[Muzyka] Dzień dobry, wita się z wami Marcin Seriusz Przybyłek. Na początku, jak zwykle, wielkie podziękowania dla moich patronów i dla członków tego kanału. Jeśli chodzi o patronów, to może warto wspomnieć, że możecie zajrzeć na moją stronę Patronite.
Nie bójcie się, ona nie gryzie, a wejście na stronę nie spowoduje żadnej opłaty, broń Boże. Można zajrzeć na moją stronę Patronite. Jej link jest w opisie tego filmu i można mieć wgląd w to, co u mnie się dzieje.
Tam są takie posty, ja je zamieszczam przynajmniej trzy posty tygodniowo, abyście mogli wiedzieć, co u mnie się dzieje. Oprócz tego są też posty, które są tylko dla patronów. Nie wiem, czy wiecie, że raz na tydzień zamieszczam film, który jest tylko dla patronów, więc warto wiedzieć, że jest taka możliwość.
No a wracając do tematu: czy już podziękowałem wam? Jeszcze raz bardzo dziękuję swoim patronom i członkom tego kanału. A wracając do tematu, dzisiaj mówimy sobie o tym, czy sztuczna inteligencja może mieć świadomość.
No więc na pierwszy rzut oka oczywiście może być zdolna do tego, żeby mieć świadomość. A nasze mózgi są maszynami, jakby na to nie patrzeć. To są urządzenia, tyle tylko że mokre, prawda?
Nie suche, tylko mokre. Woda bardzo sprzyja wszelkim procesom chemicznym, w związku z tym są takie, jakie są. Ale to są oczywiście przedmioty ożywione, prawda?
Zachodzi tam przemiana materii, zachodzą tam procesy chemiczne, być może też kwantowe. Nie mniej, bardzo konkretne, prawda? Mózgi są urządzeniami.
Mózgi mogą być uznane za sztuczną inteligencję. Uważam, że mózg to jest pewna inteligencja. No i właśnie będziemy się tutaj posuwać dalej.
Ja miałem duży problem z kwestią, czy sztuczna inteligencja może być świadoma, czy nie, i przedstawię drogę, w jaki sposób do tego dochodziłem. Może najpierw takie ważne słowo sprostowania, tak zwany disclaimer. Nie mówię tutaj o sztucznych inteligencjach typu narzędzia, czyli ChatGPT, który jest prostym, można powiedzieć, konstruktorem zdań i akapitów, który jest kompletnie, oczywiście, nieświadomy tego, co robi, ani świadomy tego, że jest.
Nie mówię też o takich narzędziach jak Midjourney, który to też jest narzędzie do komponowania obrazków. Prawda, ukradzionych w zasadzie, obrazów, w pewnym sensie. Oczywiście, to nie jest patchwork, taki.
Nie mówię tutaj też o bazach danych, które w sposób bez wątpienia mogą być nazwane inteligentnymi, porównują ze sobą obrazy i pomagają na przykład w diagnostyce. W takich rzeczach to nie, nie o to chodzi. Myślę tutaj o prawdziwej sztucznej inteligencji, która ma być bytem, jakby to powiedzieć.
Ona nie ma malować obrazków, może, ale nie musi. Ona nie ma pisać zdań, może, ale nie musi, tylko ma być podobna do nas, prawda? Taka sztuczna inteligencja podobna do nas, czyli bez konkretnego celu w życiu, prawda?
Neskonstruowana po coś, żeby porównywać obrazki, nie po to, żeby konstruować zdania, ale skonstruowana po to, żeby poznawać świat dookoła siebie. W zasadzie unikać przykrości, dążyć do przyjemności w jakimś tam stopniu, bo chyba w ten sposób można by uprościć – niestety strasznie zredukować naszą egzystencję, że tak naprawdę człowiek dąży do przyjemności, unika przykrości w najbardziej podstawowym takim ujęciu. Ja wiem, że to brzmi strasznie, ale tak w dużej mierze jest.
Więc do tej pory, jeszcze bardzo niedawno, uważałem, że jeśli ktoś stworzyliby taki system oparty na architekturze komputerowej, czyli jakaś płyta główna, jakieś procesory, karty graficzne. Nie wiem, trudno mi sobie to wyobrazić. W każdym razie widziałem oczami wyobraźni jakieś płytki z salonem, z masą procesorów i do tych.
. . Wyobraźmy sobie sztuczną inteligencję jako taki wózek, tak?
Pojazd kołowy, który zaopatrzony w wiele kamer, tak jak mamy kamery, prawda? Mamy oczy, czyli dwie kamery, dwoje oczu, prawda? Może jeszcze wsteczna kamera by się przydała, czy to nie byłoby za dużo?
Czujniki dźwięku, jakieś czujniki dotyku, zbliżania się, tak jak mamy czujniki w samochodach, prawda? No więc, że taki system, bardzo złożony, zawiera mnóstwo tych procesorów. Wózek był dosyć ciężki, miał te swoje mikrofony, te swoje kamery, te swoje czujniki dotyku, zbliżania się i tak dalej.
