej pewnej odległości progowej to już jest rozszczepiony błysk dźwięku, ale poniżej dochodzi do pewnej takiej synchronizacji. To jest właśnie, między innymi, czas generowany przez nasz układ nerwowy, czyli przez naszego wewnętrznego obserwatora, przy współpracy naszego układu nerwowego. Czyli wracając do podstawowej tezy: czas jest rzeczą całkowicie obojętną dla bytów martwych, dla bytów nieożywionych.
Jest rzeczą ważną wyłącznie dla bytów żywych, i w dodatku ważniejszą. Zgodnie z tymi wierzeniami związanymi z ZIS Mundi, z osią świata, z drzewem poznania i tak dalej, z drzewem kosmicznym, to drzewo generuje czas. Więc nie jest przypadkiem, że pewnego pięknego dnia wpadłem na pomysł, że drzewo poznania po prostu jest układem nerwowym, który jest dziwny, spb, podobnie jak nasze nerwy obwodowe, naszych nóg i naszych rąk, które są jakby korzeniami, rdzeń kręgowy, czyli ta część, ten pień ciągnący się w kręgosłupie, to jest właśnie pień tego kosmicznego drzewa.
Natomiast mózg to już jest korona tego drzewa. Natomiast moje poszukiwania filozoficzne zaczęły mnie skłaniać do tego, że o ile układ nerwowy bardzo fajnie pasuje do pojęcia drzewo poznania, bo w końcu układ nerwowy to poznawanie, to tutaj, tak jak słuchaliście moich poprzednich kazań, okazuje się, że układ nerwowy to jest za mało. Że potrzebny jest jeszcze ten wewnętrzny obserwator, który niejako rozgościł poznanie, znaczy rozgościł drzewo poznania właśnie w labiryncie układu nerwowego, czyli w labiryncie mózgu.
I to ten wewnętrzny obserwator, będący tą koroną tego drzewa poznania, w jakiś sposób, dzięki niemu, zachodzi akt zaistnienia czasu. Mam wrażenie, że nasz układ nerwowy nic nie umie zrozumieć, nic nie umie spostrzegać, że to spostrzeganie i to rozumienie zachodzi dopiero na poziomie wewnętrznego obserwatora. Skąd się wziął kosmiczny Mundi?
No, tutaj pomagają troszeczkę badania pana Karola Gustawa Junga, który twierdzi, że to jest symbol, który jest obecny, znaczy on już to odkrył, że to jest symbol obecny we wszystkich kulturach. I ten symbol, kiedy się pojawia, on się pojawia w wizjach. Nie wiem, czy mieliście kiedyś wizję, kiedy człowiek medytuje, kiedy człowiek jest w takim stanie między snem a czuwaniem.
To jest bardzo fajny stan, tak zwany stan alfa. Człowiek ani śpi, ani nie czuwa, ma jakby rozluźniony ten układ nerwowy. Wtedy może wykrywać bardzo ciekawe rzeczy, wtedy może dostrzegać bardzo ciekawe rzeczy, może wyłapywać te subtelności, które decydują zasadniczo o tym, jacy jesteśmy, kim jesteśmy, jaka jest rzeczywistość.
One są bardzo trudne do wyłapania, kiedy jesteśmy w pełni świadomi. Natomiast w tym stanie dużo dużo łatwiej można je wyłapać w snach oczywiście i w twórczości. No i nie wiem, czy wiecie, że są ludzie, którym potrafi się przyśnić takie drzewo właśnie kosmiczne.
To są sny bardzo dla tych osób istotne, w jakiś sposób ich poruszają. Może im się przyśnić też labirynt, może im się przyśnić, że wędrują po pokojach tego labiryntu. Co jest ciekawe, ten labirynt bardzo często, no może nie bardzo często, ale nierzadko ma kształt spirali.
Pokoje są często zagięte pod kątem prostym i przypominają troszeczkę swarcewicz. Tutaj w YouTubie nie wspomnę, bo boję się, że algorytmy YouTube zrobią mi krzywdę. No, chodzi o ten symbol, który był używany przez naszych zachodnich sąsiadów w czasie II Wojny Światowej, ten taki, taki zagięty krzyż, który jest symbolem piekielnie starym i jest symbolem szczęścia tak naprawdę.
Więc on też potrafi pojawić się w wizjach, on też potrafi pojawić się w snach i tak dalej. Więc dlaczego? Pytanie brzmi: dlaczego widzimy takie dziwne rzeczy w wizjach i w naszych snach?
