[Muzyka] Dzień dobry, wita się z wami Marcin Sergiusz Przybyłek. Po małej przerwie, jak zwykle, na początku wielkie podziękowania dla moich patronów i członków tego kanału. Bardzo doceniam wasze wsparcie, a teraz zajmiemy się w ramach kolejnego kazania Kościoła Jedynki znaczeniem PEM.
Czy mózg człowieka stworzył… [Muzyka] No więc odpowiedź krótka na to pytanie brzmi: nie, mózg człowieka, i nie tylko człowieka, wyewoluował w taki sposób, żeby umożliwić człowiekowi przetrwanie w dosyć niebezpiecznym środowisku, dosyć paskudnego klimatu: wiatrów, deszczów, mrozów, upałów, w środowisku, gdzie były drapieżniki, które zagrażały przetrwaniu naszego gatunku, także inne, być może, niebezpieczeństwa, które trudno nam dziś wyobrazić. Prawda? Czy stada wilków polowały na stada ludzkie?
Czy zagrożeniem były jakieś tam kotowate? Prawdopodobnie tak. No, w każdym razie, mózg naszych przodków był skupiony na tym, żeby przetrwać, a nie na tym, żeby odkrywać prawdę o rzeczywistości.
Warto też pamiętać o tym, że my, jako gatunek Homo sapiens sapiens, wyrośliśmy na Ziemi, gdzie mimo tego, co powiedziałem przed chwilą, że były czasy upałów, to mimo wszystko, mimo tych różnic temperaturowych, to nie były naprawdę skrajne temperatury. Jak wiemy, w kosmosie bywają temperatury dużo wyższe i dużo niższe, tak? Nasi przodkowie tego nigdy nie doświadczali: temperatur wybuchających supernowych czy mrozów zera absolutnego.
Również ciśnienia, w których wyrósł człowiek, były umiarkowane. Znaczy, wiadomo, że jedna atmosfera to jest to ciśnienie domyślne, które panuje na Ziemi, prawda? Wszystkie organizmy lądowe przystosowały się do tego ciśnienia.
Różnice w ciśnieniach są niewielkie; nawet te niewielkie różnice powodują, że czasami stajemy się senni albo lepiej się czujemy. To są znowu bardzo niewielkie zakresy różnic ciśnień, podczas gdy w kosmosie ciśnienia potrafią być gigantyczne i bardzo małe. Również, no i koniec końców, promieniowanie, które w kosmosie bywa nieprawdopodobnie silne, prawda?
Nasze słońce generuje gigantyczne ilości jonizującego promieniowania, bardzo groźnego, to u nas na Ziemi, za wyjątkiem tych obszarów podbiegunowych, promieniowanie jest bardzo, bardzo niewielkie. Chyba że przodkowie odkryli jakieś pokłady uranu, wtedy się narażali, ale generalnie trzeba pamiętać o tym, że człowiek, nasi przodkowie, wyrośli w dosyć niebezpiecznym środowisku, które zagrażało ich przetrwaniu, więc ich mózgi skupiły się na przetrwaniu. Natomiast jeśli chodzi o wszelkie warunki takie geofizyczne, to one nie były skrajne.
One wszystkie były umiarkowane. Tak jakby nasi przodkowie żyli… Ciągle żyjemy w pewnej cieplarni, i czego na pewno nie mieli nasi przodkowie? Nie mieli na pewno nadmiaru jedzenia.
No, na pewno, to jest znowu taki kwantyfikator, na pewno. Większość naszych przodków w większości czasu, tego kiedy się rozwijali, kiedy stawali się powoli tym, czym my jesteśmy w tej chwili, miała kłopot z jedzeniem. W ogóle, większość zwierząt ma kłopot z jedzeniem.
Zwróćcie uwagę, że jeśli jakiekolwiek zwierzęta roślinożerne, to większość czasu, które one spędzają, to jest czas żerowania, czas, kiedy jedzą nieustannie. To nie jest tak, że krówka się pasie i pasie się, to jest tak fajnie. Ona je.
