[Muzyka] Dzień dobry, wita się z wami Marcin Sergiusz Przybyłek. Na początku, jak zwykle, wielkie podziękowania dla moich patronów i członków tego kanału; bardzo doceniam wasze wsparcie. Gdyby nie wy, to by mnie tutaj nie było.
A teraz pozwólcie, że przejdziemy do kolejnego kazania Kościoła Jedynki, jej znaczenia, i tym razem powiemy sobie parę słów o reinkarnacji, bo co z niej wynika. W ostatnim kazaniu powiedzieliśmy sobie, że wizja świata, wizja rzeczywistości, która na razie obowiązuje w Kościele Jedynki znaczenia, to jest uroboros, czyli wąż zadający własny ogon, czyli ten precel, który reprezentuje symbolicznie krąg czasu, Gai, istnienie świata idei platońskich i tak dalej. Ruch ten symbolizuje czas, czyli narodziny Wszechświata w Big Bangu w miejscu paszczy uroborosa.
Chyba to ma taką dziwną nazwę: wyjątkowo prosta Teoria Wszystkiego. Ją zaproponował, zdaje się, że brazylijski fizyk i matematyk. Oczywiście, jego nazwiska nie pamiętam; tutaj pomogę sobie i wrzucę w podpis jego nazwisko oraz nazwę tej teorii, bo pewnie ją przekręciłem.
Ta teoria jest bardzo zabawna pod tym względem, że, jeśli się nie pomyliłem, proszę mnie poprawić, jeśli się mylę, zakłada, że wszystkie cząstki istniejące we Wszechświecie układają się w matematycznie spójny obraz właśnie torusa. Jeśli pamiętam dobrze, to jest tutaj pewna zabawna, pewnie przypadkowa, korespondencja między kształtem, jaki ja zaproponowałem, kształtem symbolicznym istnienia, czyli torusa, i kształtem tej wyjątkowej teorii wszystkich rzeczy, w której także wszystkie cząstki układają się w kształt torusa. To jest jakby kształt rzeczywistości według tej teorii, jeśli dobrze ją zrozumiałem, więc to jest zabawne.
Zerknijcie do źródeł, poprawcie mnie, jeśli się mylę. A teraz wróćmy do naszego uroborosa. Więc mówiliśmy o narodzinach Wszechświata i jego śmierci.
I co to oznacza? Pamiętacie, jak mówiłem o braniu, o tej rzeczywistości ostatecznej w hinduizmie? Mówiliśmy, że ona jest osobowa i że ona jest śmiertelna, ona jest zniszczalna.
I w hinduizmie rzeczywiście tak jest, że następuje koniec Wszechświata i Wszechświat rodzi się na nowo. Jakby hinduizm uwzględnia Big Bang, można powiedzieć, istnienie wszechświata, później śmierć wszechświata. Oni oczywiście nie precyzują tego tak jak fizycy, nie mówią, że będzie wielki chłód albo wielkie rozprężenie, wielki kolaps; ujmują to w sposób symboliczny.
Natomiast nie mają wątpliwości w tej doktrynie filozoficzno-religijnej w hinduizmie, że wszechświat rodzi się i umiera, rodzi się, umiera, i ten cykl trwa w nieskończoność. W związku z tym to jest bardzo ciekawe. Hinduizm jest w ogóle genialną doktryną filozoficzną i religijną, bo daje potężną wolność, jeśli chodzi o liczbę istnień, bo nawet bogowie mają nieskończoną liczbę postaci i inkarnacji.
Z czym się to kojarzy? Zwróć uwagę na przedstawienia Wisznu czy wszelkich innych bóstw; one z reguły występują w tych najbardziej ikonicznych przedstawieniach jako istoty o bardzo wielu głowach, o bardzo wielu rękach i tak dalej. Dlaczego w ten sposób?
