[Muzyka] Dzień dobry, witajcie! Z wami Marcin Sergiusz Przybyłek. Na początku, jak zwykle, wielkie podziękowania dla moich patronów i członków tego kanału.
Bardzo doceniam wasze wsparcie, a teraz przechodzimy do kolejnego kazania z cyklu Kazań Kościoła Jedynki. Jej znaczenia, i powiemy sobie o tym, jak zdekonstruowany opis nauk rzeczywistości i w skrócie to, co będę mówił, można chyba nazwać, nadać tytuł taki, który brzmiałby "Rzeczy, w które nie wierzę". Tytułem krótkiego wstępu: Dlaczego w ten sposób?
Dlaczego chcę zdekonstruować [Muzyka]? Cel dążenia do prawdy, cel dążenia do odkrycia tego, czym jest rzeczywistość. Są pewne pojęcia, to pokazuje historia, że były pewne pojęcia, które były wygodne przez jakiś czas, a później okazały się być maskami czegoś, co leży głębiej.
Jednym z takich pojęć, dawno temu, może nie tak dawno, było pojęcie siły [Muzyka]. Wymyślone przez Pana Newtona, siła grawitacji, siła przyciągania ziemskiego i w ogóle wszelkich ciał masywnych. No i tak sobie pan Newton wymyślił, że masywne ciała przyciągają inne ciała.
No, w zasadzie każde ciało, które ma masę, przyciąga inne ciało, które ma masę. Tak to wygląda, a nawet, nawet, nawet rzeczy bezmasowe, prawda? Światło składające się z fotonów przyciągane przez ciała masywne.
Wtedy tak sobie wymyślił pan Newton pojęcie siły, i okazało się po jakimś czasie, że to pojęcie siły jest maską czegoś głębszego, czegoś prostszego. Ogólna teoria względności zlikwidowała pojęcie siły w większości przypadków. Siła przyciągania ziemskiego to tylko zakrzywienie czasoprzestrzeni, a ciała znajdujące się w pobliżu ciał wywierających tę siłę newtonowską czasoprzestrzeni w kierunku powierzchni tych ciał.
Dlatego spadamy na ziemię, bo nie działa żadna siła, tylko działa zakrzywienie czasoprzestrzeni. Więc wszyscy mówimy, że pan Einstein, Albert, dokonał dekonstrukcji, można powiedzieć, pojęcia siły grawitacji i powiedział, że istnieje zagięcie czasoprzestrzeni, prawda? Czyli zamienił pojęcie siły na geometrię przestrzeni.
W ten sposób być może zbliżając się do prawdy o rzeczywistości. Czy to jest ostateczne wyjaśnienie przestrzeni? Bo to brzmi atrakcyjnie, trochę magicznie.
Krzywa czasoprzestrzeń, fajnie! Widzimy takie rysunki różnego typu, przedstawiające leje różnego typu 3D, składające się z takich siatek i myślimy sobie: "Aha, to tak wygląda zakrzywienie czasoprzestrzeni". No, moim zdaniem, to nie jest ostateczne rozwiązanie już problemu przyciągania, tak zwanego przyciągania, prawda?
Siły grawitacji, tak zwanej siły, prawda? Ciągle jest problem z opisem tych zjawisk, bo ciągle człowiek wpada w sidła tego najbardziej intuicyjnego podejścia, prawda? Albo może nieintuicyjnego, po prostu wyrośliśmy w świecie, gdzie ciągle mówiono o tej sile grawitacji.
Siła grawitacji, dlatego ciągle używam tego pojęcia, siła ja również, prawda? Więc czy zakrzywienie czasoprzestrzeni to jest już ostateczne wyjaśnienie? No, wielu fizyków stwierdziło, że "the hell not".
Ja jako niefizyk, jako niematematyk, mówię, że mi się nie podoba takie rozwiązanie i takie wyjaśnienie, dlaczego? Dlatego [Muzyka], że czasoprzestrzeń zawiera w sobie pojęcie przestrzeni i czasu splecionych ze sobą, prawda? Czy te pojęcia są podstawowe?