Ona je, kiedy obserwujemy jakieś żyrafy czy jakieś tam inne stworzenia, właśnie żywiące się roślinami, to w zasadzie nonstop coś jedzą. Nonstop coś jedzą, przeżywają. Dlaczego?
Bo trzeba zjeść strasznie dużo, żeby wykarmić, zwłaszcza duże organizmy. A jeśli chodzi o drapieżniki, wystarczy spojrzeć na to, czy są one otłuszczone, czy są one wychudzone. Nie ma w środowisku naturalnym zwierząt, które są tłuste, za wyjątkiem tych, które wytwarzają tkankę tłuszczową po to, żeby się chronić przed zimnem, takich jak pingwiny, takie jak foki.
To jest inna para kaloszy, zupełnie inne rozważanie. Natomiast tam, gdzie ta warstwa tłuszczowa nie jest potrzebna do przetrwania, zwierzęta drapieżne są bardzo szczupłe, widać te wszystkie ich mięśnie. Dlaczego?
Dlatego że, tak jak pisze wielu badaczy, one żyją cały czas na lekkim głodzie. Cały czas są, jakby, niedożywione i muszą polować. Polują wtedy, kiedy ten głód im doskwiera.
Za tą tezą, że te zwierzęta ciągle są głodne, przemawia również to, że nie ma w ośrodkach centralnych, ośrodkach nerwowych tych zwierząt drapieżnych, i nie tylko drapieżnych, ośrodka sytości. Tak naprawdę, gdybyśmy dali lwu, czy tygrysowi, czy wilkowi nieograniczoną ilość jedzenia, to te zwierzęta by szybko utyły, dlatego że ewolucyjnie nie było potrzeby, żeby wytworzyć ośrodek sytości, ośrodek dbania o to, żeby nie jeść za dużo. Dlatego też człowiek ma kłopoty z tyciem, bo ewolucyjnie nie wykształcił sobie odpowiednich mechanizmów, żeby nie tyć.
W zasadzie wszystkie zwierzęta dążą do tego, żeby gromadzić zasoby energetyczne właśnie w postaci tkanki tłuszczowej, bo dopóki nie nastała cywilizacja, nie przyszło żadnemu zwierzęciu do głowy, że może być jedzenia za dużo. Więc wracając do naszych przodków, oni nie mieli nadmiaru jedzenia, więc to był stres dla nich na pewno. No i nie mieli też świętego spokoju, który to święty spokój był im zabierany nie tylko przez warunki pogodowe, klimatyczne, ale również przez drapieżniki.
Więc cały czas byli w stresie: stresie głodowym i stresie związanym z zagrożeniem życia przez drapieżniki. Jeśli chodzi o ten czynnik głodowy, to nasz mózg nie musiał jakoś tutaj szybko podejmować decyzji. I od szybkich decyzji naszego mózgu nie zależało przetrwanie.
Człowiek mógł sobie powiedzieć, że idę na polowanie teraz, albo idę na polowanie za godzinę, to nie miało większego znaczenia. Natomiast jeśli chodzi o drapieżniki, atak potencjalnych drapieżników, to już tutaj mózg musiał działać bardzo, bardzo szybko i wyewoluował w taką maszynkę do podejmowania szybkich, dosyć schematycznych decyzji, które są podejmowane przez nas, przez nasz ośrodkowy układ nerwowy, na zasadzie heurystyk, na zasadzie pewnych skróconych ścieżek neuronalnych, pewnych uproszczeń wnioskowania, które są podyktowane ekonomiką myślenia. Można powiedzieć, że nasz mózg zachowuje się w sposób ekonomiczny, czyli nie analizuje każdej sytuacji od A do Z, dokładnie, co jest, co być może i jakie są… Tylko jest przyzwyczajony do szybkiego podejmowania decyzji.
Dlatego, że nasi przodkowie… wyobraźmy sobie taką sytuację: jest noc, nasz przodek oddalił się od stada, żeby zrobić siku. Oczywiście, trochę żartuję, ale wyobraźmy sobie taką sytuację: jest noc, oddala się od ogniska, żeby zrobić siku i raptem słyszy szelest w krzakach, które są w pobliżu. Ten szelest… Być podm wiatru silniejszy, i to może być drapieżnik, który się na niego zaczaił; nocny drapieżnik.
