[Muzyka] Dzień dobry! Witajcie się z wami Marcin Sergiusz Przybyłek. Na wstępie, jak zwykle, bardzo dziękuję moim patronom i członkom tego kanału.
Bardzo doceniam wasze wsparcie, a teraz przechodzimy do punktu głównego, czyli drugiego kazania Kościoła Świętej Jedynki i jej znaczenia. Celem wstępu przypomnę, że w tej naszej zabawie Kościoła Jedynki chodzi o to, żeby zwrócić uwagę na istnienie dwóch bytów, które wydają się krążyć wokół siebie jak dwie łzy symbolu Jin Yang. Tymi dwoma bytami jest byt konstruktu – ja nazywam to konstruktem, czyli byt, który być może daje się sprowadzić do symboli matematycznych, czyli na przykład do jedynki.
A druga część istnienia to istnienie znaczeniowe, które nie daje się sprowadzić do postaci matematycznej. To istnienie jest właśnie w warstwie znaczeniowej; nie ma z tym związanej obecnej ani fizyki, ani systemu jakiegoś takiego leksykalnego, jakiegoś języka, chociaż tak naprawdę cały czas używamy języka, prawda? Tylko że nie matematycznego.
Więc tak naprawdę ciągle operujemy językiem, który nazywamy znaczeniem, ale jest to niezwykle trudne do ujęcia od strony naukowej. W ogóle nie wiadomo, czy ta warstwa znaczeniowa jest możliwa do ujęcia od strony naukowej, ponieważ nie posiada to żadnego RAM, nie posiada to żadnego systemu logicznego. Być może ten obszar znaczeniowy, o którym mówię, nie podlega systemowi logicznemu, z tym w związku z tym nigdy nie będzie możliwy do opisania w ten sposób.
Tak, no natomiast to było w kwestii przypomnienia, że ten Kościół Jedynki i jej znaczenia. Ważne tutaj są oba człony tej nazwy, czyli i j – czyli element konstruktu, o którym oczywiście będę dużo więcej mówił w następnych kazaniach, oraz element znaczeniowy, czyli coś, co jest ponad tym konstruktem, co nadaje temu konstruktywowi sens. A teraz przechodzimy do kolejnego elementu naszych rozważań, czyli do zera.
Zero jest fascynującym bytem tylko ze względu na to, że to jest fascynująca liczba, która wcale od początku istnienia matematyki nie powstała. Ona powstała w pewnym momencie i bardzo ułatwiła wszystkim życie. Starożytni Rzymianie nie znali zera i mieli w ogóle bardzo, bardzo dziwny system.
Ich system matematyczny, tych wszystkich symboli X-ów i V, był dosyć trudny. No i nie mieli zera. Więc zero jest nie tylko fascynujące z punktu widzenia tego, jaką jest liczbą, ale z punktu widzenia tego, co ono oznacza.
Bo tak jak mówiłem, skupiamy się i na jednym, i na drugim, czyli i na konstrukcie, i na znaczeniu. Więc zero to teoretycznie nic, tak? Przy czym od razu wrzucę wam pewną myśl do głowy, do koszyka: Czy jeśli mówię o wielbłądach, że jest jeden wielbłąd, to jest jeden bizon?
A teraz powiem o zerze wielbłądów i o zerze bizonów. I moje pytanie przewrotne: ja wiem, nie jestem matematykiem, mogę takie pytanie zadawać. Czy zero wielbłądów i zero bizonów to jest to samo zero?
Moim zdaniem i tak, i nie. Czyli teoretycznie biorąc, patrzę na pusty i nie widzę ani wielbłąda, ani bizona. Wszystko jedno, czy tam nie ma wielbłąda, czy tam nie ma bizona.
