[Muzyka] Dzień dobry, wita się z wami Marcin Sergiusz Przybyłek. Na początku, jak zwykle, wielkie podziękowania dla moich patronów, wielkie podziękowania dla tych, którzy oglądają ten kanał. Gdyby nie wy, to by mnie tutaj pewnie nie było.
No, jeszcze jest astrofaza, prawda? Tam chętnie odwiedzam ten kanał, no ale to jest jakby mój kanał, jest kanałem naukowym, strict naukowym, prawda? Tutaj ja sobie pozwalam na wycieczki takie filozoficzne.
Filozofia też jest nauką w zasadzie, chociaż niektórzy by pewnie polemizowali. Fizyczne, czyli wykraczające poza to, co wiemy, w kierunku tego, czego nie wiemy. Moim zdaniem to jest bardzo ciekawy kierunek, prawda?
Nie tylko omawiać to, co wiemy, ale także sięgać wyobraźnią głównie do tego, czego nie wiemy. Więc, no, gdyby nie wy, to by mnie tutaj nie było z tym kanałem. Z tymi pogaduszkami obiecuję wam, obiecuję wam, że odniosę się do pytań i waszych obserwacji, które wrzucacie pod filmiki.
One są bardzo ciekawe, są bardzo interesujące punkty widzenia. Ja na razie jakby na nie nie odpowiedziałem jeszcze, ale zbiorę je i zrobimy sobie taką sesję pytań i odpowiedzi i wtedy się odniosę do tych waszych obserwacji. Także to będzie długi odcinek, ale będzie warto.
A teraz przechodzimy do kolejnego kazania kościoła jedynki jej znaczenia. Tym razem przyjrzymy się bardzo ciekawemu pojęciu, którym jest nieredukowalna złożoność. Czym jest nieredukowalna złożoność?
Tak zwane to po angielsku, ktoś powiedział "irreducible complexity". To jest zjawisko matematyczno-filozoficzne, które mówi o tym, że są takie zjawiska, to jest znowu zjawiska, których nie da się zamodelować inaczej, jak poprzez rekreację całego zjawiska. Czyli obserwuje coś, próbuje znaleźć algorytm, który by to opisał i okazuje się, że w zasadzie ten algorytm jest tak rozbudowany, że replikuje całe zjawisko.
Czyli, aby opisać to zjawisko, tak jak opowiada mi Aga Adam Wegert, czyli matematyk, z którym spotykam się regularnie raz w tygodniu, sobie dyskutujemy na tematy filozoficzno-matematyczno-fizyczne. Przy czym ja idę bardziej w filozofię, bo troszeczkę lepiej ją czuję, prawda? Adam oczywiście jako matematyk lepiej czuje matematykę, ale nie stroni też od rozważań filozoficznych.
Podał mi taki przykład takiego eksperymentu, w którym jesteś w stanie przewidzieć przyszłość, ale obliczenia i operacje, które są potrzebne, niezbędne do tego, żeby przewidzieć tę przyszłość, zajmują dokładnie tyle samo czasu, ile do tych wydarzeń, które przewidziałeś. Ależ także przewidujesz to, co się stanie wtedy, kiedy to się już dzieje. I czy to jest ciągle przewidywanie przyszłości, czy to już jest właśnie replikacja dokładnie wszystkich niezbędnych do przewidzenia przyszłości elementów.
Czyli tak naprawdę nie redukujemy tutaj rzeczywistości do algorytmu, który pozwala nam przewidzieć przyszłość, ale po prostu, bo ta rzeczywistość nie daje się zredukować. W związku z tym powtarzamy całość, może nie powtarzamy całość, tylko modelujemy całość zdarzeń i dopiero możliwość przewidzenia przyszłości. A tak naprawdę to widzimy ją już, jak się dzieje, wtedy kiedy ją przewidujemy, rzekomo.
No, więc to jest fajny eksperyment myślowy, który pokazuje po części, czym jest ta nieredukowalna złożoność. Mi się przypomina fragment filmu "Piękny Umysł", gdzie matematyka amerykańskiego Johna Nasha, zagrał, wsag John Nash, właśnie grany przez Russella Crowe'a, przygląda się gołębiom. Te gołębie sobie tam spacerują gdzieś tam w parku, jeśli dobrze pamiętam, i próbują tam dziobać jakieś okruszki chleba czy cokolwiek tam, ktoś im rzuca jakieś ziarenka.
I Nash przygląda się tym gołębiom i próbuje je rozrysować, ich ruch, próbując w jakiś tam sposób ująć ich zachowania w algorytm. I to mu się nie udaje, co jest zrozumiałe, bo Nash rzuca się na coś szalenie skomplikowanego, a tą skomplikowaną rzeczą jest życie. Gołębie to nie są kule bilardowe.