PR. Drpieżniki bardzo często nocą polują, więc co robi mózg naszego przodka? Mózg naszego przodka nie analizuje tej sytuacji od wszystkich możliwych stron i nie zastanawia się, czy to wiatr, czy to gałązka upadła, czy to może jakiś jeżyk tam sobie siedzi, albo zajączek, albo wiewiórka.
Tam może być też drapieżnik. W związku z tym mózg naszego przodka. .
. inaczej, w układzie nerwowym naszego przodka dzieją się dwie rzeczy. Po pierwsze, pojawia się sytuacja stresu.
Nie sytuacja stresu, lecz reakcja stresu, czyli potworny wyrzut adrenaliny, aktywacja układu współczulnego – tej części naszego układu autonomicznego nerwowego, która odpowiada za właśnie podwyższenie ciśnienia tętniczego krwi, za rozszerzenie źrenic, za przyspieszenie akcji serca. To się przydaje wtedy, kiedy mamy uciekać albo walczyć. Więc pojawia się reakcja stresu.
Drga rzecz: pojawia się decyzja o ucieczce, ewentualnie o walce, ale najprawdopodobniej o ucieczce. Walka w pojedynkę z drapieżnikiem, który postanowił się zaczaić na człowieka, nie jest mądrą decyzją. Taki człowiek, który podjął tego typu decyzję, szybką, bezrefleksyjnie, co to mogło być.
. . przypomnijmy: to może mógł być jeżyk, to mogła być wiewiórka, to mogła być gałązka, to mógł być wietrzyk, prawda?
To mogło być odłamanie czegoś, jakiegoś elementu, to mogło być to, że jakaś kiść jagód upadła z tego krzaku, i ta gałązka zadrżała i spowodowała ten szelest. Ten mózg nie analizuje tego wszystkiego, odrzuca te wszystkie opcje, dlatego że najważniejsza jest opcja przetrwania. Najważniejsza jest opcja, że tam może być drapieżnik.
W związku z tym, pal sześć licho wszystkie inne możliwości, te wszystkie inne ewentualności. Najważniejsze jest przetrwać, czyli uciekamy. Uciekamy i co się działo w toku ewolucji?
Mózgi posiadaczy mózgów, które podejmowały w ten sposób decyzję, szybko, zdecydowanie na zasadzie „mam przetrwać, czyli uciekam”, te posiadacze tych mózgów mieli szansę przekazać swoje geny dalej swojemu potomstwu. I w ten sposób, ewolucyjnie, pokolenie za pokoleniem, wzmacniały myślenie, decydowanie na zasadzie „tam jest drapieżnik, uciekaj, nie analizuj, nie analizuj, nie ma na to czasu”. Dodatkowo nasz mózg, czy już tutaj bardziej nasza psychika, współpracuje z mózgiem, który oczywiście nie jest prawdziwy.
Przypomnijmy sobie, że rzeczywistość per se nie wygląda. Ta rzeczywistość, w każdym razie cząstek atomów, cząstek subatomowych, to wszystko nie ma wyglądu. Wygląd jest rzeczą nadaną przez naszego wewnętrznego obserwatora.
Bardzo ciekawa w ogóle rzecz: przypomnijmy, że wszystko to, co widzimy, to co słyszymy, to co czujemy węchem, i tak dalej, wszystkie te doznania to jest obszar, nie fizykalny. Bardzo ciekawy, ta rzeczywistość, którą obserwujemy, nie ma wyglądu, natomiast wygląd jest generowany przez wewnętrznego obserwatora. Strasznie ciekawa rzecz.
No, ale to o tym mówiliśmy już wiele razy podczas poprzednich kazań, być może znowu będziemy mówić. A teraz wróćmy do obrazu, który nie jest prawdziwy, ale który umożliwia przetrwanie. Na przykład widzenie różnych kolorów.