Z drugiej strony, kiedy mówię o tym, że interesuję się wielbłądami i przed chwilą tutaj był jeden wielbłąd, a teraz nie ma wielbłądów, to z punktu widzenia semantycznego, czyli znaczeniowego, moje zero wielbłądów jest naprawdę czymś innym od sytuacji, kiedy mówię, że interesuję się bizonami. Jestem w puszczy, czy gdzieś tam w amerykańskiej, czy na tych pustkowiach amerykańskich i mówię, że interesuję się bizonami; tutaj nie widzę żadnego bizona. Od strony semantycznej jedno i drugie zero różni się radykalnie, prawda?
Od strony syntaktycznej, czyli od strony samego symbolu tego matematycznego, oczywiście te zera są też same. Natomiast od strony znaczeniowej one się bardzo różnią. W dodatku, kiedy jest ta jedynka, prawda?
Kiedy mamy jeden wielbłąd, to ten jeden wielbłąd nie może być już jednym bizonem, bo widzimy konie. Tak samo jeden bizon nie może być jednym wielbłądem; to jest albo to, albo to. Natomiast zero ma tę przewagę nad jedynką, że ono może być i tym, i tym jednocześnie.
Od strony semantycznej zero wielbłądów to nie jest zero bizonów, ale od strony syntaktycznej zero wielbłądów to jest zero bizonów. Fascynujące są działania na zerze; kilka z nich przebiega gładko, przebiega bardzo dziwnie. Matematycy mówią, że to działanie jest niedozwolone, ale ja bym się nad nim pochylił jednakowo.
Więc co przebiega dobrze z zerem? No, przebiega dobrze dodawanie. Tak, 7 plus 0 równa się 7, bez problemu można przeprowadzić takie dodawanie; to jest dodawanie niczego.
Tak, 7 wielbłądów plus 0 wielbłądów równa się 7 wielbłądów. Odejmowanie też jest spoko, tak? Czyli mamy 7 wielbłądów, odejmuję 1 wielbłąda i mam 6 wielbłądów.
Nie będziemy w tej chwili odejmować od zera 7, bo wyjdzie nam dług; wyjdzie nam minus 7 wielbłądów, co jest już trochę dziwnym bytem w świecie rzeczywistym, bo co to znaczy minus 7 wielbłądów, prawda? Oczywiście, można to przetłumaczyć na dług, czyli pożyczyłem; w tej chwili w minusie. Ta część liczb ujemnych jest fascynująca również z pewnego punktu widzenia, bo gdyby je ująć na osi liczbowej, tej osi X, czyli po lewej stronie mamy liczby ujemne, po prawej stronie mamy liczby dodatnie i mamy zero, które je oddziela, to jest jeszcze coś ciekawego, co bardzo się wyłania tutaj.
Bo okazuje się, że to zero to niby jest nic, ale ono jest w bardzo konkretnym miejscu. Ono oddziela liczby dodatnie od liczb ujemnych i na tej osi liczbowej ono jest w tym nieskończenie, nieskończonym, nieskończonym cienkim miejscu. Podkreślamy to nieskończenie cienkie miejsce.
Nawet gdybyśmy mieli nieprawdopodobnie czuły mikroskop i szukali tego miejsca na tej osi, to nie znajdziemy ostatecznie tego miejsca, gdzie jest zero. Podobnie zresztą jak każdej innej liczby, tak? Przy takim podejściu konkretnym, gdzie jest J?
Gdzie jest D na osi liczbowej? Gdybyśmy do tego podeszli z punktu widzenia takiego badacza z mikroskopem, szukającego właśnie tego konkretnego miejsca, to go nie znajdzie, bo to jest w matematycznym punkcie, a matematyczny punkt jest bezwymiarowy. Podobnie to zero jest bezwymiarowe, więc jego tam fizycznie nie ma, ale matematycznie ono jest jak cholera.
Okazuje się raptem, że to zero, które oznacza nic, jest. . .
I pełni nieprawdopodobnie ważną rolę liczbową, bo na prawo od niego są liczby dodatnie, na lewo od niego są liczby ujemne. Co mi się z tym kojarzy, to powiem za chwilę. Ale wróćmy do działań.