Gdybym miał do czynienia, załóżmy, że mamy do czynienia z kulami bilardowymi, prawda, które rządzą się wyłącznie tymi prawami newtonowskimi, tymi trzema prawami dynamiki i jeśli mamy do czynienia właśnie z kulami bilardowymi na idealnie płaskim stole, to tutaj dużo musi być tych ideałów. One muszą być idealnie kuliste, czyli ich powierzchnia naprawdę musi być pozbawiona wat. Co wiemy, że tak naprawdę, jak zajrzymy w mikroświat, jest niemożliwe, dlatego że każda powierzchnia tak zwanego świata materialnego ma swoje nierówności.
I ostatecznie, jak się zagłębimy mikroskopem dostatecznie głęboko, to zobaczymy, że nie ma żadnej gładzi, tylko są cząsteczki, które konstruują tę kulę. W dodatku nie pozwalają się dotknąć, dlatego że są te siły odpychania, które powodują, że kiedy uderzamy kijem bilardowym w daną bilę, w daną kulę, to tak naprawdę nie dotykamy atomami kija atomów tej kuli. No ale mniejsza.
Więc załóżmy, że mamy do czynienia z prawie idealnymi kulami z prawie idealną powierzchnią i wtedy, gdyby wprawić te kule w ruch w jakieś, najlepiej ograniczone takimi rantami, żeby te kule mogły się odbijać od siebie, to mielibyśmy szansę na opisanie algorytmem ich zachowania i przewidzenia dokładnego, w jaki sposób one się zachowają, jak się odbiją od siebie, w którym momencie, dokąd polecą, przy założeniu jakiejś konkretnej siły przyłożonej do tego kija uderzającego w bilę, z pewnym prawdopodobieństwem oczywiście, bo znowu wchodzimy w te ziarnistość rzeczywistości. A gdyby siła była olbrzymia albo gdyby opór był minimalny, tarcie i tak dalej, to prawdopodobnie w pewnym momencie obliczenia zaczęłyby odchylać się od przewidywań. Co jest też ciekawe, bo to pokazuje, że nie istnieje tak naprawdę w świecie rzeczywistym coś idealnego, coś dokładnie odzwierciedlającego prawidła matematyczne.
Że dopiero być może w świecie kwantów, które są tak jakby już liczbami, które spełniają pewne wymogi matematyczne, na przykład ent, wtedy kiedy mamy równanie 1 plus 1 równa się 2, zakładamy, że 1 i 1 w tym równaniu przedzielone plusikiem to są dwa identyczne elementy. W świecie makro nie mamy do czynienia nigdy z dwoma identycznymi elementami. Jeśli mamy dwie zapałki w pudełku zapałek, to one się zawsze będą różnić.
Jeśli mamy dwa długopisy wyprodukowane z tej samej matrycy, to one i tak będą się między sobą różnić. Jeśli mam bile bilardowe, to, mimo że ich waga i rozmiar muszą być identyczne, to i tak będą się od siebie różnić. Nawet w świecie, gdzie zależy nam na maksymalnej dokładności.
I tak. . .
Tak następują te kwantowe minimalne różnice, więc dopiero w tym świecie kwantów mamy spełniony postulat identyczności, czy jeden elektron identyczny, drugi elektron identyczny, już pomijając ich prędkości, prawda, ich energię. Tak, ale gdyby pominąć te dwie wartości, to w świecie cząstek elementarnych mamy do czynienia z identycznością. Dlatego mówi się, że tak naprawdę mamy do czynienia z polami; mamy pole elektronów i każda pojedyncza manifestacja tego pola, tak się tłumaczy ich identyczność.
Mamy pole fotonów i każdy pojedynczy foton jest manifestacją tego pola. W ten sposób redukuje się rzeczywistość kwantową do stosunkowo małej liczby zjawisk, bo każdy pojedynczy foton, każdy pojedynczy elektron, każdy pojedynczy kwark, wysoki czy niski, to są po prostu elementy pojedynczego pola, rozciągającego się na cały wszechświat. To jest bardzo wygodne podejście, i w tym świecie kwantów mamy rzeczywiście do czynienia z postulatem na przykład identyczności, prawda.
Czyli tam, gdzie matematyczne zaczynają się jakby spinać, chyba z tego powodu, że te cząstki są, tak jakby to już wielokrotnie o tym mówiliśmy, czymś w rodzaju matematyki, czymś w rodzaju liczb, czymś w rodzaju tych elementów podstawowych rzeczywistości. Ideami, można powiedzieć, są ideami bardzo podstawowymi. Oczywiście jednak ideami.