Moim zdaniem, nie. Przestrzeń jest pojęciem jeszcze niestety newtonowskim. Przypomnijmy sobie, że pan Newton, Isaac Newton, założył sobie dosyć, no, powiedzmy sobie, beztrosko.
Może tutaj jestem zbyt surowy dla pana Newtona, natomiast on się nie zastanawiał nad tym, czym jest przestrzeń. On po prostu powiedział, że przestrzeń sobie jest i w tej przestrzeni są zawieszone obiekty, są zawieszone ciała, są zawieszone byty, jakieś tam różnego typu, prawda? I zadał sobie pytanie: skąd się ta przestrzeń bierze i dlaczego ona jest?
Dlaczego ona by była, gdyby nawet żadnego obiektu w niej nie było, prawda? No to jest założenie, moim zdaniem, błędne, założenie nieeleganckie, bo, no to założenie par excellence zakłada, tutaj trochę tautologii użyłem, że sobie ta przestrzeń jest i nie wiadomo dlaczego, bez wyjaśnienia, bez podania przyczyny, bez jakiegokolwiek argumentu, prawda? Wyobraźmy sobie przestrzeń, która jest nieskończona w każdym możliwym kierunku, która jest, bo tak sobie wymyślił pan Newton.
To jest moim zdaniem błędne podejście. Dlaczego tak uważam, dlaczego tak myślę? No, kieruję się tutaj taką intuicją poznawczą, można powiedzieć.
No, niczym innym, ja nie mam argumentu na rzecz tego, że to jest błędne, ale że przy samym tak zwanym wielkim wybuchu, który zakładamy, że był, tej przestrzeni na początku nie było, później powstała. Pan Julian Barbour w książce "Koniec czasu" pisze, że przestrzeń newtonowska jest absurdalnym konceptem, że lepiej mówić o odległościach między obiektami. Za chwilę sobie powiemy o odległościach, też jest pojęciem problematycznym i w związku z tym nie należy rozpatrywać przestrzeni jako takiej, ale przestrzeń w kategoriach odległości właśnie pomiędzy obiektami, konkretnie.
No, ma na myśli to, obiekty u niego, Barbura, to są cząstki, już te elementarne cząstki, tworzące rzeczywistość. Więc w pojęciu czasoprzestrzeni tej zagiętej wskutek siły grawitacji, znaczy nie siły grawitacji, tylko wskutek tego, że istnieje jakiś masywny obiekt, już jest pierwsza cząstka, czyli przestrzeń jest już wadliwa, już posiada pewne wady. Drga cząstka tego pojęcia, czasoprzestrzeń, to jest czas, a czas jest w ogóle zjawiskiem bardzo dziwnym.
Tak jak mówiłem w którymś z poprzednich filmików, o tym, czym jest czas, w zasadzie o tym, że czas nie istnieje, bo równie dobrze wszystkie nasze dywagacje na temat czasu mogą być zastąpione dywagacjami na temat drogi. Przypomnijmy sobie szybciutko takie proste wnioskowanie: o czym świadczy to, że przesunęła nam się wskazówka zegara o tam parę milimetrów, prawda, na zegarku? No, świadczy tylko o tym, że zębatki w tym naszym zegarze pokonały pewną drogę, prawda, i pokonawszy tę drogę spowodowały, że nasza wskazówka też pokonała tę samą drogę.
W czasie, kiedy ja idę z mojego domu do lasu. W związku z tym wskazówka pokonuje pewną drogę, słońce pokonuje na nieboskłonie pewną drogę. Oczywiście to jest droga pozorna, bo tak naprawdę to się ziemia obraca, czyli ziemia pokonuje pewną drogę, obwód ziemi, prawda, pokonuje pewną drogę.
Woda w Wiśle pokonuje pewną drogę, woda w zegarze wodnym pokonuje pewną drogę. To jest ten czas: droga przebyta przez różnego typu obiekty, w czasie kiedy ja pokonuję swoją drogę. Czyli tak naprawdę moja prędkość mogłaby być równie dobrze liczona równaniem: droga.
Dzielona przez drogę, moja droga, dzielona przez drogę słońca, drogę Wisły i tak dalej. Czy drogę zębatek w moim zegarku? Przy czym, jeśli ktoś myśli, że droga jest już pojęciem ostatecznym i takim na samym dnie ontologii, to to się też myli.