Dlaczego tak mi się to kojarzy właśnie z naszym uroborosem? Wyobraźmy sobie, że w jednym wszechświecie, podczas jednego tego obiegu tego uroborosa, mamy jedną postać Wisznu, prawda? Ale przecież tych obiegów jest nieskończona ilość, bo Wszechświat się rodzi, umiera, rodzi, umiera w nieskończoną ilość razy.
I to zarówno z punktu widzenia fizycznego, jak i mam nadzieję matematycznego, ale też z punktu widzenia religijno-filozoficznego w hinduizmie. W związku z tym, za każdym wszechświatem, Wisznu jest inny, Wisznu jest nowy, Wisznu jest podobny do poprzedniego, ale nie taki sam. Kojarzycie takich tancerzy, którzy spróbują w sposób zespołowy odegrać, przedstawić właśnie postać wieloramiennego bóstwa?
To jedni są za drugimi, prawda? Wiadomo, że jeden tancerz nie może mieć wielu rąk, natomiast można stworzyć iluzję, że ten jeden tancerz ma wiele rąk, wtedy kiedy inni tancerze stoją dokładnie za nim. Może ich być 20, 30, nawet i tworzą wtedy fantastyczne układy właśnie z tymi rękami.
To jest dobra reprezentacja; każdy następny tancerz to jest każdy następny Wisznu czy tam inny Bóg indyjski. No nie będzie ten Wisznu w następnym wszechświecie, w następnym czasie, tak? Po Big Bangu, każdy następny, prawda?
I w ten sposób mamy wizję nieskończonej liczby inkarnacji, z których każdy jest troszeczkę inny, bo każdy, można powiedzieć, rozdaje karty na nowo i każdy na nowo gra w kosmicznego pasjansa, prawda? Mamy te same, być może te same cząstki. Jestem raczej zwolennikiem tego, że po Big Bangu każdy następny wszechświat ma raczej ten sam konieczny układ matematyczny, niezbędny do tego, żeby zaistniał, a może i nie.
Może zdarza się taki jakiś poronny wszechświat, który się pojawia i zwija natychmiast, dlatego że jest zbyt prosty. W sumie dlaczego nie? Dłużej istnieją tylko te, które mają te reguły sensowne.
I za każdym razem, kiedy powstaje ten wszechświat, w którym istnieją pierwiastki, pierwiastki cięższe stworzone w supernowych, supernowych typu drugiego i w ogóle możliwa jest taka złożona chemia, mamy tego uroborosa, który przygląda się sobie samemu. Jeśli powstają jakieś, jakieś rozumne istoty, jakieś istoty, które potrafią patrzeć na samą siebie, prawda? Przypomnijmy sobie, że w doktrynie Kościoła Jedynki Bóg patrzy sam na siebie, więc patrz na siebie i patrzę na nowe rozdanie, na nowego pasjansa: jak on się ułoży?
W jaki sposób? Jak tym razem będą wyglądały cywilizacje w tym wszechświecie? Jak tym razem będą wyglądały planety w tym wszechświecie?
W jaki sposób rozegra się w ogóle cały ten wszechświat z jego istotami: rozumnymi, bezrozumnymi, dobrymi i złymi? W ten sposób, jakby hinduizm pokazuje coś bardzo podnoszącego na duchu, czyli tę nieskończoną liczbę wyobrażeń i nieskończoną liczbę wcieleń. Ale z tym wiąże się też pewne dosyć ważne pytanie, mianowicie: czy w związku z tym, że te rozdania za każdym razem są inne, czy naprawdę istnieje coś takiego jak dobro ze złem?
Zwróćmy uwagę, że Karol Gustaw Jung w swojej psychologii głębi zaznaczał, że w świecie podświadomości kolektywnej istnieją różne archetypy i nie wszystkie są dobre, nie wszystkie są pozytywne. Prawda? Są też archetypy cienia, jest archetyp cienia, czyli zła, czyli zniszczenia.
Pan podkreślał, że oprócz Erosa, który jest siłą. . .
Pchając człowieka do przodu, również jest Tanatos. I tutaj wiele osób mogłoby podnieść głos w tej chwili, że Freud to jest już przeszłość, to już jest nieaktualne, to już jest obalone i tak dalej. Nie, tak nie jest.