Możemy przez zer też mnożyć. Mnożenie przez zero jest cokolwiek głupie, bo S wielbłądów pomnożony przez zero daje zero. Nie bardzo umiem sobie tego wyobrazić i jakim cudem te wielbłądy znikają, kiedy pomnożymy przez zero.
No, ale po prostu nie w mnożeniu, już nie mnożymy. Mnożenie jest inne dodawania pod tym względem, że w mnożeniu wchodzi jakaś potencjalność tych wielbłądów, prawda? Czyli potencjalne S wielbłądów pomnożone przez zero daje zero, tak?
Bo nie chcemy tym zwierzętom robić krzywdy. Największy, oczywiście, problem pojawia się wtedy, kiedy dzielimy przez zero. Zero można przez coś podzielić, zero podzielone przez S.
Tutaj posiłkuję się taką genialną książeczką, którą wszystkim wam polecam bardzo, bardzo mocno. Ja ją przeczytałem z wypiekami na twarzy. To jest "50 teorii matematyki, które powinieneś znać" autorstwa Tonego Krille.
Wspaniała książka. No i wracając do tego dzielenia, to 0 podzielone przez S to jest, czyli z tego wynika, że pomnożenie na krzyż prowadzi do równania 0 równa się 7, a z czego wynika, że A musi być równe 0. Czyli ma to jakiś tam sens.
Natomiast problem pojawia się wtedy, kiedy zaczynamy dzielić coś przez zero. Przejdźmy do tego dzielenia przez zero. Wyobraźmy sobie równanie 0 = B.
Po przemnożeniu mamy, że 0 × B równa się 7, a wiemy, że jeśli B jest dowolną liczbą, jakąkolwiek liczbą, to po przemnożeniu przez 0 wyjdzie nam 0. I wyjdzie nam z tego równania, że 0 równa się 7. Tak, jeśli podstawimy pod to równanie dowolną inną liczbę, czyli 1000 podzielone przez 0 równa się B, albo 1 250 822 podzielone przez 0 równa się B, to okaże się, że po przeobrażeniu tego równania będziemy mieli, że 0 może się równać dowolnej liczbie, co jest bardzo, bardzo dziwną rzeczą.
Więc matematycy mówią, żeby po prostu tego nie robić. Bzdura. A ja się zastanawiam, czy nie ma w tym jakiejś głębszej tajemnicy.
Problem dzielenia przez zero próbował rozwiązać dwunastowieczny hinduski matematyk Brahmagupta, który zauważył taką rzecz, że jeśli dzielimy daną liczbę przez małą liczbę, to nam wychodzi liczba duża. Czyli na przykład, względnie małą liczbę, prawda? Bo to jest 1 C, to jest 70, a 7 dzielone przez 1 set to jest 700.
Tak, czyli przez im mniejszą liczbę dzielimy jakąś liczbę, tym nam wychodzi większa liczba w wyniku, prawda? Bo to jest tak, jakbyśmy szukali coraz mniejszych całostek liczby, prawda? Dzielimy na coraz mniejszą liczbę, czyli szukamy liczby, która odpowiada liczbie tych coraz mniejszych całostek w tej liczbie, którą dzielimy.
Najmniejszą możliwą do wyobrażenia liczbą jest liczba zero. W związku z tym można by założyć, według Brahmagupty, że kiedy już dojdziemy do takiego malutkiego, malutkiego ułamka na tej osi, właśnie pomiędzy jedynką a zerem, już tak będącego blisko zera, to wreszcie wskakując w to miejsce zera, to nie dostaniemy już jakiejś tam olbrzymiej, olbrzymiej liczby, tylko otrzymamy nieskończoność. No, ma to sens.
Jest to bardzo ciekawe stwierdzenie. Oczywiście matematycy nie lubią nieskończoności w tak ujętej, bo to to jest nieprawda, że nie lubią w ogóle nieskończoności. Byłem kiedyś na wykładzie o nieskończoności, gdzie tam usłyszałem, że jest ich kilka.