Umożliwia nam znalezienie owoców, co jest bardzo ciekawe. Kolor czerwony zaczęliśmy widzieć skutkiem pewnego przypadku, kiedy pewien wirus zagnieździł się w naszym genomie, w pobliżu genu kodującego jedną z opsyn. Wtedy mieliśmy dwie opsyny.
Nasi przodkowie mieli tylko dwie opsyny, czyli mieliśmy czopki reagujące na dwa rodzaje fal elektromagnetycznych. Ten wirus przeniósł, skopiował ten gen kodujący jedną z tych dwóch opsyn, powstały przeniósł, to zaimplementować, któryś z tych genów lekko zmutował. W ten sposób powstały trzy opsyny, czyli zaczęliśmy widzieć trójkolorowo.
Tak czy owak, no i wtedy zaczęliśmy lepiej widzieć kolor, zaczęliśmy widzieć kolor czerwony, zaczęliśmy widzieć lepiej owoce. A to było mniej więcej w tym samym czasie, kiedy straciliśmy umiejętność wytwarzania witaminy C, co się stało, co się zbiegło dosyć sympatycznie, bo zrobiliśmy sobie outsourcing witaminy C i pobieraliśmy po prostu z zewnątrz. Prestaliśmy tracić energię na wytwarzanie tej witaminy C, co jest też bardzo ważne.
No, tak czy owak, widzenie różnych kolorów ułatwia nam przetrwanie. Dlaczego nie widzimy ultrafioletu? No, bo to nie jest nam tak bardzo potrzebne.
To jest potrzebne owadom, które różnicują rośliny, bo tam rzeczywiście te rośliny potrafią inaczej wyglądać w ultrafiolecie. Nie widzimy podczerwieni, to też nam nie jest tak bardzo potrzebne. Podczerwień to jest ciepło; mamy receptory ciepła na skórze, więc nie musimy koniecznie czuć, widzieć podczerwieni, żeby czuć ciepło.
Co prawda, gdybyśmy widzieli podczerwień, to nasi przodkowie łatwiej by widzieli drapieżniki skradające się nocą. Cóż, jakoś przetrwali bez tego. Różne rodzaje wibracji nazywamy w naszym konstrukcie rzeczywistości, w naszym krajobrazie, różnymi wibracjami w pewnym zakresie, i ten zakres właśnie umożliwia przetrwanie.
Usłyszymy łamanie gałązki przez tygrysa skradającego się do nas w lesie, usłyszymy jego ryk, usłyszymy jego sapanie. To wszystko słyszymy. Czego nie słyszymy?
Nie słyszymy ultradźwięków To jest złe, bo nie czują bólu. Więc ból jest bardzo ważną rzeczą, która chroni nas przed uszkadzaniem własnego ciała, czyli to jest pewien mechanizm, dzięki któremu my dbamy o własne ciało. Gdyby nie ból, to moglibyśmy o nie nie dbać.
Zresztą polecam wam taką książeczkę pod tytułem "Nieustraszony". Ona opowiada o Adamie, to był operator właśnie tej formacji superżołnierzy SS-ów. Zresztą dostał się też do tej superhiperformacji SS-ów DEVG i był to jedyny przypadek operatora, który zdał egzamin DEGU, który jest piekielnie ciężki.
Już bycie, zostanie siłą, zostanie jakby nadczłowiekiem, zostanie operatorem, zostanie nadczłowiekiem. Został tym nadczłowiekiem bez jednego oka, on wskutek podczas ćwiczeń został trafiony amunicją ćwiczebną. Operator, który z jednym okiem potrafił robić wszystko to, co robili robią operatorzy DEGU z dwojgiem oczu.
Był to człowiek, który, jak się śmiali jego znajomi z formacji oraz jego rodzina, on nie czuł bólu. Znaczy ja myślę, że Adam Brown czuł ból, ale w bardzo, bardzo, bardzo ograniczonym zakresie. Dlatego też, kiedy na przykład kazano im zbiegać ze zbocza, to on się staczał z tego zbocza, nie czuł tego, że ranią go te skały, plecy i wszystkie inne kości.
