[Muzyka] Dzień dobry, wita się z wami Marcin Sergiusz Przybyłek. Na początku, jak zwykle, wielkie podziękowania dla wszystkich moich patronów i dla członków tego kanału. Przypominam, że można kliknąć ten klawisz subskrypcji, jeśli ktoś jeszcze tego nie zrobił.
A teraz przechodzimy do tematu, co do którego jestem zdziwiony, że jeszcze go nie poruszyłem, dlatego że bardzo często wspominałem o psychologii głębi Karola Gustawa Junga i o jego podświadomości kolektywnej, ale tak do końca chyba go nie poruszyłem. Pers. No więc dzisiaj nastał ten czas i spróbujemy go poruszyć.
Na początku małe sprostowanie i wyjaśnienie, że nie będę teraz mówił o całej psychologii głębi Karola Gustawa Junga, bo to zajęłoby bardzo dużo czasu i wymagałoby dużo, dużo przygotowań ode mnie. Innego typu bardziej, skupię się na pewnym jednym elemencie psychologii głębi. A może samą jego doktrynę omówię dokładnie kiedy indziej, bo do dzisiejszego kazania nakłoniło mnie zaobserwowanie pewnej ciekawej rzeczy związanej z archetypem jaźni.
Ale zanim dojdziemy do tego archetypu, to owszem, to jest nazywane psychologią analityczną, psychologią głębi. Tak naprawdę to jest coś dużo ciekawszego niż psychologia, nie ujmując niczego psychologii, oczywiście, bo to jest pewna, nie wiem, jak to nazwać, wiedza tajemna, wgląd, wiedza wynikająca z wglądu Karola Junga w rzeczywistość. No, jest to niezwykle ciekawa dziedzina wiedzy, ta jego psychologia głębi, która do końca nie jest psychologią.
O co chodzi w tej jego doktrynie? To jest wędrówka w dół, nie na zewnątrz. Czyli Karol Gustaw Jung jakby nie był zainteresowany tym, co się dzieje z człowiekiem, który pozyskuje zewnętrzną wiedzę, czyli na przykład uczy się języków, uczy się matematyki, fizyki.
No, w jego czasie fizyka nie była może tak rozwinięta, już się rozwijała, czy nie wiem, literatury. To wszystko były rzeczy zewnętrzne, które Junga za bardzo nie interesowały. Junga interesowała wędrówka w głąb, w dół, można powiedzieć, nie w górę.
I przypisuje się mu przysłowie: "Ja szczerze mówiąc, czytałem wszystko, co było wydane w Polsce, Karola Gustawa Junga, to tych pozycji było sporo. Nie przypominam sobie, żeby coś takiego mówił, ale no, moja pamięć jest zawodna. Ja to czytałem na studiach, te wszystkie jego dzieła, więc… A cytat jest fajny: "K patrzy na zewnątrz, śni k, patrzy do środka, budzi się".
Zwróćcie uwagę, że to jest zgodne z tą branicz doktryną, prawda? Że jeśli patrzymy na zewnątrz, to widzimy maj, czyli tak jakby śnimy. Natomiast Patrząc do środka, budzimy się.
Cli tej dziedziny filozofii, którą stworzył Edmund H. , ale przed nim jeszcze byli inni. Jedyną rzeczywistością stpr są nasze myśli i nasze uczucia.
Wszystko to, co się dzieje w naszym środku, to jest paradoksalnie, zwróć na to uwagę, paradoksalnie to jest jedyna pewna rzeczywistość, ta subiektywna. To, co się dzieje w waszych głowach, co się dzieje w mojej głowie, myśli, uczucia, doznania, to wszystko jest pewne. Natomiast cała rzeczywistość zewnętrzna, czyli rzeczywistość zmysłów, jest niepewna.
Czyli to, co mówili filozofowie greccy, że jeśli chcesz poznać rzeczywistość, to nie patrz na świat zmysłów, bo ten świat cię oszuka, tylko patrz do środka, przyglądaj się rozumowi, że rzeczywistości nie da się poznać za pomocą zmysłów. Tylko da się ją… To jest właśnie to i u Junga było coś podobnego. Czyli Jung, znaczy, może Jung nie parał się fenomenologią ani nie patrzył w ten sposób.