To było fascynujące. Oczywiście nie jestem w stanie zrekapitulować go teraz tutaj, natomiast nieskończoność to już jest coś, co zahacza o jakąś tajemnicę. I co jest bardzo ciekawe, ja bym nie odrzucał jako laik tej nieskończoności jako kolejnego problemu matematycznego, który jest niewygodny, w związku z tym należy o nim zapomnieć.
Ja bym raczej przytulił tę nieskończoność, podobnie jak stwierdzenie, że zero może być każdą liczbą. Jeszcze dziwniejszy być może równaniem jest 0 dzielone przez 0 równa się C, bo wtedy dowiadujemy się, że tak naprawdę zero może być dowolną liczbą. Znaczy to, to jest mniej więcej to samo, co mówiliśmy przed chwilą, ale to jest, no, jeszcze bardziej zastanawiające, że no, jak to, no, 0 podzielone przez 0 równa się C.
Z czego wynika, że 0 równa się 0 i może być dowolną liczbą. No, jest pewna tajemnica w zerze związana właśnie z tym, że ono może być czymkolwiek, przy założeniu, że jednak dopuszczamy te dziwne równania, czyli dzielenie przez zero. Przy tym założeniu, że zero wielbłądów, zero bizonów to jest rzecz dopuszczalna, że nie jest to rzecz niedopuszczalna.
Tak jak jeden wielbłąd to nie jest to samo co jeden bizon, tak zero wielbłądów i zero bizonów to jest punkt widzenia. Widzimy, że zero nie tylko może być zerem wielbłądów i zerem bizonów, ale też może być zero dowolną. Księga wyraźnie napisane, że zabronione jest tego typu działanie i koniec.
Po co w to brnąć? Ale ja nie jestem naukowcem, ja jestem tylko pisarzem, wizjonerem. Mnie to fascynuje i powiem wam dlaczego.
Istnieje takie pojęcie mistyczne, filozoficzne, jakim jest Mundi, czyli oś świata, oświata, drzewo poznania. Mówiłem już o tym troszkę przy moich wystąpieniach tutaj w YouTubie. To jest bardzo często rzecz przedstawiana jako słup.
Najważniejsze jest ten pień, w zasadzie, bo to korona tego drzewa jest bardzo nieduża. Jak zajrzycie do tych naprawdę starych przedstawień graficznych tego drzewa poznania, nie tych współczesnych, takich wymyślonych przez artystów, którzy to drzewo poznania przedstawiają jako taki rozłożysty dom czy jesion, tylko tych starych, to zauważycie, że tam jest gnie. Ten słup, ta oś, można powiedzieć.
Zresztą nazwa AIS, AIS jest bardzo ważna. AIS Mundi, oś świata według arów, takiego plemienia australijskiego. Oś świata Akis Mundi to jest to filozoficzne miejsce, w którym powstaje czas.
Powstaje przeszłość i przyszłość. Jest generowane wrażenie czasu, generowane wrażenie tego, co będzie, tego, co było. Wiem, że to może zabrzmieć jako taki już daleki skok.
Pseudofilozofię, ale w końcu mamy kościół. Czyli możemy sobie tutaj szaleć, bo w różnych wyznaniach jest mnóstwo różnych sprzeczności, więc tutaj pozwólmy sobie na nie do końca bardzo logiczną rzecz. Gdybyśmy przekreślili tę oś x, o której mówiłem przed chwilą, czyli oś, której zero oddziela liczby dodatnie od liczb ujemnych, i w tym miejscu zasadzili nasze drzewo poznania w miejscu, gdzie jest zero, czyli tutaj osadzamy naszą oś świata, axis Mundi, oś y.