To nie jest tak. To był geniusz i on odkrył wiele bardzo ciekawych rzeczy, które wciąż są aktualne. Jeśli chodzi o Tanatos, zwróćcie uwagę na jeden prosty szczegół ze swojego życia.
Przypomnijcie sobie te sytuacje, w których gnieciecie się na kogoś, jesteście wściekli, rozgniewani, pogrążeni w negatywnych uczuciach. Zwróćcie uwagę. Jeśli nie teraz, jeśli teraz nie potraficie sobie tego przypomnieć, to jeśli wam się zdarzy nieszczęście i znowu kłócić się z kimś, zwróćcie uwagę na swoje uczucia.
Czy przypadkiem nie sprawia wam przyjemności kłótnia? Czy przypadkiem nie sprawia wam przyjemności gniew? Czy przypadkiem nie odczuwacie pewnej skrzętnie skrywanej przyjemności z tego, żeby zadać komuś jakąś ranę za pomocą jakiegoś słowa nieprzyjemnego, żeby się postawić, żeby podkręcić tę kłótnię?
Zwróćcie na to uwagę. Oczywiście to nie jest prosto się do tego przyznać, natomiast istnieje przyjemność z destrukcji i przyjemność zniszczenia. Gdyby tego nie było, dzieci nie psułyby innym dzieciom zamków z piasku.
Jedni ludzie nie niszczyliby dorobku innych ludzi i tak dalej. Istnieje przyjemność niszczenia, istnieje Tanatos. Więc nie tylko wizji Junga istnieje pewna mroczna część archetypalnie właśnie powiązana z cieniem, ale również w wizji freudowskiej i w ogóle w wizjach, a także w bardzo wielu wizjach religijno-filozoficznych.
Również w hinduizmie istnieje bogini Kali, która jest boginią, no, mało pozytywną. Tak, to jest mroczna bogini o ciemnej skórze, przedstawiająca się z jęzorem wywalonym na wierzch i z ostrzami w rękach, z odciętymi głowami w łapach. No, mało przyjemny widok.
Mam wrażenie, że wyobraźmy sobie, mamy kolejne rozdanie, kolejny kosmiczny pasjans. Bóg znowu gra w karty i zastanawia się, w jaki sposób tym razem rozwiąże się zagadka istnienia w tym kolejnym wszechświecie, w kolejnej inkarnacji wszechświata. I tym razem, tak się składa, że powstają tam cywile, w których prym wiodą ludzie.
Tworzą idee ludzie, ludzie - za dużo powiedziane. Istoty. Tak, istoty, które lubią zniszczenie, lubią zło, lubią w jakiś tam sposób się znęcać.
Prawda? Tak, są skonstruowane. Oczywiście istnieje bardzo subtelny balans, który nie pozwala cywilizacjom nadmiernie złym się rozwijać, bo one same będą siebie niszczyć.
Prawda? To o tym mówię przy okazji analizowania paradoksu Fermiego. Natomiast nie mam raczej wątpliwości dzisiaj co do tego, że istnieją jednostki, istoty, które potrafią zrobić dużo zła dla samej przyjemności robienia zła i mogą również zarażać tym sposobem myślenia inne istoty.
Czy w związku z tym powtórzę pytanie: istnieje walka dobra ze złem? No, z tego punktu widzenia wynika, że ten Bóg, o którym mówię, to nie jest taka istota właśnie wszechmiłująca koniecznie, chociaż moim zdaniem zawsze istnieje w nim nadmiar dobra. Tak można powiedzieć, że Bóg to jest plus.
Tak, dlatego istnieje, bo istnienie jest lepsze od nieistnienia. Istnienie jest czymś dobrym, dlatego to jest ten plusik. Prawda?
Który się przypadkiem zupełnie kojarzy z jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli religijnych, czyli z krzyżem. Prawda? Czyżby krzyż był plusem?