W każdym razie interesowała go droga w dół, czyli droga do takiego wewnętrznego poznania, ale nie wewnętrznego poznania na zasadzie: "Kim ja jestem? Aha, no mam takie i takie cechy, mam taki i taki temperament, mam takie cechy charakteru, które powinny być poprawione, to będę nad sobą pracował, bo jestem na przykład nerwusem, bo jestem, nie wiem, kimś, kto nie dotrzymuje słowa. W związku z tym sobie z tym poradzę, już się rozwinę, prawda?
" No, w pewnym sensie, w pewnym obszarze to jest zgodne z psychologią głębi Junga, ale tylko w malutkim obszarze. Tak naprawdę jemu chodziło o coś dużo ciekawszego, dużo głębszego. On chciał zrozumieć rzeczywistość na najgłębszym możliwym poziomie, a źródłem tego poznania miała być ludzka psychika.
I teraz jest pytanie, czy to jest dobry kierunek? Ktoś mógłby powiedzieć: "No, lepiej zaglądać w mikroskopy elektronowe, przyglądać się atomom i cząstkom subatomowym i tam znajdziemy odpowiedź na temat, czym jest rzeczywistość". Ale zwróćmy uwagę, że ciągle będziemy patrzyli w rzeczywistość zmysłową, w tę rzeczywistość wyśnioną, prawda?
A to, co obserwujemy, patrząc w siebie, jest pewne. To jest prawdziwa rzeczywistość, to jest coś prawdziwego, to jest coś niezaprzeczalnie prawdziwego. Zajrzyjcie w swoją głowę, zajrzyjcie w swoje uczucia, zajrzyjcie w swoje wyobrażenia, w swoje myśli.
To jest, jakby, niezaprzeczalna rzeczywistość. Ja wiem, że z tym się strasznie trudno pogodzić, ale z punktu widzenia logicznego, z punktu widzenia takiej już najbardziej ostrej brzytwy Ockhama, to naprawdę jest najbardziej podstawowa rzeczywistość, najbardziej pewna rzeczywistość. Może nie najbardziej, a na pewno najbardziej pewna.
Wszystko na zewnątrz jest niepewne. Wszystko na zewnątrz jest pomalowane zmysłami i w ogóle nie wiadomo, czym to jest, a tutaj przynajmniej tego doznajemy, przynajmniej to jest obecne, prawda? Jung postanowił zbadać, co to jest.
Oczywiście ujął to w pewien ciąg poznawczy, który układa się w pewną historię tego, w jaki sposób człowiek poznaje siebie samego. No to nieodłącznie połączył to z psychologią, prawda? Jego dążenie do poznania rzeczywistości było jednocześnie dążeniem do poznania osobniczego samego siebie, dlatego stwierdził, że w trakcie tego dążenia do tak zwanej indywiduacji, czyli indywiduacja u niego była odpowiednikiem tego, co rozumiemy pod pojęciem rozwój, tylko że właśnie nie ten rozwój na zewnątrz.
"Ja piszę, nowy jestem w wielkiej korporacji, pnę się do góry po szczeblach kariery", tylko rozwój w dół, rozwój do poznania, aż do najgłębszego poziomu rzeczywistości i siebie samego. Więc jak wyglądały te poszczególne szczeble samopoznania? Jung twierdzi, że w drodze do samopoznania i do poznania rzeczywistości pomagają nam archetypy.
Archetypy, czyli praobraz, to są archetypy. Archetypy według Junga to są te dziwne byty, które są niemożliwe do oglądu jako takie dla naszej psychiki. Widzimy pod postacią symboli, czujemy ich obecność.