To, że jeśli on uzyskałby świadomość, to byłby wariatem. Dlaczego tak uważałem? Dlatego, że jestem lekarzem.
Mam świadomość tego, jak jest konstruowany mózg człowieka. Mam pojęcie, mniej więcej, jestem lekarzem weterynarii. Mózg psa, czy kota, czy ptaka, czy innych zwierząt, słoni, delfinów.
No i wiem, że te mózgi mają konkretną strukturę, bardzo, bardzo, bardzo konkretną. To nie jest jakaś galareta rozlana w mózgu czaszce tych stworzeń, byle jak poukładana. Mózgi wszystkich znanych mi stworzeń mają bardzo konkretną strukturę, bardzo konkretne proporcje i wiadome jest, że jakakolwiek dysproporcja w mózgu wywołuje bardzo konkretne objawy posiadaczy takich mózgów, prawda?
Jeśli ktoś ma powiększony hipokamp, to znaczy, że lepiej zapamiętuje. Jeśli ktoś ma pomniejszony hipokamp, to znaczy, że gorzej zapamiętuje. Jeśli ktoś ma uszkodzony hipokamp, to w ogóle nie będzie zapamiętywał.
Jeśli ktoś ma normalny ośrodek wzroku, to to widzi. Jeśli ktoś ma uszkodzony ośrodek wzroku, zaczyna się u niego jakby ślepota połowiczna – nie widzi połowy świata, jeśli to jest uszkodzenie w jednej półkuli mózgowej. Jeśli jest uszkodzenie w obu półkulach mózgowych, to nie widzi w ogóle nic, prawda?
Jeśli uszkodzimy ośrodki ruchowe przed Bruzą Sylwiusza, to sparaliżuje danego człowieka. Jeśli uszkodzimy ośrodki czuciowe za Bruzą Sylwiusza, to spowodujemy, że dany człowiek przestanie czuć cokolwiek, prawda? Więc jakakolwiek ingerencja w mózgi, kształcenie tych mózgów, uszkodzenie tych mózgów powoduje, że ten mózg przestaje funkcjonować prawidłowo.
I to samo, do czego zmierzam: jeśli by uszkodzić cokolwiek, zaburzyć w jakikolwiek sposób architekturę mózgu, czy to psa, czy to człowieka, czy to kota w obszarze tak zwanym osobowościowym, to ta istota przestanie się zachowywać sensownie. Zacznie się zachowywać irracjonalnie, bez sensu; zacznie mieć dziwne preferencje różnego rodzaju. I w pewnym momencie stwierdzimy: no, to jest wariat, po prostu, tak mówiąc kolokwialnie.
Oczywiście, to jest wariat. Więc wracając do wątku tego naszego wózka, tej sztucznej inteligencji na kółkach, zaopatrzonej w kamery, w mikrofony i tak dalej… Dalej uważałem, że po prostu architektura tych wszystkich układów scalonych byłaby. .
. no, nie powiem, że przypadkowa, ale odwracając troszeczkę to, co mówię, od architektury naszego mózgu zależy to, czy jesteśmy zdrowi psychicznie, czy nie, czy funkcjonujemy prawidłowo, czy nie. Architektura takich układów scalonych wydawała mi się zawsze, jakby to ująć.
. . no, niezgodna z architekturą mózgu, prawda?
Inna od architektury mózgu, więc zakładałem zawsze, że ponieważ ta architektura nie naśladuje mózgu ludzkiego, jest inna, to jeśli by uzyskała świadomość, to byłaby całą pewnością jakaś pokręcona, jakaś dziwna, jakaś skręcona, jakaś nieproporcjonalna, czyli po prostu wariacka. Przy czym zaznaczyć należy. .
. zwróć uwagę, że ja założyłem w ogóle, że myślę, że to nie jest tylko moje założenie, tylko ono występuje dosyć powszechnie, że układ do zjawisk dziejących się dookoła będzie szybko reagował na to, co się dzieje dookoła, będzie miał kontakt jakiś z tym, co się dzieje dookoła. Po to właśnie są te kamery, po to są te mikrofony, te czujniki itd.
, że w nim spontanicznie zajdzie akt świadomości, być może samoświadomości. Czyli sama złożoność układu zagwarantuje to, że w pewnym momencie ta iskra. .
. bo w tym układzie odezwiemy się. .
. o tym jeszcze będziemy za chwilę mówić. Powiem jeszcze, że dalej miałem kłopot, bardzo duży kłopot z systemem oceny, czyli z aktem poznawczym.
Zwróć uwagę, dosyć często, znaczy. . .
często? No, mówi się od czasu do czasu o czymś takim jak bunt maszyn, prawda? Skynet, Terminator.
