[Muzyka] Dzień dobry, wita się z wami Marcin Sergiusz Przybyłek. Jak zwykle, na początku wielkie podziękowania dla moich patronów i członków tego kanału; bardzo doceniam wasze wsparcie. A teraz przechodzimy do punktu właściwego, czyli pierwszego kazania kościoła jedynki i jej znaczenia.
Ktoś może powiedzieć: "Marcin, chyba zwariowałeś, zakładasz kościół, bawisz się w ezoterykę? " No, oczywiście, trochę żartuję. Oczywiście, trochę żartuję.
Ale z drugiej strony istnieje wielkie zapotrzebowanie wśród ludzi – i moje również – żeby poszukać odpowiedzi na najważniejsze pytania. Bo zwróćcie uwagę, że my zajmujemy się często rzeczami trywialnymi. Zastanawiamy się, co kupić na obiad, co zjeść na śniadanie, czy nie wiem, kupić takie buty, czy owak.
Życie upływa, a potem umieramy nieprzygotowani do tego, co jest po drugiej stronie, nie zastanawiając się często nad tym zbyt dogłębnie, czy po drugiej stronie może coś być, czyli po śmierci. Więc ja się zastanawiam nad tym od kąd pamiętam. Staram się znaleźć odpowiedź na pytanie: Czym jest rzeczywistość?
Jak ona jest skonstruowana? Jak wygląda? Wiadomo, że rzeczywistość nie wygląda tak.
. . To jest słynne przysłowie Przybyłka: rzeczywistość nie wygląda.
I wśród tych poszukiwań stwierdziłem, że tak naprawdę te poszukiwania są po części naukowe, po części filozoficzne. A skoro tak, to dlaczego nie nazwać ich jedynką? Znaczy, nie nazwać ich wyznaniem, a konkretnie kościołem?
A żeby brzmiało śmieszniej, to nazwałbym to kościołem jedynki i jej znaczenia albo kościołem świętej jedynki i jej znaczenia. No i od tego zaczniemy, może od tej jedynki i właśnie jej znaczenia. Zatem, drodzy parafianie, nie wiem, czy to jest dobra nazwa dla was w ogóle.
. . Drdzy wyznawcy albo potencjalni wyznawcy!
Spróbujmy się zastanowić właśnie nad istnieniem. Przypominam, próbujemy odpowiedzieć na pytanie: Czym jest rzeczywistość? Rzeczywiście, my widzimy za naszego życia doczesnego to jest wszystko.
I czy nie ma szansy, że po naszej śmierci coś jest jeszcze innego, nawet coś dużo ciekawszego? No, żeby nie być gołosłownym, jest słynny dialog Platona "Fedon". To jest dialog, jeśli go nie czytaliście, to zachęcam – w ogóle warto czytać Platona, zwłaszcza że pan Witwicki, który go tłumaczył, zrobił kapitalną robotę.
I rzeczywiście, dialogi Platona czyta się bardzo fajnie. To nie jest bardzo trudne, to nie jest jakieś takie gęste znaczeniowo, to nie jest naćkane jakimiś dziwnymi słowami, których człowiek nie rozumie. To są dialogi pomiędzy, zazwyczaj, pomiędzy Sokratesem i jakimś jego rozmówcą.
Takim czy owakim. Akurat w dialogu "Fedon" Sokrates jest już w tej sytuacji, kiedy wie, że jest skazany na śmierć, a uczniowie próbują go nakłonić do tego, żeby on uciekł. On się nie zgadza na tę ucieczkę, twierdzi, że gdyby zgodził się uciec, to znaczy, że nie wierzyłby chociażby w ideę sprawiedliwości, tak?