Czasami one wywodzą się… Z podświadomości kolektywnej, czyli z tego miejsca, które ja połączyłem w kościele, jedyn jej znaczeń zni g światem branicz z Bogiem, prawda? Czyli z tymi wszystkimi obszarami, z uroboros, ostatecznie wszystkimi obszarami, które noszą różne nazwy, ale są w moim wyobrażeniu tym samym – tym pra ród, tak? Nazwijmy to Bogiem.
Z tego podoś, Platon mówi, że w świecie idei platońskich sobie krążą idee. Tak, ja uważam, że Platon mówi o tym samym, o czym mówił Jung, i że to tak, tylko on inaczej nazywa. Dla niego jest Podświadomość kolektywna, dusza świata, a u Platona był świat idei platońskich.
I te archetypy, te praobrazy, według mojej wstępnej pomysłu, to mogą być naszych przodków. Co się dzieje z naszą psychiką? Nasza psychika jako pewne pojęcie wędruje sobie do tej jaźni, do nie, do jaźni, do sensu, do jaźni.
Troszeczkę zaspałem tutaj. Idą sobie do tej istności, do tej Gai, tak? Do tego świata idei platońskich, do świata podświadomości kolektywnej i tam tworzą coś.
Tam tworzą coś, trudno powiedzieć, właśnie tworzą archetyp, nasza dusza, archetyp, który może wpływać później na żywe dusze innych ludzi, na wewnętrznych obserwatorów innych ludzi, zwierząt. W ogóle w bardzo wielu miejscach może się manifestować. Czy to coś ma swoje osobiste, indywidualne?
Ja na razie stoję na stanowisku, że nie, że nie jest ono potrzebne, dlatego że nasze ja pochodzi od Boga, czyli sam fakt, że nasz wewnętrzny obserwator posługuje się ja, to jest ja, które jest wspólne dla wszystkich ludzi. To jest ja, które jest zawarte w pewnej wypustce tej istności, z której wszyscy czerpiemy umiejętność widzenia, umiejętność patrzenia, umiejętność myślenia. Bo jak pamiętamy, mózg jest przeze mnie traktowany jako pewna sztuczna inteligencja, która nie ma pojęcia, co robi, prawda?
I której to sztucznej inteligencji pewne konfiguracje neuronalne są interpretowane jako właśnie obrazy, jako dźwięki, jako myśli i tak dalej, i tak dalej. No, wracajmy do tej wędrówki. Więc pierwszy archetyp, który spotyka człowiek na swojej drodze do indywiduacji, to jest archetyp cienia.
Cień to jest obszar naszych cech, obszar naszej osobowości, który jest przez nas niechciany, którego jesteśmy nieświadomi, dlatego że jest niechciany, dlatego że jest bardzo często wypierany. No i ponieważ jest wypierany, jest tłumiony, to po prostu on sobie siedzi, ale w naszej podświadomości indywidualnej, nie kolektywnej, i tam sobie wije gniazdko, czyli te rzeczy, o których mówiłem, że jestem nieodpowiedzialny, że jestem taki owaki, te wszystkie negatywne cechy mojego charakteru. Tutaj nie mówię o swoim charakterze konkretnie, tylko o charakterze jakiejś tam wymyślonej przeze mnie osoby, która nie zdaje sobie sprawy ze swoich negatywnych cech.
To wszystko jest jej cień. Ten cień indywidualny może się sprzątać w trudnym dla mnie do zrozumienia mechanizmie z cieniem tym już takim bardziej archetypowym. Czyli można powiedzieć, że wszyscy ludzie, a być może i zwierzęta, trudno mi powiedzieć, nasi przodkowie mieli czasami na bakier z własnymi negatywnymi cechami i one w jakiś tam sposób też się zawiązywały w swego rodzaju archetypy, właśnie te cieniste, i one współgrają z tym naszym osobistym cieniem.
Więc pierwsza rzecz, którą musimy zrobić – znaczy, nie musimy, nie, nic na siłę, ale jeśli chcemy się rozwijać według Junga, to zintegrować cień, czyli zdać sobie sprawę z naszych negatywnych cech, z naszych negatywnych stron. Nie to, żeby je zaakceptować, znaczy zaakceptować, że je mamy, a później oczywiście warto coś z tym zrobić. To nie jest tak, że orientujesz się, że właśnie, no, tak jak mówiłem, jestem nieodpowiedzialny i handluj z tym.