Wtedy, kiedy okazało się, że coś jest nie tak z jego stopami, okazało się, że on ma dużo kości połamanych w obu stopach i tam dwie mu odjęto z każdej stopy, jeśli dobrze pamiętam. Nie czuł tego, że coś jest nie tak z tymi kośćmi. Wiele przypadków, wiele jakby dowodów jest na to, że Adam Brown miał ograniczone czucie bólu, w związku z tym lekko mu przychodziło znoszenie wszelkich niewygód, nawet wtedy, kiedy.
. . No to nie jest tajemnica w tej książce, to nie jest spoiler, że Adam Brown zginął podczas jednej z operacji w Afganistanie.
Nawet wtedy, kiedy już umierał, trafiony wielokrotnie w brzuch pociskami, to mówił, że nic mu nie jest, nic mu nie jest do samego końca. No więc ból jest tym mechanizmem, który każe nam dbać o siebie, więc czujemy ten ból, czujemy wonie, dzięki czemu jemy rzeczy świeże. Czujemy, że one są świeże i dobrze pachną, i odczuwamy wstręt wobec rzeczy niejadalnych, czy zepsutych, czy w ogóle jakichś tam innych paskudów.
Więc tak wygląda nasza rzeczywistość. Ta rzeczywistość wytwarza nasz układ nerwowy. Znowu nie służy odkrywaniu prawdy i nie służy poznawaniu prawdy, służy tylko jednemu: temu, żebyśmy przetrwali.
Dodatkowo, SPR, zależnie od klimatu, wytworzymy pewne normy i założenia co do tego, co jest normalne, co jest prawdopodobne, co jest nieprawdopodobne. W związku z tym, że widzimy zwierzęta przemieszczające się z stosunkowo niewielkimi prędkościami, nawet gepard, ten najszybszy ssak. .
. No co, on tam może biec jakieś 100 km na godzinę, jeśli się nie mylę? Nie więcej!
Więc nie doświadczamy niczego takiego jak dylatacja, nie wiemy o tym, że czas może zwalniać czy przyspieszać w zależności od tego, czy poruszamy się szybko, czy powoli. Poruszamy się z tak małymi prędkościami, że nie wytworzyliśmy intuicyjnego pojęcia normy dla tego, że czas zwalnia. Gdybyśmy byli istotami, dla których normą by było to, że poruszamy się czasami z prędkością podświetlaną, to byśmy mówili: "Mama, dzisiaj wychodzę do szkoły, ale będę wracał bardzo szybko, i dlatego dla ciebie, żeby tutaj niczego nie zepsuć, i tam, jak będę wracał, to jeszcze będę coś tam robił po drodze, ale będę wracał bardzo szybko, bo muszę".
Nie wiem, dlaczego tak by musiało być, ale załóżmy, że ten nasz chłopiec idący do szkoły ma jakieś uzasadnienie; w związku z tym, dla ciebie, wrócę za dwa dni, prawda? A mama była: "Dobra, okej, to za dwa dni zrobisz mi kolację". Więc rozumiecie, gdyby taka rzeczywistość była, to normą byłoby to, że rozumiemy, że czas potrafi biec z różnymi prędkościami.
Wtedy w takim świecie nie byłoby żadnym szokiem odkrycie Alberta Einsteina, który skonstruował szczególną teorię względności, że czas może ulegać jakby kurczeniu, rozszerzaniu się i tak dalej. Byłaby to norma, również gdybyśmy. .
. w świecie, w którym moglibyśmy osiągać takie prędkości od czasu do czasu, kiedy się spieszymy do szkoły czy do pracy, wtedy wiedzielibyśmy, że każdy obiekt, który porusza się szybciej, ulega spłaszczeniu, widmo widzialne jego kolorów przesuwa się w stronę niebieską, natomiast zwłaszcza, kiedy się zbliża do nas, prawda? A kiedy się oddala, to się wydłuża i robi się czerwony.
I to byłoby normalne. "Wczoraj strasznie niebieski, musiałeś się strasznie spieszyć", prawda? A jak się wczoraj oddalał ode mnie, to się robiłeś strasznie czerwony.
Musiałeś mieć jakieś pilne sprawy. Więc to by były rzeczy intuicyjnie przez nas oceniane jako normalne, jako zwykłe, prawda? Ale my nie żyjemy w takiej rzeczywistości.