Zresztą y może oznaczać Jahwe, i prawda, zbieżność niezamierzona, ale zabawna. Więc jeśli osadzamy sobie tę oś i wyobrażamy sobie, że to jest właśnie to axis Mundi, ta oś y, to wyjdzie nam, że na tej osi poziomej, na tej osi x, mamy po prawej stronie przyszłość, a po lewej stronie przeszłość. I mogłoby to się wydawać nawet zabawne, że to jest taka nasza zabawa w znaczenia, ale z drugiej strony czas jest bardzo często przedstawiany pod postacią właśnie osi x.
Gdybyśmy spojrzeli na taki podstawowy model przedstawiany w teorii ogólnej względności, gdzie jest przedstawiany model taki czasoprzestrzeni, gdzie są dwa wymiary przestrzenne, jeden wymiar czasowy, nie da się przedstawić na kartce papieru czterech wymiarów, to jest niemożliwe. Więc odbiera się na tej karteczce jeden z tych wymiarów przestrzennych i zastępuje się go wymiarem czasowym, który jest wymiarem wzdłużnym. Właśnie to czasoprzestrzeń jest w tym modelu jako taki bochen chleba, gdzie jego długi wymiar to jest wymiar czasowy, a w dodatku te dwa wymiary, czyli szerokość tego chleba i wysokość tego chleba, to już są modele tych wymiarów przestrzennych.
W dodatku mówi się, że teraźniejszość przesuwa się przez ten bochen czasoprzestrzenny. Pokażę, w tę stronę przesuwa jako może nie oś, tylko tutaj w tym przypadku płaszczyzna o zerowej grubości, ale mogąca być równie dobrze w symboliczny sposób przedstawiona jako oś. Zajrzyjcie sobie do książeczki "Struktura kosmosu" autorstwa Briana Greene’a, genialnej książki, gdzie on przedstawia można powiedzieć, od początku istnienia myśli fizycznej do najbardziej współczesnych myśli fizycznych, teorii fizycznych, różne podejścia, hipotezy i właśnie teorie.
On tam stawia tezę, no bardzo odważną jak na fizyka, że pytanie brzmi: jeśli ten model jest prawdziwy, to co się przesuwa razem z płaszczyzną teraźniejszości przez ten bochen czasoprzestrzeni wzdłuż osi x, wzdłuż osi czasu? Przypominam, że zgodnie z jakąś matematyczną elegancją w miejscu teraźniejszym, czyli ta oś, cały czas żyje, oś cały czas się przeobraża. Oś x w miarę przesuwania się po niej płaszczyzny teraźniejszości, cały czas to zero się przesuwa, można powiedzieć, do przodu wzdłuż wektora czasowego.
Brian Greene pyta: skoro w ogólnej teorii względności wszystko jest zamrożone w czasie, a my w przyszłości istniejemy, robimy tam różne rzeczy, tylko czekamy, aż się przesunie do teraźniejszości, a my w przeszłości też coś robiliśmy i ciągle tam jesteśmy, i tylko czekamy na ożywienie; tak jak w przyszłości czekamy na ożywienie naszych postaci, tak jak w tej klasycznej animacji, tej technice animacyjnej, prawda, gdzie mamy rysunki, które są nieruchome, a po prostu zmiana tych rysunków, tam 24 klatki na sekundę, powoduje, że mamy wrażenie płynnego ruchu. A tak naprawdę to są zasty w czasie, postacie narysowane przez rysowników. Więc my jesteśmy według tego modelu ogólnej teorii względności takim filmem rysunkowym, który czeka tylko na odtworzenie.
Czyli przeznaczenie istnieje, przeszłość i przyszłość już istnieją według tego modelu. Oczywiście ten model jest rozbity przez mechanikę kwantową, która pokazuje, że nie ma czegoś takiego jak zamrożona przyszłość, ponieważ cząstki są tylko prawdopodobnie tu, a mogą być też prawdopodobnie tam i siam. Więc kiedy zbliżamy mikroskop do tego bochen czasu przestrzeni, do tych już rozmiarów atomowych i cząstek subatomowych, to okazuje się, że tam zamrożone nic nie jest, że tam jest tylko wszystko prawdopodobne i tak dalej.