Właśnie o to nam chodzi, żeby dochodzić do samej pierwociny, do samych ostatecznych pojęć, do samych ostatecznych cegieł, cegiełek, idei, pojęć, które tworzą rzeczywistość. Moim zdaniem, czasoprzestrzeń nie jest takim pojęciem. Moim zdaniem jest tam pewne oszustwo w tym pojęciu.
W dodatku mam taką intuicję, być może wadliwą, że nie dość, że przestrzeń to jest jeszcze relikt po myśleniu Newtona, to czas należy w ogóle do innego królestwa. Czas jest pojęciem psychicznym, należącym do tego obszaru nie fizykalnego, należącym do obszaru doznań subiektywnych, czyli zupełnie pochodzi z innego obszaru. Tak, przypomnijmy sobie, w dogmacie kościoła jedynki jej znaczenia mamy do czynienia z konstruktem.
Konstrukt to jest ta rzeczywistość, składająca się z cząstek elementarnych, które tworzą jakby pewną podwalinę tej rzeczywistości, która może być badana za pomocą narzędzi naukowych. I druga rzecz, oprócz konstruktu, to jest obszar nie fizykalny, czyli obszar doznań subiektywnych — bardzo duży, bardzo bogaty. To jest doznań widzenia barw, słyszenia dźwięków, doznawania miłości, piękna i tak dalej, i tak dalej.
I również doznawania czasu. Czas jest pojęciem psychologicznym. Więc tak, jakby słowo "czasoprzestrzeń" łączy ze sobą relikt myślenia newtonowskiego, przestrzeń, nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak, która się wzięła i jest po prostu, i czasu, który jest pojęciem bardziej psychologicznym.
Więc widzimy, że w samym pojęciu czasoprzestrzeni, zagiętej, nawet czasoprzestrzeni, która to zagięta, czas przestrzeń powoduje, że obiekty, które się w niej znajdują, zsuwają się, jak to się mówi, do obiektów masywnych. Już jest pewien problem: to pojęcie już jest problematyczne. Przed chwilą sobie mówiliśmy, że kiedy mierzymy czyjąś prędkość, no to możemy podzielić drogę przez drogę.
Zadałem pytanie, czy droga może być już uznawana za pojęcie podstawowe. Drga, czyli odległość, tak naprawdę. No i mam wrażenie, że też nie.
Że nie dość, że przestrzeń jest pojęciem, w które nie wierzę, nie dość, że czas jest pojęciem, w które nie wierzę, to droga, czyli odległość, jest również pojęciem, w które nie wierzę. Można by zadać pytanie: no jakim cudem, Marcin, nie wierzysz w odległości? Przecież w świecie makroskopowym wszystko jest oddalone od.
. . większą odległość, mniejszą odległość, ale zawsze coś jest w jakiejś odległości od czegoś.
A o, spojrzymy w mikroskop, to jest podobnie. Przecież nawet komórki są odległe od siebie i tak dalej, tak dalej. Cząstki są odległe i tak dalej.
Ale Przyjrzyjmy się rzetelnie temu obrazowi. Jeśli przybliżymy mikroskop bardzo mocno do jakiegoś obiektu, to najpierw zobaczymy jego strukturę — tak makroskop cząsteczki, z których się składa struktura. Później, jak wejdziemy głębiej, zobaczymy atomy na orbitach, tych atomów zobaczymy już bardziej rozumem niż wzrokiem elektrony, a w środku zobaczymy neutrony i protony.
Neutrony i protony składają się z kwarków górnych i dolnych. No i to jest jakby koniec naszej drogi mikroskopowej. I teraz możemy zadać pytanie: czy istnieje jakiś sensowny sposób na zmierzenie odległości między powiedzmy sobie jednym elektronem a drugim elektronem?
Załóżmy, że mamy trzy elektrony w jakieś tam przestrzeni, właśnie, niech będzie, że tej przestrzeni prawda, dziwnej, cyfrowej, bo przypomnijmy sobie, że przestrzeń, w której liczone są zachowania tych bytów w świecie kwantowym, to nie jest przestrzeń newtonowska. Nawet to jest inna przestrzeń, nie pamiętam jak ona się nazywa. [Muzyka] Więc jak się mierzy odległość?