Dla nas jest nienormalne, że czas może zwalniać albo przyspieszać. Nienormalne jest spłaszczanie się obiektów czy ich wydłużanie. Nienormalne jest przesuwanie kolorystycznego w tę czy w tamtą stronę w zależności od tego, czy obiekt się do nas zbliża, czy oddala.
Więc wychowani jesteśmy przy średnich prędkościach, przy średnich temperaturach, przy średnich ciśnieniach. Tymczasem, tak jak mówiłem, kosmos to prawdziwa rzeczywistość, nie ta bańka, w której żyjemy, ziemska, przykryta ciepłą ziemską atmosferą, ale prawdziwy kosmos, na zewnątrz naszej ziemi, to jest miejsce olbrzymich prędkości, olbrzymich ciśnień, prawdziwych katastrof. Nasze słońce to jest jedna wielka przemieszczająca się przez galaktykę katastrofa.
Przecież to jest wybuch termojądrowy, który tylko dlatego się nie rozpada na zewnątrz w postaci gigantycznej bomby, że jest ściągany grawitacyjnie i ciągle jest ten balans między ciśnieniem wytwarzanym wewnątrz słońca i ściągającym to wszystko grawitacją. To jest katastrofa, która sieje po całym kosmosie nieprawdopodobnym wiatrem słonecznym. Są wyrzuty z tego słońca, niebezpieczne, są czarne plamy, które sieją dużym promieniowaniem, nagrzewają ziemię, potrafią zdmuchnąć.
Ten wiatr słoneczny potrafi zdmuchnąć atmosferę. Co się stało z Marsem? To są prawdziwe katastrofy.
My, nasze mózgi, które wyewoluowały pod tą, tak jak powiedziałem, kołderką naszej atmosfery, w płaszczu pola magnetycznego, które jest wytwarzane przez jądro naszej ziemi, w związku z czym to promieniowanie kosmiczne, promieniowanie naszego Słońca, nas omija i powoduje, że ten płaszcz, tego kokonu, tego pola elektromagnetycznego powoduje, że żyjemy w ogóle, że życie na ziemi jest możliwe. Więc to wszystko spowodowało, że pewne rzeczy uważamy za normalne, pewne rzeczy uważamy za intuicyjnie dziwne albo niemożliwe. I na tym polega problem, że kiedy weźmiemy teraz wszystko do kupy, co powiedziałem, że nasz mózg wyewoluował do stresu, wyewoluował do szybkiego podejmowania decyzji, nie wyewoluował do analizowania, to jest z punktu widzenia przetrwania, nie tak bardzo potrzebne.
Może później, w późniejszym okresie, jak człowiek zaczął robić wynalazki, wynalazł koło, odkrył, jak się można rozniecać ogień, zrobić koło garncarskie. Wtedy być może zaczęły się aktywować te części jego mózgu, które do tej pory nie były mu potrzebne i od tej pory być może rozpoczął się pewien mozolny, powolny proces, także ewolucyjny, w którym te części mózgu, które są potrzebne do analizy, do rozpatrywania danych zjawisk w szczegółach, być może to wtedy się zaczęło dopiero rozwijać. Ale przedtem jest 300 000 lat, albo i więcej ewolucji, więcej, więcej, dużo więcej, co ja mówię, ewolucji naszego ośrodkowego układu nerwowego, który nie był przeznaczony do analizowania, tylko do przetrwania.
Więc co z tego wszystkiego wynika? My, mając te nasze biedne mózgi, które wyewoluowały na Ziemi przy średnich temperaturach, średnich prędkościach, średnich ciśnieniach, przy tym, że czas biegnie ciągle tak samo, przy tym, że mamy podaną pewną mapę rzeczywistości składającą się z kolorów, dźwięków i tak dalej, które tak naprawdę nie istnieją, przy tym, że nasi przodkowie musieli ciągle szybko podejmować decyzje, żeby przetrwać i nie mieli czasu na analizy, to my teraz dosyć się męczymy, próbując dociekać, jak rzeczywistość naprawdę wygląda. Dlatego właśnie takim szokiem była szczególna teoria względności Einsteina, który powiedział, że czas zwalnia, ogólna teoria względności, która powiedziała, że przestrzeń jest krzywa.
