[Muzyka] Dzień dobry, wita się z wami Marcin Sergiusz Przybyłek. Jak zwykle na początku wielkie podziękowania dla moich patronów i członków tego kanału. Bardzo doceniam wasze wsparcie.
A teraz przejdziemy do kolejnego kazania Kościoła Jedynki, jej znaczenia, i zastanowimy się, jak można by zbudować rzeczywistość. Zastanówmy się nad takim dosyć fundamentalnym pytaniem: jak byśmy się zabrali do zadania polegającego na tym, żeby zbudować rzeczywistość? Zbuduj rzeczywistość, ale uczciwie, prawda?
Czyli jesteś bytem zewnętrznym, ale nie przynosisz do budowanej przez siebie rzeczywistości niczego ze swojego świata, prawda? Czyli jesteś bytem hipotetycznym, można powiedzieć, takim naprawdę nieistniejącym. Tak, nie istnieje twój świat materialny.
Tutaj weźmy sobie "materialne" w cudzysłów, bo już wiele razy mówiliśmy o tym, że materialność świata jest raczej rzeczą wyobrażoną, raczej rzeczą nierealną. Istniejesz tylko jako taki architekt umysłowy, nie jako realny budowniczy, który ma przenieść, nie jako realny budowniczy, który miałby przynieść trochę gliny i z jakichś tam cegiełek zbudować rzeczywistość. Jak się do tego zabierzesz?
Zacznijmy może od wersji budowy rzeczywistości takiej "poronnej", żeby uświadomić sobie, dlaczego wniosłem ten postulat o tym, że jesteś architektem tym wyobrażonym, takim hipotetycznym. Niczego nie możesz przynieść ze sobą z zewnątrz. No, załóżmy, że masz trochę cegiełek.
Tak, nazwijmy to cegiełkami. Powiedzmy sobie, masz kilka miliardów cegiełek, prawda? No, mógłbyś?
Czy mogłabyś? Wybaczcie, mamy ograniczenie języka polskiego, prawda? Będę mówił, jakby do mężczyzny, czyli mógłbyś, a nie mogłabyś.
Miałbym kłopoty tutaj z językiem. Więc mógłbyś stworzyć, tak jak w grze Minecraft, jakąś wyspę. Na tej wyspie byłyby jakieś góry, być może jakieś doliny, jeziorka, jakieś świątynie, budowle, palmy, drzewa, prawda?
No i byłoby coś stworzonego. Powiedziałbym, miałem cegiełki, czegokolwiek te cegiełki są. Zaraz do tego przejdziemy, ale powiedzmy sobie tak: miałem cegiełki, nazwijmy te cegiełki atomami.
Stworzyłem kawałek rzeczywistości, prawda? Jakąś tam wyspę, tak? Ale gdzie ta wyspa byłaby zawieszona, prawda?
Ona musiałaby być zawieszona gdzieś w jakiejś przestrzeni. A ta przestrzeń, jeśli by istniała, to jak to z przestrzenią bywa? Musiałaby się ciągnąć w nieskończoność: w lewo, w prawo, w górę, w dół, do przodu, do tyłu — nieskończoność.
I co? I ta kreacja twoja, ta wyspa Minecraftowa, byłaby tylko w jednym miejscu w przestrzeni nieskończonej. No to co to za kreacja, prawda?
Co byś z tym zrobił? Czy zacząłbyś budować z kolejnych cegiełek kolejną wyspę, jakoś niedaleko, i kolejną, kolejną, kolejną, kolejną? Miałeś na początku 5 miliardów cegiełek, później stwierdziłeś, że to mało, że dokładasz kolejne, kolejne, kolejne.
. . Ale to przecież wciąż kropla w morzu, jeśli przestrzeń jest nieskończona, prawda?
Tak jak chciał Newton, przestrzeń newtonowska jest nieskończona w każdym kierunku. Więc ta kreacja ma tutaj bardzo dużą wadę. Czy taka rzeczywistość ma sens, prawda?
Czy taka budowa, czy taka kreacja ma sens? Ona jest wadliwa, ona jest chybiona, ponieważ. .
. No, wyobraźmy sobie, że jestem demiurgiem. Chwalę się innemu demiurgowi: "Słuchaj, stworzyłem rzeczywistość".
Tamten mówi: "To pokaż". Ja mu pokazuję nieskończoną przestrzeń, a w jednym tylko miejscu tej nieskończonej przestrzeni jest powiedzmy pięć wysepek minecraftowych. No to się kupy nie trzyma.
To absolutnie nie tak powinno wyglądać, nie tak wyglądać powinien akt stworzenia. Tak powinna wyglądać rzeczywistość. To jest, kurczę, każdy demiurg dostałby dwójkę, bo nawet samo odnalezienie tych wysepek w nieskończonej przestrzeni byłoby zadaniem praktycznie niemożliwym.
Tylko ten demiurg wiedziałby, gdzie ta jego grupa wysepek się znajduje, a żaden inny demiurg by nie znalazł. Po prostu rozumiecie, przestrzeń jest nieskończona. W związku z tym w tej nieskończonej przestrzeni znaleźć to jedno miejsce tej kreacji byłoby praktycznie niewykonalne.