No dziecko powiedziało, że przykłada się linijkę albo przymiar zwijany, albo bierze się jakieś tam narzędzie, którego używają geolodzy i się tam odbija jakiś laser od jakichś lusterek i wtedy się mierzy odległość. No generalnie przymierza się linijkę. Zastanówmy się, czy to jest z punktu widzenia takiego ontologicznego, takiego najgłębszego, sensowny sposób, że ja sobie biorę te elektrony i mierzę odległość między nimi linijką, gdzie mam odmierzone centymetry w sposób arbitralny, ustalone odległości, właśnie namalowane farbą na drewnianej linijce, centymetry.
Dlaczego centymetry? To jest arbitralnie obrana jednostka miary, wzięta nie wiadomo skąd, prawda, absolutnie nijak się mająca do pierwociny istnienia. Można by zmierzyć odległość między elektronami, przyjmując, że miarą odległości jest średnica elektronu albo średnica kwarka.
Prawda? Okazuje się jednak, że jak już zbliżamy ten mikroskop do tego elektronu i szukamy jego średnicy, to jej nie znajdujemy. [Muzyka] Napek opisywany pewnym równaniem matematycznym nie jest już bytem jak realnym w intuicyjnym tego słowa znaczeniu, a w dodatku bytem pozbawionym średnicy, bytem punktowym, więc nie możemy zmierzyć odległości od jednego elektronu do drugiego.
[Muzyka] Neutrony są bytami większymi, stanowią jądro atomu, więc no może je zmierzymy. Ale to nie są kulki, to nie są kulki o określonej, ściśle widocznej średnicy, to są trzy kwarki, które tańczą ze sobą tam w środku, więc ta granica protonu i neutronu jest rozmyta, więc nie można określić jej średnicy. Można by spróbować określić średnicę kwarków, ale jest to niemożliwe, tak samo, dokładnie tak samo, jak w przypadku elektronu.
No więc jak określić odległość, jakąś sensowną miarą, która istnieje w świecie cząstek elementarnych? No nie da się, nie ma możliwości stworzenia kwantowego centymetra, gdzie jednostką miary byłaby średnica elektronu, średnica kwarka. Nie da się, to są cząstki punktowe, więc jeśli mamy te trzy rzeczone elektrony tworzące trójkąt, tak tutaj mamy J, tutaj mamy d, to jedyne, co możemy powiedzieć, to że ten elektron jest bliżej tego, a dalej od tego.
Prawda? Możemy sprawdzić, jakie są proporcje, że na przykład ta odległość jest dwukrotnie większa od tej odległości. Możemy rozpatrywać odległości, tworząc proporcje, tworząc stosunek między tymi odległościami.
Ta jest razy większa od tej, ale nie możemy powiedzieć, że ta wynosi tyle i tyle średnic elektronu, ponieważ elektrony ani kwarki nie mają średnic. Więc w tym momencie, kiedy zaczynamy rozumieć, że odległość, czyli droga, jest rzeczą bardzo problematyczną w kontekście cząstek elementarnych, no to zaczynamy mieć kłopot z przestrzenią, ponieważ przestrzeń zaczyna być nie rzeczą, której możemy zmierzyć wysokość, długość i głębokość, ale przestrzeń staje się po prostu obszarem. Relacji pomiędzy odległościami, powiedzmy sobie, między elektronami czy tam innymi cząstkami, stosunków, ale nie jest przestrzenią.
Pere. A jeśli jest kłopot z przestrzenią, to jest problem też z prędkością i z to, o której mówiliśmy, bo mówiliśmy sobie, że prędkość to jest droga przez czas. Potem powiedzieliśmy sobie, że może to być droga przez drogę, ale teraz sobie powiedzieliśmy, że droga, czyli odległość, jest problematyczna, bo nie możemy w świecie tym najbardziej pierwotnym, tym najbardziej podstawowym, zbliżać się do tego, prawda?
Do tego, co jest u podstawy istnienia, tam odległość traci znaczenie, prawda? Czyli nawet odległości przez odległość nie możemy podzielić, obliczając jakąś tam prędkość, prawda? Bo możemy zmierzyć tylko stosunki między różnymi ciałami, tych odległości, prawda?