To był szok, prawdziwy szok. Dlaczego to był szok? Dlatego że nasz mózg nie wyrósł w takiej rzeczywistości, nie jest ewolucyjnie przystosowany do rzeczywistości, w której przestrzenie są krzywe, a czas może zwolnić.
Później mechanika kwantowa pokazała, że świat jest jeszcze dziwniejszy, opierający się na probabilistyce, że są, ale ich nie ma, że są jednocześnie falami, jednocześnie cząstkami. A my jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że jak coś jest, to jest. Jak jest kamień, to on po prostu jest, jest materialny, jest dotykalny.
W związku z tym, jak może być, że to jest raz kamień, a raz fala kamienna, która dopóki jej się nie przyjrzymy, to w żaden sposób nie zmieni swojej charakterystyki, ciągle będzie falą i będzie tylko prawdopodobne? Gdzie jest, ale gdzie jej nie ma? Te wszystkie rzeczy są dla nas cholernie nieintuicyjne.
Dlaczego? Bo nasze mózgi wyewoluowały w takim, a innym środowisku i uznały za normalne rzeczy, które do tej pory widziały, które do tej pory spostrzegały, i uznają za nienormalne, za karkołomne pewne idee, które ich nie otaczały. W związku z tym, jak dociekać prawdy, jak szukać prawdy?
No, przede wszystkim podważać. No, może nie nieustannie, ale podważać, uczyć się, podważać to, co jest oczywiste, to, co jest aksjomatem, to, co jest już wyuczone. Tak jak powiedział Richard Feynman, bardzo fajnie powiedział, że są ludzie wyedukowani, których edukacja polega na tym, że oni nauczą się czegoś na uczelni, a później wierzą w to, czego się nauczyli i robią jeden błąd, mianowicie nie podważają tego, czego się nauczyli.
A nauka cały czas idzie do przodu i odkrywanie prawdy cały czas idzie do przodu i niestety nawet to, czegośmy się nauczyli w najlepszych, najbardziej nobliwych uczelniach, wcześniej czy później się albo dezaktualizuje, albo dokładane są pewne cząstki, które powodują, że to, czegośmy się nauczyli, już jest nie do końca prawdą, nie pewną prawdą, albo prawdą tylko w pewnym ograniczonym zakresie. Na przykład mnie na studiach medycznych uczono, że tłuszcze zwierzęce są złe, masło jest złe, smalec jest zły, natomiast dobre są margaryny. Dzisiaj już wiemy, że jest dokładnie odwrotnie.
Mnie tego uczono na poważnej uczelni, na Akademii Medycznej Warszawskiej, na wydziale drugim lekarskim. Uczyli mnie tego bardzo poważni panowie profesorowie, panie profesorki, tymczasem to jest nieprawda, nauka poszła do przodu. Więc Feynman mówi o tym, że osoba wyedukowana, osoba światła powinna tylko jakby pamiętać to, czego się nauczyła, nie tylko stosować to, czego się nauczyła, ale także poprzez pewną pokorę, poprzez pewną świadomość rozwoju wiedzy, podważać to, czego się nauczyła.
No i przede wszystkim także szukać pewnych szaleństw, tak jak nie pamiętam, kto do kogoś w środowisku fizyków, jeden fizyk powiedział do drugiego: "To, co pan proponuje, jest szalone, ale nie mamy czy jest dostatecznie szalone, żeby stać się nową teorią wszystkiego. " Więc życzę nam wszystkim, mnie również, żebyśmy mieli umiejętność podważania oczywistości, podważania pewnych norm i szukania dalej, i dalej, i dalej, nawet kosztem tego, że ktoś może od czasu do czasu powiedzieć: "Chłopie, ale się zapędziłeś. " Prawda, chłopie?
No cóż, czasami trzeba się zapędzić, czasami trzeba przesadzić, żeby być może odkryć coś ciekawego. Amen.