Nie byłoby zerowe, ale dążyłoby do zera znalezienia. Czyli mamy chybioną ideę, że mamy jakieś cegiełki, z tych cegiełek coś budujemy w nieskończonej rzeczywistości, prawda? Takie budowanie rzeczywistości sensu nie ma.
Ktoś mógłby powiedzieć: "Dobrze, to w takim razie, skoro problemem jest nieskończona przestrzeń ciągnąca się w każdym kierunku, to ja w takim razie zamknę swoją przestrzeń, swój wszechświat, a ta wysepka Minecraftowa będzie sobie wisiała pośrodku takiej sfery przestrzeni, a dookoła tej przestrzeni już nie będzie nic". No, ale sama idea istnienia przestrzeni zamkniętej w sferze rodzi pytanie: co jest poza tą sferą? Tam musi być coś!
Ktoś by powiedział: "Nie, tam nie ma nic". To jest nielogiczne, to jest nieeleganckie. Jeśli istnieje kula, to ona istnieje zawsze, zawsze w jakiejś przestrzeni, prawda?
Nie może być nic poza tą kulą. Można powiedzieć, że istnieje tam próżnia, tak zwana, ale ta próżnia to jest znowu zwykła przestrzeń, która się ciągnie w nieskończoność. Więc nie ma tak łatwo, żeby zamknąć przestrzeń i żeby po prostu poza nią nic nie było.
Pozostając przy tej idei tej wysepki Minecraftowej, czym są cegiełki? Jak się słało różnych fizyków, którzy tym się zajmowali? Czym jest materia?
Co istnieje? Oni używają czasami takiego słowa "substancja", że czy rzeczywistość jest stworzona z jakiegoś stu, czyli z jakiejś materii, czyli z jakiejś gliny, można powiedzieć, czyli z czegoś, co arbitralnie istnieje jako materialne. No to już omawialiśmy wiele razy.
Ja to już omawiałem na łamach "Astrofaz" i też tutaj w swoich filmikach. Ale umówmy jeszcze raz, że u podnóża tych "cegiełek" tworzących rzeczywistość, takich jak elektron, foton czy kwark, leżą właściwości. One się już same dalej nie składają z żadnych cząstek, tak zwanych, ale składają się z właściwości, które nie są już niczym materialnym.
Tak? Spin czy ładunek elektryczny to już nie są rzeczy materialne, to już są właściwości, są abstraktem. Czyli budowa rzeczywistości, czyli te cegiełki de facto to nie jest substancja, tylko to jest też zespół pewnych idei, można powiedzieć, ale już na pewno niczego materialnego.
Więc jak wyobrażamy sobie, że jesteśmy demiurgiem, który przynosi te ziarenka, prawda? Te atomy, te cegiełki do tej hipotetycznej newtonowskiej przestrzeni, to już widzimy, że nawet te cegiełki nie mają sensu. Tak jak nie ma sensu przestrzeń newtonowska, tak nie ma sensu cegiełka, która jest tym, tak jak to wymyślił Demokryt, tym niepodzielnym materią.
No bo to tak nie działa, tak nie wygląda. Te cegiełki to są wiązki właściwości, które są bytami już. Abstrakcyjnymi bardziej ideami, więc widzimy, że mam nadzieję, że to już jest ostatecznie jasne.
Mam nadzieję, bo wiem, że temat jest trudny, bo konstrukcja rzeczywistości to jest chyba najtrudniejsza w ogóle dziedzina myślenia. Jaka może być? Że budowa rzeczywistości z tak zwanych cegiełek w przestrzeni tak zwanej chybia, bo cegiełki nie są materialne, a przestrzeń nie może istnieć niezależnie od nich.
Tak więc jak to zrobić? Wydaje się, że tak jak próbowali to robić myśliciele, nawet żyjący współcześnie z Newtonem. Myślę, że Newton zrobił dużo, tutaj się narażę bardzo wielu odbiorcom, zrobił dużo złego swoją uproszczoną wizją rzeczywistości, gdzie jest ta właśnie istniejąca niezależnie od wszystkiego przestrzeń.
Gdzie jest istniejący niezależnie od wszystkiego czas i w tej hipotetycznej przestrzeni, w tym hipotetycznym czasie dzieją się rzeczy. To naprawdę było… Proszę mi wybaczyć prostackie. Ja wiem, że na tamte czasy i później, na wiele set lat w przód, to było wystarczające, ale de facto już za jego czasów istnieli myśliciele, którzy chcieli podejść do tego bardziej syntetycznie, bardziej holistycznie, zgodnie z rzeczywistością, tak jak mamy pojęcie siły, siły grawitacyjnej, siły przyciągania, które wiemy, że jest błędne, że to jest iluzja.
Że tak naprawdę nic nie przyciąga jabłka spadającego z jabłoni, tylko to jest kwestia geometrii, geometrii przestrzeni. Po prostu to jabłko się zsuwa po tej geometrii. Jest to wynik geometrycznej rzeczywistości, geometrycznego konstruktu siły.
Tak jak można sobie mówić, że planety krążą po torach kolistych wokół Słońca, tak naprawdę planety lecą do przodu wprost, tylko że przestrzeń krzywa wokół Słońca, prawda, nie przyciąga ich do Słońca siła grawitacji, tylko po prostu krzywa jest przestrzeń wokół tego Słońca. To jest podejście bardziej holistyczne, prawda? Więc spróbujmy od innej strony.