Tak? Słuchaj, Gieni, ja w sobie zbadałem swoją duszę, zorientowałem się, że jestem człowiekiem nieodpowiedzialnym i musisz mieć tego świadomość, że ja taki jestem, bo ja z tym nic nie zrobię. No to nie, nie o to chodzi.
Jeśli już ktoś wykonał pewną drogę wglądową i zorientował się właśnie, że jest nieodpowiedzialny, to powinien oczywiście coś z tym zrobić, powinien się poprawić. No to nie o to chodzi w integracji cienia, żebyś sobie zdał sprawę ze swoich złych cech, a potem nic z nimi nie robić, ale to już jest jakby dalszy krok, prawda? Najważniejsze jest na tej drodze, tej na drodze do indywiduacji, integracja cienia, czyli znaczy zrozumienie, że mamy ten cień, prawda?
No, idźmy dalej. Dalej jest, według Junga, rozszczepienie. W zależności od tego, czy jesteśmy mężczyzną, czy kobietą, twierdzi, że mężczyźni konfrontując archetyp, konfrontują się z archetypem animusa, czyli wewnętrznego mężczyzny.
No, ponieważ na zewnątrz są kobietami, to wewnątrz odnajdują w sobie męską część swojej osobowości. To pojawia się w snach pod postacią pojedynczego mężczyzny, wielu mężczyzn w różnym wieku, wizjach. I w pewnym momencie kobieta orientuje się, że ma w sobie coś z mężczyzny.
Orientuje się, że ma w sobie coś z kobiety, czyli konfrontuje się z archetypem animy. Są różne stadia tej konfrontacji z tymi archetypami, bo na początku, jak twierdzi Jung, jakby nadmierne zaufanie tym archetypom, nadmierna fascynacja, bo my, mężczyźni, w innych kobietach widzimy właśnie animę i za bardzo je idealizujemy. No, bo żadna kobieta nie jest idealną, wyśnioną kochanką, bezpieczną przystanią i tak dalej.
To jest po prostu człowiek. Kobieta jest człowiekiem, tak jak mężczyzna jest człowiekiem, czyli posiada swoje wady, posiada swoje przywary, swoje przyzwyczajenia, swoje fobie, swoje problemy, swoją historię rodzinną, swoich rodziców, swoje choroby i tak dalej. No, to cały konglomerat, prawda?
Więc tak długo, jak będziemy patrzyli na tę drugą osobę jako właśnie kobietę, na animusa, jakiegoś potężnego mięśniaka, to jest ten pierwszy etap poznawania animusa, później są następne etapy. Na przykład widzi w Kieł piękną powierzchowność. Ten ostatni etap poznawania archetypu animy to jest Zofia, prawda?
Sofia, czyli mądrość. No więc to jest ten drugi etap. Tak?
Po cieniu u kobiet animus, u mężczyzn anima. Czyli idziemy głębiej, jakby zaczynamy poznawać pewną część właśnie kobiecą. No i tutaj, patrząc na to z punktu widzenia struktury kościelnej, jedynki i jej znaczeń, byśmy powiedzieli, że do naszego wewnętrznego obserwatora z obszaru istności, z obszaru Gai, dociera.
PR pamięć pra obraz u mężczyzn, kobiety u kobiet, mężczyzn prawda, ciekawe. No, czy to jest potrzebne do życia? Odkrycie wewnętrznej kobiety, wewnętrznego mężczyzny do życia?
Może nie, ale do tego, żeby zrozumieć, czym jest rzeczywistość, może tak. W obecnej dobie, kiedy bardzo ożywione są dyskusje na temat transpłciowości, ta wiedza na temat wiedzy jungowskiej może w zasadzie zaszkodzić, dlatego że mieszanie do tego wszystkiego jeszcze animy i animusa w te wszystkie dyskusje może spowodować zaciemnienie sprawy. Ja bym tutaj tego nie mieszał, chociaż to jest fascynujące, prawda?