Materia to jest pewien wytrych pojęciowy, który nie odzwierciedla natury rzeczywistości. W skali mikro materiałność pojawia się jako pewna emergencja, pewna iluzja w świecie makro; natomiast w świecie mikro tej materialności jakby nie ma. Gdyby zagłębić się, przypomnijmy sobie głęboko w strukturę cząstek elementarnych, to na samym ich dnie mamy już właściwości, a właściwości to już nie jest nic materialnego, czymkolwiek ta materia jest.
Więc wróćmy do naszej nieredukowalnej złożoności i do naszych gołębi. Nasze gołębie nie są kulami bilardowymi, są istotami żywymi. W związku z tym w ich ruch, w ich zachowaniu wchodzi jeszcze pewna szalona nieprzewidywalność, która jest dużo, dużo większa od nieprzewidywalności związanej z tajemnicami świata kwantowego.
Mianowicie, w świecie kwantowym istnieje coś takiego jak rzut monetą, prawda, że. . .
i tą monetą, o wielu, wielu, wielu ściankach, można tak powiedzieć, kostką, można powiedzieć, do gry. Nie wiem, czy słyszycie te piski za oknem. One mnie strasznie rozpraszają.
Nasi sąsiedzi mają dzieci, które są niewychowane i po prostu piszczą, i nikt im nigdy, nigdy nie powiedział, żeby nie piszczały, bo może przeszkadzać innym ludziom w lekturze, w nauce, w drzemce, w słuchaniu muzyki, czymkolwiek. Niesłychane, to jest po prostu. Trudno mi się skupić.
Dobrze, wróćmy do tego życia. Czyli w świecie kwantowym mamy do czynienia z tą kostką, która jest rzucana, i wtedy okazuje się, że cząstka jest, jest tam, gdzie dopóki nie zmierzymy, gdzie ona jest; to nie, nie wiem, gdzie ona jest. I to już jest trudne z punktu widzenia matematycznego, z punktu widzenia zamodelować jakieś tam prawdopodobieństwo.
Czy w związku z tym problem z gołębiami jest bardziej złożony? No jest, dlatego że jeśli by wierzyć w wolną wolę gołębi, a ja chciałbym w nią wierzyć, bo nie chciałbym wierzyć, że gołębiami steruje mechanika kwantowa, czyli pewna losowość; czyli jest rzut kostką, gołąb idzie w lewo, jest rzut kostką, gołąb idzie w prawo, jest rzut kostką, gołąb startuje do lotu, jest rzut kostką, gołąb ląduje. To by nie była wolna wola, to by był, to by był ciągle determinizm, tylko że dyktowany losowymi rzutami kostką, wynikami efektów kwantowych.
To nie jest wolna wola. Chciałbym złożyć, że istnieje coś takiego jak wolna wola gołębi, w ogóle istot żywych. Oczywiście wolna wola człowieka też, nawet wolna wola chyba bakterii, oczywiście zredukowana do bardzo, bardzo prostych tropizmów, ale jednak.
Czyli zakładałbym tutaj istnienie świadomości, bardzo, bardzo ograniczonej, najprostszych organizmów żywych, a być może również. . .
[Muzyka] nie, prawda, ale o pewnej złożoności. Przy tym, przy tym założeniu, karkołomnym, przyznam, dla mnie samego, nawet kamień przydrożny ma niebywale ograniczoną, niebywale drobną, niemalże zaniedbywalną, bo on w jakiś tam sposób zmienia się w zależności od tego, co się dzieje w otoczeniu. Robi się zimno, zamiera, robi się ciepło, wieje wiatr, to ulega erozji, pada deszcz, jakoś tam reaguje i tak dalej, i tak dalej.
No, są to bardzo drobne reakcje, ale mimo wszystko są. Ponieważ są, można by założyć, że tam jest jakaś tam świadomość. Zapędziłem się troszeczkę.
No, w każdym razie wracając do tych naszych gołębi, tam zachodzi być może. . .
chciałbym, żeby tak było, to jest moje chciejstwo, wolna wola. A jeśli chodzi o wolną wolę, to mamy do czynienia z czymś niesłychanie nadrzędnym w stosunku do przypadkowości mechaniki kwantowej; z czymś wręcz niezrozumiałym, z czymś, które sięga do tej domeny niefizycznej, o którym wielokrotnie mówiliśmy. Przy okazji przypomnijmy sobie modelowy przykład, który pokazuje, czym jest świat niefizykalny.