Spróbujmy od innej strony. Jak abstrahując od tej przestrzeni, nam się wydaje, że musi być koniecznie przestrzeń, żeby w tej przestrzeni istniały cząstki, ale być może wcale nie jest potrzebna ta przestrzeń. Tak jak mówi pan Barbour w książce "Koniec czasu", przestrzeń może być tylko wyobrażoną przestrzenią, może być tylko hipotetyczną, hipotetyczna, tylko właśnie wyobrażona i to już wystarcza.
To już wystarcza. Tak jak geometria, rysujemy sobie te trójkąty i wiemy, że trójkąty jako ideę też istnieją i one istnieją na jakiejś płaszczyźnie. Płaszczyźnie wystarczy, że jest hipotetyczna.
Już to działa, już to gra. Tak samo być może przestrzeń. Wystarczy, że jest hipotetyczna, wyrażona ideowo i to już będzie grało.
Więc przyjrzyjmy się od innej strony. Znowu jesteśmy tym demiurgiem, mamy stworzyć rzeczywistość, ale tym razem porządnie, czyli nie posiłkując się przestrzenią, nie posiłkując się poronny Cam. Tylko spróbujmy od strony bardziej fundamentalnej, prawda?
Czyli spróbujmy zadać sobie pytanie: jakie rzeczy istnieją na pewno niezależnie od wszystkiego? Co istnieje na pewno? No bo najlepiej by było stworzyć rzeczywistość z czegoś, co może istnieje.
Coś takiego w dookoła nas, w nas samych. Gdzieś tam, trudno powiedzieć gdzie, właśnie pytanie: gdzie? Pamiętajcie to moje kazanie dotyczące pytań.
Pytanie: gdzie jest dosyć zwodnicze. Więc czy istnieje coś, co na pewno jest niezależnie od całego? Tutaj można się zaplątać.
Całej te otacza wydaje się, że taką rzeczą jest matematyka. Matematyka według podejścia wielu myślicieli, mojego również, nie jest tworzona, tylko jest odkrywana. To, że matematycy nie doszli jeszcze do różnych rozwiązań, że się zmagają z różnymi rzeczami, zmagali się kiedyś z rzeczami, prawda, dla nas już w tej chwili bardzo podstawowymi, to nie jest to, że ona była tworzona przez nich, tylko to, że ona była odkrywana.
Jej prawa, jej równania są niezależnie od tego, czy zostały już odkryte, czy nie. Jeśli nie zostały jeszcze odkryte, jeśli nie zostały jeszcze rozwiązane, to zostaną rozwiązane, prawda? Czyli nie wiem, czy się ze mną zgadzacie, że matematyka jest… No, ktoś mógłby powiedzieć, że według niego jest odkrywana, według niego jest stworzona przez ludzi.
Moim zdaniem jest po prostu odkrywana. To jakby… trudny sposób wnioskowania. Sam z siebie.
Trudno mi jest go udowodnić, nie wiem, czy w ogóle istnieje taki dowód na to, że matematyka jest odkrywana, a nie jest tworzona. Przyjmijmy ten aksjomat, bo inaczej trudno będzie nam się ruszyć dalej do przodu. Więc czym jest, jeśli matematyka jest po prostu… To, czym jest matematyka, przecież matematyka to znaki, takie jak d czy c, prawda?
To nie są znaki. To nie znak równa się, to nie znak równości, tak czy nie. Znak plus, prawda?
Przyjrzyjmy się takiemu zdaniu matematycznemu: 2 + 2 = 4. Proste, proste zdanie. Wydaje się, że takie oczywiste, takie jasne, takie normalne.
Dzieci w podstawówce są uczeni tego zdania. Gdzie jest zawarta prawda tego zdania? Gdzie ona jest?
Wiemy, że to jest prawda: 2 + 2 w systemie dziesiętnym, nawet w mniejszych systemach, będzie się równało 4, prawda? Gdzie jest ta prawda? Czy ona jest na papierze?
Prawda tego zdania? No nie, nie jest na papierze. Na papierze jest farba drukarska, na ekranie są piksele, tam nie ma prawdy tego zdania.
Czy gdyby te znaki: dwójka, plus, czwórka, równa się, wyglądały inaczej, to prawda tego zdania by zniknęła? Oczywiście nie, bo tak naprawdę ważne jest znaczenie tych znaków, a nie same znaki. Znaki są tylko nośnikami znaczeń.
Można powiedzieć, że są nośnikami. Prawda? Znaczenie arabski znak d co to oznacza?
Oznacza dwa identyczne elementy. Ale to naprawdę identyczne, prawda? Identyczność jest tutaj wielkim problemem, bo wiemy, że w świecie przyrody bardzo trudno jest o naprawdę identyczne obiekty.
Jak weźmiemy sobie dwa psy, nawet tej samej rasy, w tym samym wieku, tej samej płci, to one będą się różniły. No, mimo wszystko potrafimy dodać dwa psy do siebie, ale tak naprawdę wiemy, że nie są to identyczne obiekty, prawda? No, jeśli chcemy znaleźć naprawdę identyczne obiekty w rzeczywistości, to nie znajdziemy ich nigdzie.