. . był taki fajny film, nie Johnny, tylko "Krótkie Spięcie", gdzie był robot Johnny Five, uzyskał samoświadomość.
Mamy film "Chappie", znakomity. . .
Blomkamp, chyba tak się nazywa ten reżyser, jeśli nie widzieliście, to bardzo polecam w ogóle wszystkie filmy tego pana, czyli "Dystrykt 9", "Elizjum", właśnie "Chappie". Fenomenalna stylistyka, nie do podrobienia, zupełnie fantastyczny reżyser, fantastyczne opowieści. Więc mówi się czasami właśnie o buncie maszyn, zapominając o tym, że żeby cokolwiek się.
. . żeby jakaś maszyna się zbuntowała, to musi przede wszystkim rozumieć, że istnieje, musi też mieć w sobie zdolność przeprowadzania aktu poznawczego, musi też umieć chcieć.
Żeby się zbuntować, to trzeba chcieć, chcenie jest uczuciem, prawda? Na czym polega akt poznawczy w naszych mózgach, mózgach w ogóle istot, które są zdolne do aktu poznawczego, prawda? Dobrze.
Akt poznawczy polega na tym, że każda drobina, którą obserwujemy, czy to dźwięk, czy to fragment obrazu, na który patrzymy w danym momencie, czy to fragment zapachu. . .
tak, każda drobina ma nadane znaczenie. Zwróć uwagę, że ta nazwa naszego kościoła, mojego kościoła, waszego kościoła, Kościół Jedynki, znaczenie nie jest bez znaczenia, to naprawdę ma znaczenie, to znaczenie. Więc każda drobina tego, na co patrzymy, ma nadane znaczenie.
Tylko dlatego w ogóle rozpoznawana. . .
to jest bardzo ważne słowo w neurologii, psychologii poznawczej. Rozpoznawanie to nie jest jakieś fiku-miku, rozpoznawanie to jest bardzo ważny proces. Można na coś patrzeć i tego nie rozpoznawać, i można patrzeć i to rozpoznawać.
Jeśli patrzymy i nie rozpoznajemy, to obiekt, na który patrzymy. . .
Załóżmy, że skoncentrujemy się tutaj na patrzeniu, dobrze, nie na słuchaniu itd. , ale to przebiega podobnie. .
. taki obiekt jest całkowicie obojętny i trudno. .
. Ja zastanawiałem się nad tym, jak wyjaśnić, czym jest obiekt całkowicie obojętny. Ja nie wiem, bo ja mam ten nieuszkodzony układ poznawczy, w związku z tym trudno mi sobie wyobrazić, co to znaczy obiekt całkowicie obojętny, prawda?
To jest obiekt. . .
można sobie to spróbować wyobrazić, który jest, ale jakby go nie było. Ja tutaj spróbuję wam przytoczyć przykłady. One są znane z psychologii poznawczej i z neurologii też.
Może one przybliżą w pewien sposób, czym jest akt poznawczy? Ja już te przykłady podawałem wiele razy, wybaczcie mi, niech mi wybaczą ci, którzy już je znają. Ale to trzeba powtarzać, bo ciągle piewcy sztucznej inteligencji itd.
nie rozumieją, jak strasznie skomplikowanym procesem jest akt poznawczy, jak bardzo wymaga on emocji, albo może nie emocji, ale właśnie znaczenia. Przytoczmy tutaj przykład. .
. czyli mamy człowieka, który stoi na torach kolejowych, a po tych torach pędzi w jego kierunku lokomotywa rozpędzona. I ten człowiek ma nieuszkodzony układ limbiczny, a w tym układzie limbicznym, w jego mózgu, nieuszkodzone ciało migdałowate, dwa ciała migdałowate w lewej i prawej półkuli.
Co się dzieje w mózgu tego człowieka? W mózgu tego człowieka do obszarów wzrokowych dociera obraz rozpędzonej lokomotywy, ale jednocześnie. .
. ten obraz, źle mówię, najpierw ten obraz tak naprawdę dociera do wzgórza, czyli do tej bardziej pierwotnej części naszego mózgu, i dociera do ciała migdałowatego. I w tym ciele migdałowatym, to ciało migdałowate to bardzo mała struktura, bardzo mała struktura ocenia ten obraz tej lokomotywy rozpędzonej jako zagrażający.
Z tą informacją leci ten obraz do naszego ośrodka, do naszej świadomości, czyli "rany boskie". Musiałbym to sprawdzić dokładnie. Słuchajcie, ale ważne jest to.
. . ważne, co jest ważne, co jest ważne!
Mogłem coś poplątać. Ważne jest to, że ten obraz rozpędzonej lokomotywy, który najpierw dociera do naszych ośrodków wzrokowych, później do naszej świadomości. .
. Nie jest tak, że on dociera do naszej świadomości, my w naszej świadomości oceniamy, że on jest zagrażający, ten obraz, że ta lokomotywa nam zagraża. Tylko do naszej świadomości dociera informacja z ciała migdałowatego, że to jest sytuacja zagrażająca.