Między tymi trzema elektronami. Więc proszę mi wybaczyć, ale w odległość, czyli w drogę, ja też nie wierzę. Wróćmy do tego obrazu tej zakrzywionej czasoprzestrzeni, o której już w tej chwili wiemy.
Jeśli się ktokolwiek w ogóle ze mną zgadza, że ta przestrzeń i czas to są pojęcia, w które być może nie warto wierzyć, że u ich podstawy leży coś głębszego, coś bardziej podstawowego, to w tym obrazie zakrzywionej czasoprzestrzeni jest też masa, prawda? Mamy masywne ciało, takim jakim jest Ziemia, i ona zakrzywia nam czasoprzestrzeń. Już wiemy, że ta przestrzeń, ten czas są problematyczne.
A co z masą? No, trzeba pamiętać, że po pierwsze wszechświat podobno powstał z bardzo małego punktu w czasie. W czasie Big Bangu stworzyła się tam przestrzeń, stworzył się czas, o którym już wiemy, że coś z nim jest nie tak.
No i stworzyła się też masa, która to masa jest pozorna, bo z tego, co dowiedzieliśmy się po potwierdzeniu istnienia cząstki Higsa, bozonu Higsa, że masa jest efektem działania pola Higsa. I okazuje się, że cząstki, które posiadają masę, jak to się mówi, czyli inaczej bezwładność, to są cząstki. To jest bardzo ważne, żeby zrozumieć, że masa to jest bezwładność.
Tak naprawdę to są te cząstki, które grzęzną w polu Higsa, czyli to jest najczęściej używane porównanie, że pole Higsa jest swego rodzaju kisielem, i cząstki masowe to są te cząstki, które niczym grzęzną w tym kisielu. Żeby brnąć przez niego, muszą pokonywać cały czas opór tego kisielu, prawda? Więc są cząstki bezmasowe, dla których ten kisiel jakby nie istnieje, ale te cząstki, które mają masę, czyli te cząstki, które tworzą powiedzmy Ziemię, nasz glob ojczysty, grzęzną w polu Higsa.
Czym jest masa tak naprawdę? No, po pierwsze jest pewną iluzją, jest pojęciem, za którym kryje się coś o wiele głębszego, coś o wiele ciekawszego. Moim zdaniem, masa naszej Ziemi to taniec wściekłych much, które uwięzły w sieci, jest właśnie tym polem Higsa, i one pociągają za sznurki tej sieci, i pociągając sznurki sieci powodują, być może, że ta sieć cały czas zwija się w ich kierunku, nawijając na siebie tę sieć, i w ten sposób zakrzywia tę czasoprzestrzeń.
Być może ja tutaj rzeźbię niemożliwie, wybaczcie mi. No, ja mogę nie być naukowcem, nie jestem fizykiem, nie jestem matematykiem, mogę sobie na to pozwolić. Być może zakrzywia nie czasoprzestrzeń, jak to powiedziałem, w którą ja nie wierzę za bardzo, tylko zakrzywia i to pole Higsa, czyli nitki tego pola, pociągane.
W związku z tym wszystkie cząstki, które są w tym polu Higsa, zaczynają dążyć do tego masywnego ciała. Co to znaczy masywne ciało? To jest gromada wściekłych much, które, tak jak pajęczej nici, się rzucają.
To powoduje, że to rzucanie się, to drganie tych much powoduje, że ta pajęcza nić cały czas. . .
Czyli to pole Higsa cały czas się zbliża, tak? Ściąga, ono ściąga pajęczą nić, to pole pociąga ze sobą wszystkie inne. No, w ten model jestem w stanie jakoś tam uwierzyć, bo jakby rozumiem intuicyjnie znowu działanie tego pola Higsa.