Nigdzie nie ma dwóch identycznych obiektów w rzeczywistości, chyba że zajrzymy do świata cząstek elementarnych i tam, ku naszemu zdumieniu, odkryjemy, że rzeczywiście istnieją identyczne elementy, absolutnie nie różniące się od siebie – to cząstki elementarne. Prawda, są fotony. One są naprawdę identyczne.
Każdy foton jest identyczny z innym fotonem; są nieodróżnialne od siebie. Takie są elektrony, takie są kwarki. To są właśnie elementy rzeczywistości, identyczne.
Prawda? Tam występuje ta identyczność, prawda? Czyli to skłania ku przypuszczeniu, że świat cząstek elementarnych jest bardzo blisko matematyki albo wręcz jest matematyką.
Prawda? Być może, może nie, znakami, ale ideami liczb. Właśnie są cząstki elementarne, te najprostsze.
Może nie ideami liczb, jakby znakami, nie? Może jednak znakami, może jednak znakami liczb albo samymi liczbami wręcz. Prawda?
Wracając do znaku 2, niezależnie od tego, jak wygląda, niezależnie od tego, jak wygląda, to wiemy, co on oznacza. Prawda? Dwa identyczne elementy; my wiemy, co znaczenie tego znaku jest, niezależne od jego wyglądu.
Prawda? Wystarczy, że w danej kulturze jakiś tam znaczek oznacza dwójkę i w tej kulturze każdy wie, znaczenie tego znaku. Prawda?
Czyli nieważny jest jego wygląd, nieważne, ważny atrament na kartce czy piksele na ekranie; ważne jest jego znaczenie. Przypomnijmy sobie nazwę naszego kościoła, kościół jedynki i jej znaczenia. Jedynka jest znakiem, właśnie tutaj akurat omawiamy znak dwójki.
No, ale to powiedzmy sobie mniej więcej o to samo chodzi. A teraz omawiamy znaczenie. Znaczenie, znaczenie, znaczenie tak ważne jest, że potrafimy zrozumieć to znaczenie.
Zrozumienie tutaj jest bardzo, bardzo ważne. Roger Penrose podkreśla, że akt zrozumienia jest niepoliczalny (notation), co sugeruje. To jest bardzo ostrożne stwierdzenie.
Oczywiście jest matematykiem i fizykiem, mniej filozofem, chociaż w tę stronę też się skłania, i to oznacza, że już wykracza poza zakres matematyki samej z siebie, chyba że matematyka jest herezją (tewi chodzi). Czym jest znak plus? Znak plus oznacza, zwróć uwagę, oznacza dodawanie.
Czyli ważne jest, że rozumiemy, rozumiemy zrozumienie. Jest non-computational, tak? Jego znaczenie.
Jego znaczenie, czyli zwróćmy uwagę; mamy aż dwa piętra nad znakiem plus. Rzeczy bardzo ulotne, bardzo niematematyczne, prawda? Po pierwsze mamy rozumienie, i znaczenie znaku plus oznacza dodawanie.
Prawda? Znowu, nieważny jest wygląd znaczka plus; naprawdę nie jest ważne, jak on wygląda. On może wyglądać na tysiąc różnych sposobów.
Ważne jest, co oznacza matematyce, jak się okazuje. Jak widzimy, ważniejsze jest od symboli, znaczenie. Zrozumienie w tym zdaniu jest znowu.
. . Tak, to już wiemy.
Dwa identyczne elementy. Już wiem, jak do niego podejść. Dalej mamy znak równości i znowu nieważne, jak wygląda.
Ważne, że rozumiemy, że on oznacza tożsamość tego, co jest po lewej i po prawej stronie równania. Znowu tożsamość. Kolejne pojęcie dosyć trudne, abstrakcyjne, które my rozumiemy raczej automatycznie, prawda?
To zrozumienie nie wynika z kształtu tego znaku. Zrozumienie, znowu, to jest rozumienie nieobliczalne. Akt zrozumienia znaczenia kościoła jedynki.
Znaczenia, prawda? Czyli rozumiemy znaczenie znaku równa się, który oznacza tożsamość tego, co po prawej. Mamy ideę tożsamości, mamy ideę dodawania, mamy ideę dwóch elementów identycznych i ideę czterech elementów, prawda?
Czyli całość tego zdania matematycznego tak naprawdę tkwi nie w znakach, nie w symbolach, ale w ideach. W ideach dwóch identycznych elementów, dodawania, tożsamości lewego i prawego, lewej i prawej strony równania oraz czterech identycznych elementów, prawda? Czyli okazuje się, że tak naprawdę matematyka to jest zbiór idei, a nie znaczków napisanych na papierze.
Czyli reasumując, matematyka de facto jest światem idei. Nie jest światem cyferek, takich po prostu napisanych na papierze; to jest świat idei. Znaczeń, znaczeń dwójki, znaczeń znaku plus, znaku minus, znaku mnożenia, znaku równa się, dzielenia i tak dalej.
I tak dalej, bardziej zaawansowane te znaki, tym bardziej zaawansowane idee. I jak się wydaje, jak postawiliśmy ten aksjomat na samym początku, znaczy ja go postawiłem, mam nadzieję, że się ze mną zgodziliście, że matematyka istnieje naprawdę. Co to znaczy?