Troszeczkę się bawię tutaj, bardzo się tutaj bawię znaczeniami. Natomiast mam wrażenie, że za każdym istnieniem wszechświata ścierają się idee piękna i dobra oraz idei zła, zła i zniszczenia, i że one toczą jakiś bój. Mam wrażenie, że ostatecznie zwycięża.
To znaczy nie, nie wcale. Właśnie nie jestem pewien, czy zwycięża dobro. Nie jestem pewien, może czasami się to toczy źle.
Może czasami Kali wygrywa. Prawda? Jak to by wtedy wyglądało?
No, wszechświat by uległ, jeśli chodzi o istoty samoświadome, uległby unicestwieniu troszkę wcześniej, prawda, niż zanim nastąpiłby wielki chłód. Może znowu powstałaby jakaś cywilizacja. Trudno mi powiedzieć w tej chwili, nie jestem może do końca przygotowany do tego, żeby prześledzić wszystkie możliwe scenariusze.
W każdym razie chciałem zwrócić uwagę na coś takiego: są ludzie, którzy czują odpowiedzialność. Czują odpowiedzialność nie tylko za siebie, nie tylko za swoją rodzinę, ale też za innych, za idee, które krążą w powietrzu, za mody, za powszechne przekonania. Patrząc w dzisiejszych czasach, jest internet, żeby jakby sprawdzać to, co się dzieje w ogóle w powszechnej świadomości.
Prawda? O czym rozmawiają ludzie? Na co zwracają uwagę?
Jakie mają przekonania? I ci ludzie, o których w tej chwili mówię, czują odpowiedzialność wpływania na te rzeczy, zwłaszcza jeśli ich zdaniem te rzeczy idą w złym kierunku, idą w kierunku głupoty, destrukcji, niszczenia czegoś wartościowego. Włączają się w dyskurs, włączają się w to, jakby wiedzieli, że idzie walka o coś ważnego.
Bardzo często takie powołanie w sobie czują ludzie nazywani powszechnie. . .
może nie jest najlepsza nazwa, no w każdym razie tak się przypisuje, że intelektualista to jest ta osoba, która powinna brać odpowiedzialność i nie powinna być bierna, nie powinna przyglądać się cynicznie z boku, jeśli dzieje się coś złego. Są ich przeciwnicy, którzy nie w tym sensie, że są to osoby, które robią coś złego, tylko są to osoby, które można z szanować, nazwać cynikami: "A co się przejmujesz tym, co się dzieje na świecie? Zajmij się swoją rodziną, zajmij się swoimi przyjaciółmi, swoimi bliskimi.
Troszcz się o najbliższych. A reszta? Dlaczego ciebie obchodzi?
" Czy rzeczywiście jest to dobra droga? No, jeśliby spojrzeć na to z punktu widzenia uniwersalnego, absolutnego, jeśliby przyznać, że przez cały C wpływamy jakby poprzez te Ais Mundi, które są w nas, spływają do tego świata idei platońskich, do tego świata podświadomości, kolektywnej, do istnienia, do źródła, do Gai, do Boga, cały czas spływają nasze wspomnienia, nasze przeżycia w postaci pojęć, w postaci idei, w postaci archetypów. Jeśli to jest, to cały czas w jakiś sposób wzbogacamy tego uroborosa coraz większą liczbą idei, a te idee mogą być mądre albo piękne, albo szlachetne, albo głupie, płytkie, destrukcyjne, banalne.
Prawda? Więc z tego punktu widzenia ci ludzie, którzy czują odpowiedzialność, jeśli wśród was, jeśli wśród was są takie osoby, jeśli wy jesteście takimi osobami, jeśli ty, słuchaczu, ty, słuchacz, jesteś taką osobą, która czuje odpowiedzialność za coś większego i czuje, że nie powinna stać. Z boku, kiedy dzieje się coś złego, że trzeba się odezwać, trzeba brać udział, bo idzie walka, coś większego, bardziej uniwersalnego, bardziej ważnego niż rodzina i najbliżsi.
To miejcie moje zapewnienie, że jestem z wami. Amen.