I zwróćcie uwagę, że w tym momencie zastępujemy pojęcie czasoprzestrzeni, bardzo dziwne. Proszę mi wybaczyć, ja wiem, że jestem dyletantem, wiem, że być może popełniam tutaj jakiś karygodny błąd formalny, ale łatwiej jest mi uwierzyć w nici tego pola Higsa, geometryczne, tak? Żebyśmy sobie od razu powiedzieli jasno: nie jakieś struny o niebywałej wytrzymałości, tak jak w teorii strun, tak, tylko właśnie nici geometryczne, ideowe tego pola Higsa, które powodują, że wszystko inne także jest ściągane do ciała, które skonstruowane jest z cząsteczek, które posiadają masę, czyli które grzęzną w tym.
. . Nie wierzę też w pojęcie energii.
To jest jedno z najdziwniejszych pojęć, które występuje w opisach fizycznych rzeczywistości. Bardzo się dziwię, że tak wielu myślicieli prześlizgnie się przez różne rzeczy: że to posiada dużą energię, to posiada małą energię, to posiada energię potencjalną, to posiada energię kinetyczną itd. Ja w to nie wierzę.
Nie wierzę w to pojęcie, uważam, że tak jak pojęcie siły powinno być zastąpione właśnie chociażby geometrią, tak i pojęcie energii posiada jakieś głębsze dno jeszcze niezrozumiałe. No bo zwróćmy uwagę, że energia może przejść w masę, prawda, w masę, a już powiedzieliśmy sobie, że masa to jest grzęźnięcie cząstek w polu Higsa. Tak, pociąganie tych cząstek w polu Higsa, bo się jakoś ruszają, przyspieszają, tak?
Zwróćmy uwagę, że tylko przyspieszające cząstki, zmieniające swój status, tak? Czyli przyspieszające albo zwalniające pociągają za pole Higsa, więc na tym polega bezwładność, prawda? Więc skoro energia może przejść po prostu w więźnia w polu Higsa, bo tym jest masa, a z kolei masa, czyli to więzienie w polu Higsa, może przejść w energię, czyli energia to jest tak jakby.
. . Czym jest energia?
No, to jest coś, co powoduje, że ja mogę kogoś popchnąć, tak? Zwiększyć jego drogę, jego odległość ode mnie, prawda? Albo przyciągnąć, czyli zmniejszyć jego odległość ode mnie to dzięki temu, że mam energię, prawda?
Więc tutaj wypadałoby powiedzieć, że masa, czyli więźnie jakiejś muchy w polu Higsa, może przejść w energię. Znaczy, że ta mucha tak się wścieknie, tak? Potrząśnie tym polem, że sama się zamieni w to pole.
Że tak jakby ta mucha czy cząstka była pewną wiązką właściwości. Tę wiązką. To jest taka plątanina tych geometrycznych nici, które można sobie wyobrazić na tkance rzeczywistości, na polu Hiksa.
I ten węzełek, ten supełek to jest ta cząstka. W momencie, kiedy ona się tak bardzo wścieknie, jak będzie się mocno poruszała, to ona może, ten jej węzeł właściwości geometrycznych, może się rozplątać i zwiększyć pole Hiksa dookoła siebie. I wtedy zwiększenie tego pola Hiksa dookoła tej cząstki spowoduje, że to pole Hiksa zacznie rozpychać wszystkie inne cząstki.
To będzie ta energia. Ja jestem w stanie to sobie wyobrazić – taki węzełek, który podskakuje, podskakuje i w pewnym momencie te wszystkie jego nici się rozprężająca. Pojęcie energii jako geometrii pola Hiksa, która to geometria powiększa swoje pole, jeśli by była dwuwymiarowa, swoją objętość, jeśli by była trójwymiarowa.
I ta geometria rozpycha wszystko dookoła, bo to pole Hiksa to jest właśnie ta sieć pajęcza, która pociąga wszystkie cząstki masowe. W ten sposób byłbym w stanie zaakceptować energię, ale w inny sposób. No nie, no nie.
Podobnie dziwnym pojęciem jest ruch sam w sobie. Ruch to jest właśnie ta prędkość, prawda? Gdzie jest odległość dzielona przez czas?
Już mówiliśmy, że to w zasadzie jest odległość dzielona przez odległość, a z kolei odległość dzielona przez odległość, a odległości nie można sensownie pomierzyć w świecie cząstek. To co dzielimy przez co? Prawda, jakim cudem ma występować ruch?