Że ten świat matematyczny istnieje naprawdę, że istnieje naprawdę pierwotnie, świat idei: idei równości, tożsamości, idei identyczności, idei dodawania, idei mnożenia i tak dalej. Postulował istnienie świata idei. Jak my teraz słyszymy o istnieniu świata idei, to myślimy sobie: "rany boskie, jakie to jest pokręcone, jakie to jest dziwne, eteryczne, nierealistyczne" i tak dalej.
A już w tej najbardziej podstawowej nauce, jaka istnieje, czyli w matematyce, okazuje się, że tak naprawdę matematyka zasadza się na świecie idei, że to są jej korzenie. Nie śmieszne znaczki, które stawiam na papierze, tylko świat idei, czyli znaczeń, znaczeń tych wszystkich znaków, tych wszystkich liczb, wszystkich plusów, minusów i znaków równa się. Więc świat idei tych matematycznych istnieje naprawdę.
On istnieje naprawdę. Wydaje się istnieć naprawdę. On jest odkrywany, ten świat idei, w przeciwieństwie do świata materialnego, który, jak się wydaje, jest wyobrażony.
Mówi, że świat materialny jest wyobrażony, bo cała właśnie materialność świata, który nas otacza, dotykalna, ma swoją fakturę, swoją twardość. Jeśli dotykamy przedmiotów, takich jak stół czy krzesło, to wszystko jest efektem działania powiedzmy sobie naszej wyobraźni, tak? Naszych pól interpretacyjnych, zmysłowych, pozór tej materialności, podczas gdy prawdopodobnie ta materialność, właśnie ideą materialności, jest to, że jest wyobrażona.
Natomiast prawdziwą, prawdziwą rzeczywistością jest, najprawdopodobniej, świat idei. I to jest świat wyobrażony. Świat idei istnieje naprawdę, ale jak na razie mówiliśmy o świecie idei matematycznych: o plusach, minusach, mnożenia, liczbach prostych, krzywych, trójkątach.
Myślę, że się zgodzicie ze mną, że również geometria to jest domena świata idei, figur geometrycznych, prawda? Tych trójkątów, czworokątów, trapezów, walców. No, przechodzimy do figur, oczywiście już tych przestrzennych.
To są też rzeczy, które rozumiemy, których znaczenia rozumiemy i których idee rozumiemy. Są figury bardzo symetryczne, bardzo piękne, takie jak właśnie jak kwadrat, jak kula. Są figury dziwniejsze, mniej doskonałe i tak dalej.
No wszystkie, wszystkie te idee, myślę, że są zrozumiałe. Ale więc, to jest matematyka. Jeśli bylibyśmy tym demiurgiem, który tworzyłby świat, to on być może zacząłby od świata idei matematycznych.
Zwróćmy uwagę, idei matematycznych, prawda? Ale czy istnieje także arbitralnie, niezależnie od wszystkiego innego, świat takich idei jak piękno i dobro, świat idei moralnych? Prawda?
Czy to istnieje też naprawdę, niezależnie od całej reszty rzeczywistości? No, spróbujmy jeszcze raz przyjrzeć się temu równaniu pierwszemu: czyli 2 plus 2 równa się 4 i zastanówmy. .
. Się, czy wynika z niego coś więcej niż tylko zrozumienie pewnej prostej prawidłowości matematycznej, że kiedy dodajemy 2 do d, to mamy c identyczne elementy. No więc wiemy, że to zdanie jest prawdziwe.
Tutaj włącza się nam bardzo ważna, znowu idea prawdy. To już jest poważna sprawa, bo mamy do czynienia z tą słynną prawdą, prawda? Co oznacza, że czujemy, że to zdanie jest prawdziwe.
Co czujemy, gdy widzimy prawdę? 2 + 2 równa się 4 – to jest prawda. No, co czujemy?
Żeby nam ułatwić troszeczkę analizę, wypisz sobie zdanie fałszywe, czyli 2 plus 2 równa się 3 i przyjrzyjmy się obu tym zdaniom: 2 plus 2 równa się 4 – prawda; 2 + 2 równa się 3 – fałsz. Oczywiście mówimy tutaj o systemie dny na przykład. Więc kiedy widzimy zdanie prawdziwe, to istnieje jakiś spokój, tak?
Poczuć prawidłowości. Gdy czytamy pierwsze zdanie, to właśnie odczuwamy coś w rodzaju takiego „tak jest”; zgadza się, mamy poczucie prawidłowości, tak? Spokoju, można powiedzieć.
Trudno mi, może wam, przyjdą do głowy jeszcze jakieś uczucia, które są tym związane z prawdą. Gdy patrzymy, odczuwamy niepokój, niezgodę. Prawda?
Coś się nie zgadza, jest jakiś zgrzyt. Prawda? Tam jest gładkość, tutaj jest zgrzyt.
Tam jest równomierność, prawda? Symetria to jest, nie symetria, właśnie nieprawidłowość. Jakaś taka poczucie zgody i niezgody, prawda, czy dwóch identycznych elementów, jak idea dodawania, jak idea tożsamości?
Czy one są odkrywane, czy one są tworzone w procesie ewolucji? Czy dobro, piękno, radość, smutek, wstręt, wyczucie proporcji istniało tak jak matematyka, a może tak jak matematyka? Załóżmy, że ten demiurg, który tworzy rzeczywistość, zacząłby od podstawowych znaków, od podstawowych znaczeń, prawda?