To jest bardzo ważne, czyli ocena tej sytuacji, że to jest zagrożenie, zachodzi w ciele migdałowatym, w strukturze podkorowej, w strukturze nieświadomej. Ta struktura już za nas wie, że to jest zagrażające. I ten obraz wraz z informacją "to jest zagrożenie" dociera do naszej świadomości, czyli nasza świadomość jest tutaj trochę takim debilem, można powiedzieć idiotą, któremu trzeba powiedzieć: "Słuchaj, to jest groźne!
". To jest groźne! Nasza świadomość widzi tę lokomotywę, ma jednocześnie informację znaczeniową: to jest groźne.
I schodzimy z torów, pociąg przyjeżdża, nic nam się nie dzieje. Dlaczego schodzimy z torów? Bo wiemy, że ta lokomotywa uderzy w nas, będzie bolało.
Nie chcemy! Wiemy, co to znaczy, że będzie nas bolało. Wiemy.
. . znaczy umrzeć, rozumiemy znaczenia tych wszystkich rzeczy.
Rozumiemy znaczenia słowa śmierć, śmierć tragiczna, śmierć w boleści, śmierć w skutku potężnego uderzenia lokomotywy w nasze ciało. Prawda? I teraz mamy tę samą sytuację tego samego człowieka, ale z usuniętymi.
. . Ciałami migdałowymi z jego układu limbicznego i co się dzieje?
Mamy ten sam obraz, ta sama lokomotywa pędzi w jego stronę. Ten sam obraz wzrok – sam obraz jest przekazem do świadomości. Świadomość informuje, że pędzi w stronę tego człowieka rozpędzona lokomotywa, ale nie ma informacji z ciała migdałowatego.
Czy to coś zmienia? Czy ta świadomość jest w stanie sama ocenić sytuację? Wydawałoby się, że powinna, prawda?
Też jest świadomość, pram Świć, żeby ła. Tymczasem, kiedy się czyta psychologię poznawczą, człowiek zaczyna dochodzić do wniosku, że świadomość to jest bardzo dziwny twór, który zajmuje się głównie tworzeniem historii – tworzeniem historii, które usprawiedliwiają nasze postępowanie. Tak naprawdę dorabia mnóstwo historii do tego, co my robimy, często nieświadomie.
Wyobraźcie sobie, że osoba, która jest pozbawiona ciał migdałowych, mimo że świadomie widzi pędzącą w jej stronę lokomotywę, zejdzie z torów. Będzie wiedziała, że lokomotywa w nią uderzy; wnioskowanie będzie prawidłowe. Będzie wiedziała, że zginie od tego uderzenia, i wszystkie te treści: „Zginę, uderzy we mnie, będzie bolało” – są pozbawione znaczenia, są całkowicie obojętne.
Mam gdzieś lokomotywę, boli, umieram. Mam to gdzieś. To są te obiekty, całkowicie obojętne.
To, co to robi ciało migdałowate, nadaje znaczenie. Nadaje znaczenie temu obrazowi. Więc to jest pierwszy przykład.
Drgi przykład – ja wiem, że to, co powiedziałem, brzmi nieprawdopodobnie, ale tak jest. Tak to działa. Przykładam człowieka polegającego na tym, że ten człowiek ma nieuszkodzone ośrodki rozpoznawania twarzy.
To są duże, naprawdę duże, prawopółkulowe ośrodki. Pamiętajcie, to już mówiłem wiele razy, ale powtórzę jeszcze raz – to jest nieprawda, że prawa i lewa półkula się niczym od siebie nie różnią, że są takie same itd. To jest absolutnie nieprawda.
Nie wiem, po jakiego grzyba neurolodzy zaczynają o tym trąbić. Chyba dlatego, że pojawiła się pewna moda jakiś czas temu na to, żeby mówić, że lewa i prawa półkula mózgowa się strasznie między sobą różnią. No nie są to jakieś straszne różnice, ale poważne.
W prawej półkuli mózgowej mamy ośrodki rozpoznawania twarzy, ośrodki orientacji przestrzennej, ośrodek złego samopoczucia – to chociażby, prawda? W lewej półkuli mózgowej mamy środki mowy, ośrodek mowy ruchowy, ośrodek mowy czuciowy. No to są poważne różnice, prawda?
Więc mamy tego człowieka. Tak, wracamy do przykładu. Mamy człowieka, który ma w prawej półkuli mózgowej nienauszkodzony ośrodek rozpoznawania twarzy, ale ma przeciętne połączenie neuronalne pomiędzy tym ośrodkiem rozpoznawania twarzy a układem limbicznym, czyli tym układem, który nadaje wszystkim znaczenie.
Można powiedzieć znaczenie emocjonalne, bo dla nas, w zasadzie, znaczenie jest swego rodzaju emocją. Można powiedzieć, że postawić z grubsza znak równości między znaczeniem a emocją. Można, czy nie można?