Zwróćmy uwagę, że matematyka jest językiem statycznym. Nie opisuje ruchu, w zasadzie znaczy: ona może opisać ruch, może pokazać ruch w momencie, kiedy będziemy wrzucali w nią narastające albo zmniejszające się zmienne, albo różne zmienne. Ale kto te zmienne wrzuca?
Wrzuća je człowiek do równania funkcji, jakieś, prawda? Więc jeśli będziemy w równaniu funkcji wrzucali różnego typu liczby, to jest tak zwane zmienne, to sinusoida na jakimś wykresie czy coś innego, zacznie się ruszać. Tak, ale jeśli nie będziemy tych zmiennych wrzucać po kolei, sinusoida będzie trwała w nieskończoność w jednym miejscu.
Nie będzie ruchu. Więc kto wrzuca liczby w równania wszechświata? Kto wrzuca zmienne równania wszechświata?
Wszechświat, jakby z punktu widzenia konstruktów wszechświata, powinien być statycznie nieruchomy. Julian Barbour twierdzi w swojej książce "Koniec czasu", że ruchu nie ma, że rzeczą pozorną są konfiguracje wszechświata, które są następujące po sobie, niczym klatki animowanego filmu, i że ruch jest efektem ubocznym nakładających się na siebie krok po kroku, skokowo, tych konfiguracji wszechświata. Z tego punktu widzenia znaczy: jest to łatwiejsze do zrozumienia niż ruch.
Per starożytni filozofowie mówili, że podstawą istnienia jest ruch. Ja się z tym zgadzam, że to ciekawe, ale czy ruch nie jest przypadkiem tym samym co czas, czyli zjawiskiem bardziej psychicznym niż fizycznym? Czy postrzeganie ruchu, czy doznanie ruchu, nie jest czymś bardziej psychicznym niż fizycznym?
Czy ten ruch nie jest tą pneum słynną, tym tchnieniem boskim, które ożywia wszechświat? I czy to nie Bóg wrzuca te zmienne do tych równań, dzięki którym to zmiennym następuje ruch wszechświata? Czyli widzicie, że jest sporo tutaj problemów z tymi niby podstawowymi pojęciami.
Weźmy sobie jedno z najsłynniejszych równań opisujących rzeczywistość, czyli E = mc². Mamy tutaj symbol energii, symbol masy, symbol prędkości. I już widzimy, że jeśli by przyjąć całe to mój ciąg, cały ten mój wywód, bo przecież nie trzeba się ze mną zgadzać, można powiedzieć, że gadam od rzeczy, ale jeśli by przyjąć to dążenie do podstaw ontologicznych, do podstaw istnienia, to wyjdzie nam, że energia jest rozprężaniu się geometrii pola Hiksa.
Które to poszerzanie się pola Hiksa równa się zakrzywieniu pola Hiksa, czyli masie, zakrzywieniu pola X pomnożone przez prędkość, która jest stosunkiem drogi podzielonej przez czas, gdzie droga jest względna, tak jak ruch, prawda? A czas jest domeną istot żywych. Więc tutaj prędkość trzeba by powiedzieć, że to jest droga przez drogę, ale która droga przez którą drogę?
Prawda? Kiedy nie można tej drogi zmierzyć centymetrem ani żadną średnicą żadnej cząstki, bo cząstki są punktowe. Więc mamy tutaj przykład tego, w jaki sposób można spróbować zdekonstruować myślenie sceptyczne na temat tych pojęć, które dotąd opisują rzeczywistość.
Moim zdaniem, energia, masa, droga, czas to są pojęcia wprowadzające być może w błąd i należy je sprowadzić do prostszych pojęć, które leżą u ich podstawy. I być może tym uproszczonym, prostszym to są pojęcia geometryczne. To jest geometria rzeczywistości, w której nie ma odległości, ale są stosunki odległości; w której nie ma masy, ale jest ściąganie tego pola Hiksa; geometrii pola Hiksa, której nie ma energii, ale jest rozprężanie tego pola Hiksa.
I wszystko się raptem robi jakby prostsze. Ale czy prawdziwsze? No chciałbym, żeby tak było.
I to by było na tyle, jeśli chodzi o dzisiejsze kazanie. Do następnego razu. [Muzyka] Pozdrawiam.