Od zera i jedynki, od tego słynnego zera, o którym mówiłem w drugim kazaniu, od jedynki, o której mówiłem w pierwszym zadaniu. I to zero i ta jedynka, na tylko dzięki istnieniu między nimi pewnych relacji, znowu w świecie idei, stworzyły coraz bardziej zaawansowane relacje matematyczne, coraz bardziej zaawansowane znaczenia i coraz bardziej zaawansowane idee. Czy nie jest też tak, że w pewnym momencie istnienia rzeczywistości [muzyka] mniej związane już z matematyką, bardziej związane z pewnymi bardziej złożonymi zależnościami, już powiązanymi z życiem?
Najpierw jednokomórkowym, później wielokomórkowym, które w następstwie tworzą o wiele bardziej złożone matematyczne zdania związane z na przykład wartościami moralnymi. Kiedy przyglądamy się wartościom moralnym, bardzo zaawansowanym, niezwiązanym z życiem jednokomórkowym – które już samo w sobie jest cholernie zaawansowane, prawda? – to popadamy w pewne pułapki, prawda?
Być może nie zwracając uwagi, uwagi na to, że dobro czy piękno to już są potężne syntezy wynikające z uprzedzających je dużo prostszych równań związanych z równaniem K pana Alberta Einsteina. Ono wygląda na proste, ale jest wynikiem bardzo złożonych przebiegów matematycznych, które doprowadziły do tego równania. Być może piękno i dobro są czymś podobnym do K, są wynikiem zaawansowanej matematyki idei.
I kiedy przyglądamy się tym, to dlatego wydaje nam się bardzo trudne dojście do konstatacji, że te, że świat idei, takich jak piękno i dobro, istnieje niezależnie od wszystkiego i że one są wieczne, trwałe. No bo przecież wiadomo, że jeden to jeden, równa się to równa się zero, to zero – to są naprawdę idee matematyczne, które muszą istnieć. Natomiast piękno – jak można mówić o pięknie czy o dobru, jeśli one są strasznie relatywne, prawda?
Jeśli lwica zabija antylopę i my to widzimy na naszych oczach, to odczuwamy to jako coś złego, jako akt barbarzyński, prawda? Jest życie odbierane przez jedno stworzenie drugiemu stworzeniu. Dlaczego jest cierpienie?
Widzimy to cierpienie, więc no, jest w nas może być, może czasami, niezgoda i odczuwamy, że to nie jest akt dobra, to jest akt zła. Ale kiedy zobaczymy, że ta sama lwica karmi tę antylopę swoimi dziećmi, ma kociąt, rozczulamy się, takie słodkie te małe lewki, małe lwice, prawda? No to powiemy, że to jest dobre, prawda?
Bo inaczej te małe lwiątka umarłyby z głodu. No, mamy kłopot z pojęciem dobra w tym ujęciu, dlatego że patrzymy już na bardzo złożony ekosystem, może nie ekosystem, bardzo złożoną sytuację, która wynikła z sytuacji dużo prostszych w wyniku tych działań, idei, prawda, tych równań, które doprowadziły do tego, e. c.
k. w. , prawda?
Patrzymy na pasożytów. Pasożyty zwierząt drapieżnych są pasożytami zwierząt roślinożernych. Zwierzęta drapieżne nie potrafią wytwarzać bardzo wielu substancji, które są niezbędne do życia.
Te substancje są wytwarzane przez zwierzęta roślinożerne, a z kolei zwierzęta roślinożerne są pasożytami roślin. Dopiero rośliny wytwarzają wszystko same. Wszystkie substancje niezbędne do życia są przez rośliny wytwarzane samodzielnie.
Nie są im potrzebne do życia już żadne inne żywe stworzenia. Rośliny robią same wszystko, korzystając wyłącznie z tlenku węgla. Mówię o tych roślinach, najpowszechniej nam znanych, prawda?
Z tlenku węgla, zawartego w powietrzu. Głównie tam jest węgiel im potrzebny, ze światła słonecznego, z fotonów, które dostarczają odpowiedniej energii. Są wiązane później te fotony w cząstkach należących do roślin.
No i z soli mineralnych, ciągniętych razem z wodą z ziemi. Czyli wydaje się, że te rośliny, które są na samym początku istnienia życia, chociaż tak naprawdę nie – no bo ciągle zapominamy o tym życiu jednokomórkowym, które było wcześniej – no ale załóżmy, że one już są takie podstawowe, te rośliny. Czy one już nie są złe, prawda?
Czy nie istnieje wśród w świecie roślin pojęcie zła? Przecież rośliny konkurują ze sobą. To wiedzą wszyscy rolnicy, wiedzą wszyscy ogrodnicy, że w świecie roślinnym istnieje konkurencja, istnieje zaborczość, prawda?
Tam, gdzie pojawia się jedna roślina, już może nie przetrwać inna roślina, albo nie wyrosnąć inna roślina, prawda? Tam, gdzie rosną trzy, zabraknie być może wody dla jednej z nich, zabraknie być może światła dla jednej. Ona umiera.