Niemniej wizja ta, związana z tym bochenem czasoprzestrzennym, jest fascynująca, nie tylko ze względu na to, że pasuje mi tutaj do tych moich religijnych, oczywiście pseudo religijnych, rozważań, ale również dlatego, że w niej jest pewna tajemnica. Ten model ciągle nie jest odrzucany do końca. Oczywiście dlaczego nie jest odrzucony do końca?
Bo nie ma przejścia między mechaniką kwantową a tym światem makroskopowym. Jest to przejście fazowe, jest to przejście niepłynne, nie wiadomo jak do tego podejść. Zresztą nie wiem, czy wiecie, że kiedy się rozpatruje w ogóle zdarzenia w świecie właśnie kwantowym, to tamta przestrzeń, w której to się rozważa, to nie jest nasza przestrzeń, to nie jest nasza przestrzeń ta trójwymiarowa, ta świata makroskopowego, to jest inna przestrzeń, przestrzeń matematyczna, która jakby nie jest tożsama z naszą przestrzenią.
Tam jest inna przestrzeń w ogóle. Więc wracając do naszego cudownego, dziwnego zera, gdyby sobie przyjąć, że właśnie to zero, to jest to miejsce, w którym wyrasta ta oś y, która jest axis Mundi, która jest tą osią świata, albo niech będzie płaszczyzną świata, wszystko jedno, właśnie w tym miejscu, tym miejscem gdzie rodzi się przeszłość i przyszłość, gdzie to cały czas pulsuje, to pojawia nam się coś niesłychanie ciekawego. Mianowicie okazuje się, że to zero na tej osi, którego nie ma, ale które jednak jest jako miejsce graniczne, jako miejsce oddzielające, to jest to miejsce, gdzie wyrasta nam coś, co generuje czas.
Jest jeszcze jedna śmieszna rzecz związana z zerem, która mnie nieodmiennie frapuje, której nie mogę zrozumieć, to znaczy na pewno są na to bardzo ładne równania pokazujące matematyczne dowody, ale trudno mi jest to pojąć na logikę C, czy na intuicję taką poznawczą. Mianowicie wiemy o tym, że dowolna liczba podniesiona do potęgi pierwszej to jest ta sama liczba, czyli powiedzmy 10 do potęgi pierwszej to jest 10, 10 do potęgi drugiej, no to mamy 100, tak czy 10 x 10. 2 do potęgi to jest 2 x 2, czyli 4.
Natomiast dowolna liczba, naprawdę dowolna, podniesiona do potęgi zerowej, daje 1. To jest niesłychanie ciekawa rzecz, dlatego że mamy tutaj znowu jakąś taką, wybaczcie mi laikowi, ale pewną tajemnicę związaną i z jedynką, o której mówiłem poprzednio, i z zerem, czyli istnieje jakaś. .
. Dominacja, można powiedzieć, jedynki i dominacja zera. I tak jak mówiłem poprzednio, między zerem, zerem i jedynką wszystko się zamyka.
Tak albo od zera, jedynki wszystko się zaczyna. I na bazie zera, jedynki można stworzyć cały wszechświat, więc być może również nas. W każdym razie, od strony tego konstruktu, natomiast od strony tej znaczeniowej, bardzo mi się kojarzy.
Tak jak jedynka bardzo mi się kojarzy z słowem "jestem", albo ze słowem "jesteś", albo ze słowem "jest". Tak zero kojarzy mi się, przepraszam bardzo, tutaj wszystkich ateistów i siebie też, bo sam jestem ateistą, ale zero bardzo mi się kojarzy ze słowem "Bóg". Dlatego że zero może być wszystkim.
Zero generuje czas przez przeszłość i przyszłość, a ponieważ my jesteśmy osadzeni w teraźniejszości, my jako te byty samoświadome, jako ci wewnętrzni obserwatorzy, jako te wewnętrzne homunkulusy, to wynikałoby z tego, że jesteśmy zerami, w dodatku boskimi zerami.