Przypomnijmy sobie to, co mówił Karol Gustaw Jung. Mówił o tym, że są pewne treści, on nazywał je archetypami. Myślę, że to jest bardzo w pojęciu Kościoła jedynki, bardzo pojemna nazwa.
I w te określenie archetypów wchodzi bardzo wiele rzeczy. I mówił wyraźnie, że są pewne treści, których nie da się inaczej spostrzegać, jak za pomocą naszych mózgów, jak tylko pod postacią symboli, że inaczej ich nie pojmiemy. Że musielibyśmy, powołując się na moją wizję Kościoła jedynki, musielibyśmy tym wewnętrznym obserwatorem wycofać się z labiryntu naszego mózgu i cofnąć się do pierwocin, do istnienia, do Nirwany, do korzeni, do podświadomości kolektywnej, do brana, żeby zacząć świat pojmować na inny sposób.
Zacząć świat pojmować za pomocą archetypów, za pomocą praobrazów. Być może ten świat tam jest dużo ciekawszy, dużo bogatszy, dużo bardziej plastyczny, pozwalający na więcej. Gdzie być może wyobraźnia pełni dużo większą rolę niż w naszej rzeczywistości.
Bo w naszej rzeczywistości wyobraźnia pełni bardzo niewielką rolę. Możemy sobie pewne rzeczy wyobrażać, możemy sobie pisać książki, możemy sobie tworzyć filmy, ale generalnie wyobraźnia ma mało sprawczości. Są tacy, którzy twierdzą, że ma, ale to jest raczej w domenie takich wierzeń niż dowodów naukowych.
Więc jak to się dzieje, że różni ludzie w różnych szerokościach geograficznych, w różnych czasach śnią? Wyobrażmy, tak jak myśmy to opisali w poprzednim odcinku, czyli że jest ta korona, jest ten pień i korzenie łączące nasze mózgi, nasze labirynty z istnieniem, albo od góry. I ten widok od góry, ten widok od góry, to jest widok symetryczny, widok labiryntu.
Ten labirynt to jest korona tego drzewa poznania, który to labirynt czasami układa się też w kształt spirali. Dlaczego spirali? Dlatego że spirala ma logiczne centrum, tak?
Labirynt niekoniecznie ma logiczne centrum. Natomiast spirala ma logiczne centrum, a ten punkt centralny jest najświętszy, najważniejszy, bo ten punkt centralny, czy to tego zagiętego krzyża, o którym mówiłem, którego nazwy nie wspomnę, czy to w starożytności, czy we wszelkich innych wyobrażeniach tych labiryntowych, to jest ten punkt, w którym w naszą strukturę mózgową wnika coś najważniejszego. Najświętszego, czyli właśnie Akis Mundi, czyli reasumując nasze rozważania, AIS Mundi będący w mojej wizji kościoła jedynym miejscem wniknięcia NZ, układ nerwowy wewnętrznego obserwatora, miejscem, w którym w moich wizjach – bo ja też miałem wizję, opowiadam o tym w jednym ze swoich filmików – miałem wizję labiryntu i takiego słupa światła, który bije z centralnej komnaty tego labiryntu.
Ja to nazywam wewnętrzną świętością. Nie mam pojęcia, czym to jest, oczywiście nie mam na to jakiejś idealnej nazwy. Wydaje mi się, że te nazwy, które już zostały wynalezione przez naszych przodków, są całkiem niezłe, czyli zobaczyłem po prostu Mundi.
Ja też nie jestem jakimś nadzwyczajnym mistykiem czy innym filozofem, ale ja też w swojej skromnej głowie to zobaczyłem po prostu, nie nastawiając się na to, że zobaczę to, nie nastawiając się na nic. W zasadzie to była wizja całkowicie spontaniczna, która dla mnie osobiście była piekielnie, piekielnie ważna. Więc reasumując, jeśli by wierzyć tym wszystkim legendom i mitom związanym z AIS Mundi, to AIS Mundi jest czymś piekielnie, piekielnie ważnym, czymś, co generuje czas, czymś, co organizuje rzeczywistość, czymś, dzięki czemu rzeczywistość z tego matriksa zamienia się w coś ogarniętego.
Ten konstrukt, ten matrix zamienia się z powrotem w matrix. Czyli jakim cudem – jakim cudem – AIS Mundi, czyli ta oś świata, czyli ten nasz wewnętrzny obserwator potrafi zamienić świat zewnętrzny w coś ogarniającego? Brzmiącego i tak dalej.
No, może o tym opowiemy sobie w następnym [Muzyka] odcinku.