Czy w takim razie dobrym jest wzrost, prawda? A może wzrost to wzrost, życie to życie, a dobro jest rzeczywiście zależne już od punktu widzenia, jest relatywne i bodaj zawsze związane ze złem. Zwróćmy uwagę, że ile razy mówimy o dobru, to tyle razy pojawia się biegunowość jako drugi biegun, takie klepsydry, pojęcie zła na przykład.
Cieszymy się, że ktoś osiągnął znakomity wynik na egzaminach wstępnych na studiach i dostał się na te studia, prawda? Ale przecież jego wynik uniemożliwił dostanie się na studia komuś innemu, zwłaszcza jeśli to jest wysoki próg dostania się. Jedna osoba, powiedzmy sobie, dzięki wynikowi 4,5 dostała się, a osoba, która miała też dobry wynik 4,4, już się nie dostała.
Jeden wynik jest dobry, drugi wynik jest dobry; jedna osoba się cieszy, druga osoba cierpi. Dlaczego ta druga osoba cierpi? Bo ktoś okazał się od niej lepszy, prawda?
Cieszymy się, że wygrała nasza drużyna w jakichś tam mistrzostwach, powiedzmy, piłkarskich. Wyobraźmy sobie świat alternatywny, w którym polska drużyna częściej wygrywa w jakichś tam mistrzostwach. Wygranie jakiejś drużyny w jakichś mistrzostwach w jakichś zawodach jest jednocześnie przegraną innej drużyny, czyli dobro, jeśli dobrze je rozumiem.
Jeśli zwycięstwo można identyfikować z pojęciem dobra, to prawda jest bodaj zawsze związana ze złem. Czy mamy tutaj pewną już dużą złożoność tej idei? I nie wiadomo, czy można te idee interpretować w sposób bazowy, w jaki interpretowali pojęcie jedynki, pojęcie zera, pojęcie dwójki.
Na całe szczęście dwójka to są tylko dwie jedynki, nic bardziej skomplikowanego i tak dalej. Skoro mówiliśmy o dobru, czyli katos, tak zwane słynne greckie katos, no to wypada powiedzieć dwa słowa o pięknie. Ale czym jest piękno?
Czy ono jest podobnie relatywne jak dobro, czy bezwzględne? Wydaje się, że piękno jest strukturą, która się nie zawali, prawda? Nie rozpad architektoniczny.
Piękny jest budynek taki, który się nie zawali, prawda? Ale są różne rodzaje piękna w zależności od gatunku, w zależności od tego, w jakiej kulturze wyrośliśmy. To różne rzeczy wydają nam się piękne.
Zadziwiające piękne jest przyciąganie; atrakcja. Jeśli dany krajobraz zapewnia dane, dana przestrzeń to omawiał, omawiał to dokładnie w jednym z odcinków Astrofaz o sztuce i sztucznej inteligencji. Jeśli mamy piękny krajobraz, którym mamy góry, jaskinie, jeziora czy tam akwen jakiś wodny inny, i drzewa, i roślinność, i tak dalej, mówimy, że to jest piękne.
A tak naprawdę jest to poczucie przyciągania, które mówi: zostań tutaj, tutaj masz największe prawdopodobieństwo przetrwania. A dla innego gatunku żyjącego w innych uwarunkowaniach, gdzie sprzyjające mu warunki są inne, piękny będzie zupełnie inny krajobraz. Prawda?
Dla niedźwiedzia polarnego piękne będą przestrzenie pełne śniegu, obszar właśnie taki, gdzie jest dużo kry, dużo lodu i ocean. To będzie dla niego piękne, prawda? Śnieg, który dla człowieka nie jest za piękny, znaczy jest piękny, ale człowiek by nie mówił, że chce tutaj zostać, bo to tutaj mu się podoba.
Prawdopodobnie większość ludzi czułaby się niepewnie w takim otoczeniu wiecznego zimna, prawda? Wiadomo, że są ludzie, którzy żyją w tych obszarach, ale trudno powiedzieć, czy oni, widząc taki obszar, i obszar, gdzie jest ciepło, wybraliby taki obszar właśnie lodowaty. Prawdopodobnie większość, jeśli nie wszyscy ludzie, stwierdziliby, że wybierają ten obszar właśnie ciepły, a nie lodowaty.
To jest inna sprawa. Jeśli jakaś społeczność żyje w danym obszarze z dziada pradziada, z pokolenia na pokolenie, wytwarza się pewna tradycja i pewna inercja związana z pobytem w tym miejscu. No ale wróćmy do naszych idei.
Więc piękno wydaje się podobnie relatywne jak dobro i wydaje się, że nie bezzasadne jest przypuszczenie, że oba te pojęcia, i piękno, i dobro, są wynikiem bardzo złożonych już równań, równań na ideach. Tak, te idee są prawdopodobnie wynikiem pewnych działań, które są przeprowadzone na pewnych prostszych ideach, takich jak wysoko, nisko— to są proste idee, prawda? Daleko, blisko— to są też proste idee.
Symetryczne, niesymetryczne to jest ładna idea, ciekawa. Wzrastające, więdnące i tak dalej. Na przykład Arystoteles, pojęcie sprawiedliwości, czyli pewną ideę dosyć złożoną, z symetrią widzicie, wywiódł ideę złożoną już, sprawiedliwość, z idei prostszej, symetrii.