Myślę, że to troszeczkę jest grubymi nićmi szyte, ale wstępnie tak powiedzmy. Wstępnie powiedzmy. I co okazuje się?
Że ten człowiek, który rozpozna – znaczy, który widzi twarze, jest w stanie wymiarować prawidłowo twarze, bo ten ośrodek rozpoznawania twarzy charakteryzuje się tym, że potrafi wspaniale właśnie wymiarować twarz, na którą patrzymy itd. Nie wiem, czy wiecie, że umiejętność rozpoznawania twarzy to jest strasznie zaawansowana funkcja naszego układu nerwowego. Mamy powiedzmy sobie 8 miliardów ludzi na Ziemi i jesteśmy w stanie wszystkich ich zróżnicować – 8 miliardów twarzy.
Więc to nie jest byle co, ten ośrodek sprawia się bardzo dobrze, ale ten pacjent ma ten problem, że o ile jest w stanie zróżnicować każdą twarz i powiedzieć, że ta twarz różni się od tamtej, bo ta ma większy podbródek, ta ma bardziej zapadnięte policzki, ta ma oczy zielone, ta ma oczy niebieskie, to, do diabła – wybaczcie, wybaczcie – ile ten człowiek jest w stanie to wszystko fajnie poróżnić, o tyle nie jest w stanie w ogóle rozpoznać żadnej twarzy. Co to znaczy? Nie jest w stanie rozpoznać.
Podam wam przykład rozmowy z takim człowiekiem, z takim pacjentem, którego przeprowadził jego własny ojciec do specjalisty. Specjalista pyta: „Kto cię przyprowadził do przychodni? ” Odpowiedź pada: „Człowiek podobny do mojego ojca.
” Lekarz pyta: „A nie twój ojciec? ” No nie. To nie jest mój ojciec, odpowiada pacjent.
A skąd wiesz, że to nie jest twój ojciec? „Gdyby to był mój ojciec, to bym wiedział. ” Więc co to jest za człowiek?
No to jest ktoś bardzo podobny do mojego ojca. A dlaczego ktoś bardzo podobny do twojego ojca cię tutaj przeprowadził? No pacjent odpowiada: „Nie wiem, być może.
” Stało się tak, dlatego że w psychice tego człowieka akt poznawczy nie zachodzi rozpoznanie twarzy własnego ojca. Dlaczego? Dlatego, że nie dodany zostaje komponent znaczeniowy – komponent znaczeniowy, czyli nadanie tej drobinki znaczeniowej temu, co się widzi.
W tym przypadku brakuje tego tonu, tej melodii, tego dźwięku znaczeniowego, tej zwyczajowej towarzyszącej widokowi twarzy ojca. I w tym momencie, chociaż wymiary się zgadzają, one nic nie znaczą. Stają się całkowicie obojętne dla tego człowieka.
Wymiary: kształt twarzy, kształt podbródka, szczęki, nosa, ust, brwi, uszu, czoła – to wszystko jest całkowicie obojętne. „To nie jest mój ojciec” – rozumiecie? Akt poznawczy jest ważny dla takiego człowieka, który nie jest zdolny do rozpoznawania rzeczy: pędzącej lokomotywy, twarzy najbliższej osoby, twarzy w ogóle jakiegokolwiek znajomego.
Patrzę na cokolwiek i nie jestem w stanie tego zwymiarować, ale to jest wszystko obojętne, prawda? I w ten sposób, widząc, że się tak wyrażę, maszyny, prawda? – nie nadają znaczeń, nie nadają żadnych znaku.
Więc za nadawanie znaczeń i za akt rozpoznawania w ogóle czegokolwiek odpowiada właśnie nasz układ limbiczny. To jest bardzo, bardzo ważny układ. W jego skład właśnie wchodzi ciało migdałowate, między innymi.
I do tej pory uważałem, że to jest wyjaśnienie całkowicie satysfakcjonujące. To znaczy jest układ limbiczny, on generuje uczucia, te uczucia podłączają się do tego, co widzimy, co słyszymy, nadają temu znaczenie i w ten sposób zaczynamy rozpoznawać obiekty – czy to dźwiękowe, czy te, na które patrzymy, czy to zapachowe, czy to jakiekolwiek inne, prawda? Dotykowe – dotyk bywa bardzo przyjemny.
Ta przyjemność wynikająca z dotyku, prawda, też jest wynikiem działania naszego układu limbicznego. Jest możliwe wyobrażenie sobie człowieka, który dotyka najbliższej osoby i też nic nie czuje w związku z tym dotykiem. Prawda?
Jest to mu całkowicie obojętne, więc dotąd mi się wydawało, że złapałem. Zrozumienie za nogi, że jest układ limbiczny. On nadaje znaczenia.