A Sokrates był człowiekiem, który był wierzący w pewnym sensie i wierzył w istnienie idei, w istnienie świata idei, w który to świat wierzy też pan Roger Penrose. Roger Penrose, laureat Nagrody Nobla, z najwybitniejszych matematyków i fizyków współczesnych. On wierzy w istnienie świata idei, więc moje poszukiwania związane z zastanawianiem się nad naturą rzeczywistości i nad tym, czy istnieje coś oprócz tego, co widzimy za naszego życia doczesnego, nie są pozbawione sensu.
Jeśli taki wybitny umysł jak umysł pana Penrose'a poszukuje w tym samym kierunku, no to umysł Przybyłka może też spróbować. W dialogu "Fedon", o którym wspomniałem, Sokrates mówi o tym, żeby uczniowie się nie martwili, bo ci uczniowie zaczynają się martwić, zaczynają płakać, że on jednak nie ucieknie. A skoro nie ucieknie, to umrze, bo będzie musiał wypić truciznę.
Wcale nie cyk, to była jakaś inna trucizna. To jest taki mit, że on wypił. Oczywiście pamiętam, jest powszechnie mówione, że wypił.
I wtedy Sokrates siada z tymi swoimi uczniami i zaczyna mówić o duszy, i wywodzi w sposób perfekcyjny, że dusza jest nieśmiertelna. I ten wywód do dzisiaj jest w zasadzie fenomenalny od tej strony, że nie ma tam gdzie szpilki włożyć. Rzeczywiście, jest to kapitalny, kapitalny wywód.
Ale ja nie pójdę śladami pana Sokratesa. Spróbuję w inny sposób zastanowić się nad tym, jak skonstruowana jest rzeczywistość. Czym jest rzeczywistość?
Czym jest istnienie? I czy istnieje coś więcej oprócz atomów? Długi czas zastanawiałem się nad tym, od czego zacząć te swoje kazania, bo te kazania mają przynieść nadzieję.
Mają przynieść nadzieję tym, którzy cierpią, tym, którzy się zastanawiają, co będzie dalej, i czy to nasze istnienie rzeczywiście jest takie krótkie. Już nic poza tym nie ma. Ale nic na siłę.
Tak, jeśli się okaże, że nadziei nie ma, to też powiem, że trudno. No, ja nic nie znalazłem. Tak, to jeśli ja nic nie znalazłem, to nie znaczy, że nikt inny nie ma prawa znaleźć.
To znaczy, że mój umysł był za słaby, żeby coś odkryć ciekawego w tej mierze. Czy mój pies się dobija tutaj? Tak.
Przepraszam, przerwa na wpuszczenie psa. Wpuściłem psa i teraz pies domaga się oczywiście głasków. No właśnie, no właśnie.
Zwykła, taka malutka istotka, ważąca 2,5 kg, która ledwo już widzi, ledwo słyszy, a jest jak człowiek, prawda? W niej też jest ten wewnętrzny obserwator, który ma oczywiście raport od mózgu, dużo głupszego od mózgu ludzkiego, a mimo to, mimo to jestem przekonany. Ja, gdybym był mój wewnętrzny obserwator, gdyby siedział w mózgu Majka, to zachowywałby się tak samo.
No, ale zanim dojdziemy do wewnętrznego obserwatora, to jeszcze trochę czasu upłynie, to nie w tym kazaniu. Nie w tym kazaniu. W tym kazaniu zastanowimy się nad tą jedynką i tylko nad tą jedynką.
Gdybym miał się zastanawiać nad całym istnieniem, to tutaj ginę – co ja męczę? Godzinę, dzień bym gadał i skończył. Więc spróbujemy tylko nad tą jedynką.
Dlaczego nazwałem ten kościół kościołem jedynki i jej znaczenia? Więc, czym jest jedynka? Jedynka jest strasznie ważną liczbą, cholernie ważną.
To jest, można powiedzieć, pierwsza liczba naturalna, prawda? Pierwsza cała, całość. Pierwsza całość po zerze.