Jakby no wydaje się, że sprawiedliwość jest czymś więcej niż symetrią, bo to jest— ja się zgadzam z Arystotelesem, że w sprawiedliwości jest element symetrii, ale jest też poczucie domknięcia, poczucie spełnienia. To jest wtedy, kiedy prawda zadziała się sprawiedliwość, czyli wreszcie coś zostało domknięte, coś równanie było niedomknięte i zostało domknięte. Czyli jest to poczucie takie: ach, wreszcie się zamknęło.
Domo zadośćuczyniło, prawda? I to jest sprawiedliwość. Mamy tutaj przykład takiego prostego równania dokonanego na ideach, gdzie mamy, że symetria plus zadośćuczynienie równa się sprawiedliwość.
No proste równanie, prawda? Nie ma odpowiednich znaków do niego. Wyobraźmy sobie, że stworzyliśmy specjalne znaki na symetrię, jeden znaczek na zadośćuczynienie, drugi znaczek, plus, by został plusem, znak równości, by został znakiem równości.
Mamy, by może równa się idei: symetria plus zadośćuczynienie równa się sprawiedliwość. Czyli wracając do naszego pytania podstawowego, jeśli jesteśmy demiurgiem, który ma stworzyć rzeczywistość i wiemy, że zakładamy, iż idee matematyczne istnieją naprawdę, to czy możemy założyć, że świat jak poświęcenie również istnieje, tylko powstaje w wyniku pewnej ewolucji? Może nie do końca idei matematycznych, bo być może nie da się wywieść idei moralnych z idei matematycznych.
Być może potrzebny tutaj jest pewien skok w postaci życia, pewien skok w postaci fazowy, wręcz w postaci powstania świadomości. Ni mniej, te zjawiska, takie jak życie, takie jak świadomość to są rzeczy, które— jakby to ująć— one też są wynikiem prawdopodobnie jakiejś tam ewolucji, istnienia i odkrywania kolejnych, coraz ciekawszych, coraz bardziej złożonych idei. Wydawałoby się, ćwiczenie z uczestnikami pewnego szkolenia, takiego niby korporacyjnego, ale to było takie szkolenie, no można powiedzieć, rozwoju osobowości.
I to ćwiczenie polegało na tym, że ja poprosiłem uczestników, żeby podzieliłem ich na grupy, chyba na dwie, i poprosiłem, żeby każda z tych grup wymieniła jak najwięcej uczuć, które przyjdą im do głowy. Na początku wydawało się uczestnikom, że to jest ćwiczenie proste, że tych uczuć jest mało. Ile można o uczuciach mówić?
Że to jest radość, że to jest smutek, że to jest wstręt, że to jest gniew, że to jest ciekawość i tak dalej. No i że tych uczuć będzie w sumie pi może 10. Okazało się, że ćwiczenie trwało bardzo długo.
Uczestnicy odkrywali coraz więcej, coraz ciekawszych uczuć sprzęgów uczuciowych, na przykład: uśmiech poprzez łzy, na przykład radosna zaduma albo smutna zaduma i tak dalej. To było coraz więcej, coraz więcej. Coraz więcej, koniec końców, zrobiła się niebywale złożona, niebywale piękna paleta różnego typu uczuć, które zostały nazwane przez uczestników, i na końcu tego ćwiczenia atmosfera w sali, gdzie myśmy ćwiczyli, była bardzo podniosła, bardzo taka radosna.
Wszyscy mieli poczucie, że stało się coś niebywale ważnego. Co tam się tak naprawdę stało? Naprawdę były odkrywane, bo przecież nie tworzone, kolejne uczucia, coraz bardziej złożone.
To było troszeczkę tak, jakbyśmy wzięli matematyków, którzy dostają do rąk długopisy czy ołówki i odkrywają coraz bardziej ciekawe, coraz bardziej złożone zależności matematyczne. Tutaj było coś podobnego: uczestnicy odkrywali coraz bardziej złożone, coraz bardziej ciekawe zależności uczuciowe, które przecież to również zawarte są w świecie idei. Być może więc świat idei jest światem podstawowym, światem istniejącym niezależnie od wszystkiego, światem, który się odkrywa, a nie światem, który istnieje jako świat tworzony.
Być może to odkrywanie w jakiś sposób jest aktem kreacji, bo smutne by było, gdyby świat idei po prostu był skończony. Prawda? Być może to świat nieskończony.
Być może te idee się mnożą, mnożą, mnożą same z siebie, wysuwają i dosyć nie mogą do końca, jak pisał pan Leśmian. A świat materialny, jak powiedzieliśmy, jest światem wyobrażonym. Prawda?
Stwórz ide podstawowych, mając nadzieję, że w końcu wyłonią się złożone. Pytanie jest, gdzie i jak. No i tutaj sam siebie zapędziłem w pułapkę i nie wiem, jak z niej wybrnąć, bo wydaje mi się, że jedyną przestrzenią sensowną do stworzenia rzeczywistości jest przestrzeń.
Świat materialny jest światem wyobrażonym, więc jak pogodzić jedno z drugim? Jak pogodzić istnienie budowy rzeczywistości z idei, która to budowa odbywa się w przestrzeni wyobraźni, z tym, że nasz świat materialny jest światem wyobrażonym? Nie mam pojęcia.
Może dowiemy się w następnym [Muzyka] kazaniu.