Te znaczenia to są uczucia i koniec, finito. Ale w trakcie tych dywagacji, podczas moich kazań, zdaję sobie sprawę z jednej rzeczy, że trochę się chowam za tym układem limbicznym, bo przecież ten układ limbiczny z punktu widzenia pewnej konstrukcji nie różni się niczym od całej reszty mózgu. To są zwykłe neurony, które są połączone w jakiś tam, być może, niezwykły sposób, sposób inny od neuronów w innych częściach mózgu.
Natomiast to są wciąż neurony, między nimi są wciąż synapsy, te neurony są zaopatrzone w akson i dendryty, łączą się ze sobą w jakiś tam sposób specyficzny. Być może, ja w to nie wątpię, że każda struktura mózgowa ma swój specyficzny sposób łączenia się neuronów. Mimo wszystko, gdzie jest ta magia?
Gdzie jest to uczucie? Gdzie jest to znaczenie? Ja rozumiem, że ciało migdałowate nadaje znaczenie: "zagrożenie, zagrożenie, zagrożenie".
Jak ono to robi? Czy ono ma tam usta, które krzyczą: "alarm, alarm, alarm"? Czy ono ma, czy on, czy ciało migdałowate ma tam takiego małego człowieczka, który biegnie nam do świadomości i mówi: "Słuchaj, stary, jest niebezpiecznie"?
Nie, tam są tylko struktury neuronalne, architektura, tak geometria połączeń. Przy okazji, w czasie ujęte jakieś sekwencje, jakieś wibracje, ale częstotliwości tych odpaleń, prawda? Nasz mózg lubi fale, pewne częstotliwości i tyle.
Tak naprawdę do naszej świadomości to jest wszystko upraszczane. Prawda, na pewno jest bardziej skomplikowana sekwencja BIP, ale ciągle BIP, ciągle BIP. Więc gdzie jest to znaczenie, w kościele jedynki, jej znaczenia?
Odpowiedź jest ta sama: znaczenie jednak jest w obszarze niefizykalnym. Rozumiem, że wewnętrzny obserwator, zrozum, że ciało migdałowate generuje pewne struktury neuronalne, które w jakiś tam sposób ostrzegają przed zagrożeniem. Nauczył się tego po prostu, prawda?
I jednak znaczenie brzmi w obszarze niefizykalnym, w obszarze istnienia, brania duszy, świata uroborosa, podświadomości kolektywnej, platońskiego świata idei. To wszystko muszę cały czas wymieniać. Ciągle nie mamy pojedynczej nazwy.
Dusza, świata mi się podoba. Co myślicie na ten temat? No, super istota, tak, ten Bóg w nim jest obszarem niefizykalnym.
I w tym obszarze niefizykalnym pojawia się znaczenie. Więc było to dla mnie zaskakująca konstatacja, bo to, w czym siedziałem jako lekarz od wielu, wielu lat, czyli przekonanie, że te uczucia to już jest wszystko, jeśli chodzi o nadanie znaczenia, zostało przeze mnie samego obalone. Bo zrozumiałem, że ja niczego nie wyjaśniam; ja wyjaśniam uczucia znaczenia.
Tak naprawdę, jeśli śledziliście poprzednie kazania, to wiecie, że bardzo trudno by było w ten sposób wyjaśnić istnienie znaczenia, prawda? Znaczenie jest gdzieś indziej w mózgu. Są struktury neuronalne, tylko te struktury neuronalne.
I teraz rozwinąć świadomość? No, więc tak jak odpowiedziałem już na samym początku: wydaje się, że tak, bo nasz mózg ma świadomość. Więc gdybyśmy zbudowali replikę mózgu, prawda, ze wszystkimi jego logicznymi połączeniami i całą jego prędkością, sposobem reagowania i podłączeniem do odpowiednich kamer czynników, to w zasadzie mamy, chyba, być może, tam pojawi się ta świadomość.
Problem ze świadomością polega na tym, że ona się uczy. To nie jest tak, że ona się pojawia i wszystko wie, prawda? To jest coś, co się uczy, co popełnia błędy, co na początku nie wie, co do czego służy.
Nasze patrzenie, nasze widzenie jest widzeniem do góry nogami, prawda? Więc nasz mózg, nasza świadomość musi się nauczyć odwracać ten obraz, nauczyć się, co oznacza który dźwięk i tak dalej. Więc jest bardzo, bardzo skomplikowany proces tego adaptowania się, nadawania właśnie znaczeń.
Być może, no, bardzo żałuję, że nie jestem znowu noworodkiem, że nie jestem w stanie prześledzić własnych reakcji, własnego tego procesu uczenia się, tego adaptowania do tego środowiska mózgu, prawda? To było bardzo, bardzo ciekawe doświadczenie. Więc ten nasz układ nerwowy ma tę cechę, że niebywale szybko reaguje, że naprawdę wszystkie procesy zachodzą bardzo szybko.