To jest pytanie pod tytułem: jak to jest być tobą? I to wiesz tylko ty. Jak to jest być mną?
To wiem tylko ja. Czego doznajesz? Co widzisz, kiedy patrzysz na kolor czerwony?
To wiesz tylko ty, chociaż ja, patrząc na ten sam kolor, mogę go nazwać tak samo. Nie ma żadnej możliwości zweryfikowania tego, czy to, co. .
. musiałbym być tobą, żeby wiedzieć, czego ty doznajesz, prawda? No więc być może życie jako takie wprowadza ten element, który jest już ponad przypadkiem, który powoduje, że nie da się zamodelować, czyli prezentowaniem, co się nazywa nieredukowalną złożonością Kołmogorowa, takiego matematyka Kołmogorowa.
Więc być może tak jest, i to jest fascynujące, bo kiedy się próbuje spojrzeć na rzeczywistość z punktu widzenia naukowego, te MC², słynne równanie Schrödingera, są wszystko metody na ujęcie rzeczywistości w to jedno ostateczne równanie, które byłoby tym złotym równaniem, tym świętym Graalem matematyki i fizyki, tym czymś, co wyjaśnia wszystko. Tymczasem jest drugie podejście, które mówi, że być może nie da się zredukować świata rzeczywistości wszechświata, zwłaszcza ujmując rzeczywistość fizykalną i niefizykalną do jednego równania. Że być może jest tak, jak w tym eksperymencie myślowym z przewidywaniem przyszłości, które zajmuje tyle samo czasu, co samo trwanie wydarzeń, aż do tych przewidywanych zdarzeń, że jest to tak.
. . Że nasz wszechświat, nasza psychika i wszystko, co nas otacza, persaldo należy do zjawisk, które można nazwać niedow złożonością.
Dobrze, czy to źle z punktu widzenia naukowego? To niezbyt dobrze, bo gdyby tak było, to by oznaczało, że choć odkryjemy więcej i więcej wyjaśnień naszej rzeczywistości, nie będziemy mogli przewidywać przyszłości do końca. Chociażby ze względu na paradygmat wolnej woli, który zawsze będzie wprowadzał zamieszanie do tych przewidywań.
Z drugiej strony, jest to nowina, radosna laga. Jakby powiedział pan Nze, bo daje pewną wolność. Wolność jest dla mnie kategorią niezwykle ważną w moich rozważaniach tych filozoficznych.
Wolność to jest świadomość tego, że nie wszystko już było. Tak był kiedyś taki kabarecik Olgi Lipińskiej, gdzie piosenką taką wprowadzającą była pieśń, która zaczynała się słowami: "Wszystko już było, rzekł, nie było, śniło się chyba. " Więc nie chciałbym, żeby wszystko już było.
Nie chciałbym, żeby ten uroboros, który jest symbolem w kościele jedynki i znaczenia rzeczywistości wszechświata, który się odradza w każdym Big Bangu, zgodnie z wizją pana Rogera Penrose'a, odtwarzał tę samą rzeczywistość. Chciałbym, żeby każde nowe rozdanie tego pasjansa Bożego było nowe i było nieuk. Żeby każde nowe nasze wcielenie, każde nowe nasze istnienie, każde nowe istnienie tej istoty, którą ja nazywam Gaj, źródłem, światem idei platońskich, światem kolektywnej podświadomości, istną, źródłem – to już mówiłem źródle – żeby to, co bywa nazywane Bogiem.
Ja staram się nie używać tego słowa, bo może wprowadzać zamieszanie, będzie, że to życie boskie, które jest życiem naszym, tak naprawdę. Bo z tego punktu widzenia, z punktu widzenia kościoła jedynki i znaczenia, cały wszechświat jest Bogiem. Tak, czyli to jest ten Bóg Spinozy.
Tak, czyli my jesteśmy w nim zanurzeni, my jesteśmy jego częścią, my jesteśmy jego oczami i tak naprawdę, w pewnym sensie, jego umysłami. No, jest pytanie oczywiście, co się dzieje po śmierci, ale to już o tym sobie mówiliśmy kiedyś i być może powtórzymy ten temat za jakiś czas. Więc chciałbym, żeby i wszechświat, i my sami, żebyśmy należeli właśnie do tego zjawiska, nie redukowanej złożoności, czyli żeby nie dało nas się zredukować do jakiegoś jednego równania, do jakiegoś jednego modelu, tylko żebyśmy mieli tę cudowną cechę, że żeby nas zamodelować, to trzeba przeżyć wszystko samemu.
Czyli jak mówił klasyk: "Przeżyj to [Muzyka] sam".