Odkrywanie w sobie mężczyzny u kobiet i odkrywaniu w sobie kobiety u mężczyzn, ale lepiej nie mieszać tego. Nie chciałbym bardzo, żeby to się połączyło z tamtymi problemami. No i na końcu, prawie na końcu, mężczyźni poznają archetyp starego mędrca, a kobiety poznają archetyp wielkiej matki.
Czyli u kobiet z osoby chroniącej, rozumiejącej, mądrej, ogrzewającej i dającej schronienie, u mężczyzn osoby, jakby też nauczające. Obok tych wszystkich przymiotów wielkiej matki, dającej rady i tak dalej. Myślę, że te oba archetypy są dosyć podobne.
One różnią się bardziej, może powierzchowności; może się mylę. Może rzeczywiście u tego starego mędrca jest raczej taki przewodnik, który pokazuje drogę, a u wielkiej matki jest bardziej konglomerat takich treści związanych z opieką i z ochroną. Być może tak jest.
I teraz, czyli w sumie etapy na razie wymieniliśmy trzy: u kobiet cień, animus, wielka matka; u mężczyzn cień, anima, stary mędrzec. I na końcu tej drogi, teraz mamy koniec, na końcu tej drogi według Junga napotykamy na archetyp jaźni. Według Junga on pojawia się późno w tym etapie, w tym procesie rozwojowym.
W tym indywiduacji celu poznania rzeczywistości on się pojawia na samym końcu. Według Junga to jest potężny archetyp. Czym jest archetyp jaźni?
On jest właśnie bardzo dziwny. Ja nigdy nie rozumiałem do końca, dlaczego on przedstawia, dlaczego on symbolizuje dwie rzeczy na raz, bo te dwie rzeczy wydawały mi się zupełnie ze sobą niepołączone. Ale teraz, jak patrzę na doktrynę Kościoła, jedynym znaczeniem to wszystko zczy cozi jaźni według Junga symbolizował dwie rzeczy: po pierwsze, psychikę doskonałą tego, który idzie drogą indywiduacji.
Czyli po prostu ja, Marcin Przybyłek, mając kontakt z archetypem jaźni, zaczynam sobie wyobrażać, zaczynam mieć wizję, przeczucia tego, jak mogłaby wyglądać moja psychika doskonała. Tak, czyli taka, do której dążę. Jakby powiedział profesor Dąbrowski, ideał indywidualny.
Tak, czyli odpowiedź na pytanie: "Czy ty wiesz, kim ty mógłbyś być? " Tak, to jest to. Do czego dąży ten "bajowski dzikus", ten, który dąży do rozwoju, prawda?
Który wychodzi z tego jeziora w lesie i kieruje mężczyznę ku temu, kim mógłby być. A w przypadku kobiet, myślę, że to jest dzikuska. Ja dokładnie nie znam tej doktryny kobiecej, ale zdaje się, że jest też archetyp dzikuski, który prowadzi kobietę ku jej indywidualnemu ideałowi i to jest jaźń.
Pierwsze jej znaczenie jest zrozumiałe, prawda? Jeśli podążasz drogą indywiduacji, drogą rozwoju, to zaczynasz rozumieć, jakie masz złe cechy. To jest cień.
Jak Kim jest kobieta w twoim wnętrzu, Kim jest mężczyzna w twoim wnętrzu? Zaczynasz umieć być osobą mądrą, opiekuńczą, a na końcu zaczynasz być kimś więcej. Tak, być kimś, kto już nie potrzebuje żadnych ram.
Tak, jakby powiedział Bruce Lee, który starał się stworzyć styl walki bez stylu, prawda? Czyli ten jego styl, który on wytworzył, jet kundo, czy jit kundo, bo to jest przez "e", chyba, jeśli pamiętam. Czyli droga przechwytującego pięści.