Jest bardzo elastyczny. Pojawia się w moim polu widzenia, natychmiast jest na to reakcja, prawda? Zwróćmy uwagę, że cokolwiek widzimy w naszym polu widzenia, to w naszym mózgu jest natychmiastowa reakcja w postaci wytworzenia odpowiedzi na to, co widzimy.
Nie powiem, że w otworzenie obrazu, bo powiedzieliśmy sobie już, że obraz najprawdopodobniej zachodzi już w sieci wewnętrznego obserwatora. Natomiast te odpowiedzi neuronalne są bardzo szybkie. Prawda?
Widzę, nie wiem, krem Nivea leżący na moim biurku. W moim mózgu już tworzy się odpowiednia konfiguracja neuronalna, która cały czas się odpala i tak długo, jak patrzę na ten krem, prawda, jest cały czas odpalone. Więc nasz mózg odpowiada bardzo szybko, w czasie niemal natychmiastowym, na bardzo dużą liczbę bodźców, ale na szczęście ograniczona.
Ta liczba nie jest nieskończona, prawda? To są bodźce wzrokowe, słuchowe, dotykowe, zapachowe, smakowe, proprioceptywne. Coś tam pewnie jeszcze pominąłem.
Temperaturowe, nacisku dotyku, już chyba mówiłem. To jest wszystko, prawda? Więc wyobraźmy sobie teraz, że budujemy układ już z salak, prawda, z procesorów i tak dalej, który składa się z nieorganicznych części.
Oczywiście, podłączamy do kamer, do czujników zbliżania się, do czujników nacisku, nawet do czujników zapachowych, również do czujników pola elektrycznego. Stawiamy to na kółeczkach i dajemy temu napęd, temu akumulatorek, który może się rozładowywać i ładować. Jak myślicie, czy taki układ będzie miał świadomość?
Tytułem dygresji, pamiętam taki eksperyment i tutaj mogę się kropnąć, ale mam wrażenie, że w tym eksperymencie zastosowano taki wózek, o którym mówię, z tymi kamerami, i w tym wózku nie było układów salony, tylko były komórki nerwowe szczura. Było ich chyba około 100 000 albo 10 000. Widzicie, to jest moja pamięć, ileś tysięcy.
Przepraszam, nie pamiętam. To nie były komórki nerwowe z jakiejś części mózgu konkretnego, to była tkanka po prostu, utkana z takich komórek nerwowych połączonych ze sobą i tak dalej. Ten wózek, w którym te komórki nerwowe były podłączone do kamer, po jakimś czasie zaczął omijać przeszkody.
W jaki sposób? Bo, kiedy te komórki nerwowe uderzały w przeszkody, spadało napięcie, w jakiś tam sposób było generowane małe napięcie elektryczne, dzięki któremu te komórki nerwowe mogły tam w jakiś tam sposób się pozbywać, polaryzować. I według twórcy tego eksperymentu, komórki.
. . Nerwowe lubią wyższe napięcie, więc to napięcie było wyższe wtedy, kiedy nie było tych zderzeń, a spadało wtedy, kiedy były te zderzenia.
Czyli można powiedzieć, wytworzono mechanizm kija i marchewki. Wracając do naszego wózka – bez komórek nerwowych, tylko z sakami – też trzeba by stworzyć mechanizm kija i marchewki. Zastanawiam się, jaki to mógłby być mechanizm.
Na przykład, to mógłby być mechanizm taki, że ten wózek psuje się od wysokiej temperatury. Wyobraźmy sobie, że stawiamy ten wózek na jakiejś arenie ograniczonej ścianami, powiedzmy sobie okrągłej, żeby nie komplikować sobie tego eksperymentu myślowego. Na tej arenie są emitery ciepła, bardzo wysokiej temperatury, które mogą uszkodzić ten wózek.
Są ładowarki, które też emitują jakiś konkretny sygnał, i są rozładowywacze, że jeśli ten wózek stanie w pobliżu, to bardzo szybko bateria, akumulator się rozładuje. Moja propozycja wygląda tak: niech ten wózek ma czujniki wszystkich tych źródeł, źródła wysokiej temperatury, niech ma czujniki tych obszarów ładowarek i niech ma czujniki obszarów rozładowywania konkretnego wzoru wyładowań wewnątrz tych swoich saków, które to wzory będą się powtarzały ilekroć ten wózek będzie się zbliżał do obszarów ciepła, gorąca, do obszarów rozładowywarki. Niech ten jakby układ scalony reaguje cały czas z tym tworzeniem pewnych konfiguracji wewnętrznych.
Nie mam za bardzo wykształcenia w tym kierunku, więc nie wiem, jakiego typu to byłyby konfiguracje. Niech się tworzą pewne konkretne konfiguracje, kiedy widzi ścianę, kiedy nie widzi ściany, kiedy wyczuwa właśnie ten obszar wielkiego gorąca, kiedy wyczuwa ten obszar rozładowywarki. Niech tworzą się pewne konkretne konfiguracje w tym układzie scalonym, ale nic poza tym nie ma prawa być – żadnego programu pod tytułem „Teraz stąd uciekaj, kiedy jest gorąco”, albo „Zbliżaj się do ładowarki”, albo „Oddalaj się od rozładowywarki”.
Żadnych tego typu programów, żadnych tego typu instrukcji. Niech ten układ tylko ma umiejętność tworzenia odpowiednich konfiguracji wewnętrznych, konkretnych napięć w przypadku napotkania emiterów, ładowarek, rozładowywaczy. Czy w takim układzie na takim wózku pojawiłaby się w pewnym momencie, podyktowana istnieniem wewnętrznego obserwatora, jakaś świadomość?
Czy ten wózek zacząłby unikać źródeł ciepła? Rozładowywacz musi być czymś, do czego dążymy, musi być czymś, czego unikamy. Dlaczego ten wózek miałby unikać tych rzeczy?
Dlatego, że ile razy by tam się władował? Ale jeśli to, co mówię, ma sens, jeśli ta wizja w ogóle, cała ta wizja, ma sens, to ten eksperyment z takim urządzeniem być może potwierdziłby albo wykluczył istnienie wewnętrznego obserwatora. Jakie ważne są założenia, jeśli czegoś nie pominąłem?
Ważne założenia są takie: musi być to układ dosyć złożony, no taki, żeby odpowiadał zaawansowanemu choćby mózgowi dżdżownicy, prawda? Który wydaje się niewielki, ale tam już jest sporo tego. Nie wyobrażam sobie mózgu muchy czy pszczoły, bo to już jest potężnie, potężnie zaawansowana maszyna.
Ale liczba połączeń powinna być chociaż na poziomie takiego robala ziemnego, prawda? Takiej dżdżownicy. Więc układ skomplikowany na tyle, prawda?
I układ potrafiący odpowiadać konkretnymi konfiguracjami w przypadku zagrożenia, czyli usuńmy te źródła ciepła. Dobrze, nie będzie rozładowywacza i ładowarki, prawda? Dwie konfiguracje w przypadku dwóch różnych miejsc – dobrych i złych, prawda?
Czyli przedłużających istnienie albo kończących istnienie tego układu. Zastanawiam się, czy komuś by się chciało skonstruować coś takiego i czy to by zdało egzamin. Rozumiecie?
Gdyby zdał egzamin, gdyby wzór zachowań tego wózka zaczął się zmieniać w kierunku statystycznie istotnym, że ten wózek zacząłby unikać rozładowywaczy, to robi, prawda? To by było coś. Oczywiście, jaki jest tutaj problem, jaki ja widzę problem?
Problem widzę taki, że układ nerwowy jest neoplastyczny, w nim się cały czas tworzą nowe połączenia, cały czas, prawda? Więc możliwa jest być może dzięki temu superweniencja, to zjawisko, o którym mówiłem już parę razy, czyli zjawisko wpływania tego wewnętrznego obserwatora na układ nerwowy, czyli zjawisko wolnej woli. Czy zjawisko wolnej woli mogłoby zajść w układzie sztywnym, w układzie, gdzie nie mogą się tworzyć żadne nowe połączenia, w którym nie ma ten wewnętrzny obserwator, ten spirit, ten duch wpływu na materię?
Czy w takim razie ten wózek powinien się składać z takich konstrukcji, które byłyby plastyczne, w których mogłyby powstawać nowe połączenia? Ale coś takiego wydaje mi się możliwe na razie tylko w symulacji komputerowej, nie w przedmiocie takim fizycznym, prawda? Dotykalnym.
Bo, jakby nie mam w tym temacie dużej wiedzy, ale mam wrażenie, że nie istnieją na razie układy fizyczne takie dotykalne, które byłyby neuroplastyczne woli tego ghost in the shell, prawda? Tego wewnętrznego obserwatora. Więc być może taki wózek, o którym mówię, byłby możliwy właśnie w środowisku wirtualnym.
Pytanie brzmi: czy w środowisku wirtualnym byłby w stanie zagnieździć się wewnętrzny obserwator? Mam wrażenie, że dlaczego nie. No, dlaczego nie, prawda?
Gdyby się nauczył tego wszystkiego, to być może by to zrobił. No słuchajcie, jest challenge. Jeśli ktoś tutaj ze słuchających ma umiejętności, żeby to zrobić, co jest ważne?
Bardzo ważne jest to, co podkreślił ten układ, nazwijmy go, nerwowy. Ten układ nerwowy ma nie mieć żadnych instrukcji, żadnych, tylko ma umieć reagować konkretnymi wzorami na powiedzmy sobie zagrożenie i na przyjemność, prawda? A reszta niech się sama zadzieje.
No i z takim eksperymentem myślowym was zostawiam na dzisiaj. Do następnego razu. [Muzyka] Pozdrawiam!