Tak naprawdę Bruce Lee twierdził, że stworzył styl; tak naprawdę to nie był styl, tylko to była pewna idea stylu, który jest czymś w rodzaju wody, prawda? Dopasowuje się woda do każdego naczynia, do którego się wlewa. Tę wodę, i ten doskonały bojownik kungfu potrafi też się dopasować w każdej sytuacji.
Bruce Lee taki był. Dlatego według biografii Bruce'a Lee, on nigdy nie potrafił nauczyć nikogo tak naprawdę swojego stylu, dlatego że on był w stanie przekazać ideę, nie był w stanie przekazać swojego talentu. Więc ten jego styl, nie wiem czy wiecie, w ogóle, że Bruce Lee miał ideę fix na temat stworzenia filmu, którego ostatecznie nie stworzył, no bo umarł wskutek przegrzania.
Tak naprawdę najprawdopodobniej hipoteza to jest taka, że on po prostu miał udar cieplny i ona jest poparta wieloma dowodami, że tak było. Więc to nie była tajemnicza śmierć w wyniku "uderzenia wibrującej śmierci", tylko po prostu udar cieplny. Więc on miał ideę fix, żeby stworzyć film, w którym główny bohater podąża szlakiem wielkiej Księgi kungfu, w której jest zapisana tajemnica.
I po poznaniu tej tajemnicy ten główny bohater stanie się niepokonanym mistrzem kungfu. I na końcu bohater znajduje tę księgę, a księga jest pusta. Wszystkie karty są puste, nie ma tam nic.
I odpowiedzi na pytanie "Co oznacza ta zagadka? " nie ma żadnej tajemnicy, że ty jesteś tajemnicą. Zwróć uwagę, że dokładnie ten pomysł został zrealizowany w filmie "Kung Fu Panda", tym piksarowskim filmie, w którym jest nie księga, tylko smoczy zwój.
Kiedy główny bohater, czyli panda, po zajrzeniu w ten zwój, okazuje się, że on jest wyściełany taką metaliczną powłoką, która [Muzyka] rozwiązuje, że nie ma żadnej wielkiej tajemnicy mistrzów kungfu, że on jest odpowiedzią. I coś podobnego jest w archetypie jaźni. Tak, czyli ja staję się tajemnicą dla siebie samego, ja staję się odpowiedzią dla siebie samego, ja staję się czymś więcej niż tylko wewnętrznym człowiekiem pozbawionym wad, bo zwalczył swój cień, człowiekiem, który poznał swoją kobietę, swoją stronę, swoje osobowości, człowiekiem, który potrafi pomagać innym, wyznaczać im kierunek i wspierać ich.
Jeszcze kimś więcej, jakąś tajemnicą, czyli przekraczam te wszystkie atrybuty, które wymieniłem po drodze. Staję się stylem bez stylu. Ale to nie wszystko.
To nie wszystko. Jaźń ma jeszcze drugie znaczenie i to znaczenie właśnie było dla mnie wątką Oza. Też przez wiele lat zastanawiałem się, jak gdzie jest połączenie, jakim cudem osobowość doskonała, którą symbolizowała jaźń, może być jednocześnie światem, może być jednocześnie rzeczywistością.
Z punktu widzenia doktryny Kościoła, jedynki znaczenia, to wszystko się układa w zgrabną całość. Powiedzieliśmy sobie już na samym początku, w którymś. .
. Z pierwszych Kazań, że nasze ja, prawda? Czyli to Siedlisko jaźni, ono pochodzi od istnienia Gai Boga, prawda?
I że ten Bóg uroboro czny, od któregoś z ostatnich Kazań, patrzy sam na siebie, czyli nasze ja, będące bezpośrednim spadkiem po istnieniu, po Gai. Tak, bo to Gaja jest źródłem, Bóg jest źródłem. Ja patrzy na siebie samego, czyli jaźń.
Jaźń, czyli to najgłębsze znaczenie naszego ja, jest jednocześnie i Bogiem, i rzeczywistością. Wszystko się składa. Amen.