Między zerem a jedynką znajduje się przepaść nieskończoności. Można powiedzieć, jeśli ktoś szuka nieskończoności, to nie musi szukać poza jedynką, tak naprawdę wystarczy, że spojrzy między zerem a jedynką i już odkryje. Tam wszelkie możliwe nieskończoności.
Może nie wszelkie możliwe, ale na pewno, na pewno jedną przynajmniej nieskończoność. Jest to liczba, która oczywiście nam kojarzy się z czymś na świecie, czyli, no powiedzmy sobie: jeden pies, jeden baran, jeden długopis, jeden dom, jeden człowiek. Natomiast tak naprawdę jedynka jest czymś więcej.
Przepraszam, znowu muszę przerwać, bo mój pies chciał wejść, a teraz chyba chce wyjść. Mówiliśmy o jedynce, zdaje się, prawda? I o tym, że między zerem a jedynką jest przepaść nieskończona.
Można powiedzieć, w zasadzie jestem zdziwiony, bo niedawno widziałem rozmowę w cyklu Tru. W ogóle polecam ten kanał, tam z fizykami, matematykami, filozofami na temat istnienia. Bardzo inspirujące.
Jestem zdumiony, że to nie jest mało popularny kanał, ale też nie jest tak popularny jak na przykład niektóre polskie kanały naukowe, genialny jest. I tam jeden z rozmówców, prowadzącego, powiedział, że tak naprawdę według niego cała rzeczywistość sprowadza się do zera i jedynki. Ja jestem zdumiony, bo to są też moje przemyślenia, prawda?
Tylko że o mnie nikt nie słyszał, tamtemu panu z pewnością wiele osób słyszało. Więc rzeczywiście, moim zdaniem, jeśli chodzi o rzeczywistość, którą ja nazywam konstruktem—bo to nie jest cała rzeczywistość, jeszcze do tego przejdziemy przy następnych kazaniach—jeśli chodzi o ten konstrukt, to rzeczywiście on może być wyprowadzony z zera i jedynki. Absolutnie, zero i jedynka wystarczą do tego.
Więc wracając do jedynki, jedynka nie jest tylko liczbą, która służy do cen, jest moim zdaniem przede wszystkim znakiem, przede wszystkim symbolem, który oznacza, że coś jest, który oznacza istnienie. Czyli zwróćmy uwagę, to jest symbol. Tak samo jedynka namalowana na papierze, farbą, wydrukowana na papierze, PR, drę, napis, przem, znaczenia—do czego jeszcze przejdziemy—jest po prostu maziaj, takim jest kleksem na papierze czy na czymkolwiek innym.
Natomiast jeśli już znamy jej znaczenie, to wiemy, że to znaczenie to jest znaczenie istnienia. Ja prowadzę dosyć ożywioną korespondencję z dwoma matematykami. Tutaj pod spodem napiszę nazwiska, żeby nie przekręcić niczego, którzy odezwali się do mnie i zaczynamy po prostu pisać ze sobą, zaczynamy korespondować i zastanawiać się nad tym, czym jest istnienie.
Zapytałem jednego z nich, tutaj znowu pojawi się napis, którego, o jedynkę, i on mi potwierdził, że jedynka w matematyce to jest nie tylko liczba, ale także ID, czyli coś związanego z istnieniem, coś związanego z bytem. I czasami bywa zapisywana jako ID, po prostu ide. Tak więc jedynka jest symbolem istnienia, podstawowym, najważniejszym, w zasadzie jedynym takim skondensowanym symbolem istnienia.
Czyli można powiedzieć, że kiedy wszechświat powiedział "jestem", to symbolem tego "jestem" jest jedynka. Oczywiście, kiedy wszechświat powiedział "jestem", symbolem tego "jestem" stała się jedynka. To jak była jedynka, to musiało być też zero, bo jedynka nie może istnieć bez zera, dlatego że to "jestem" musi być w opozycji do czegoś innego.
Jeśli jest pałeczka od bębna, to musi być membrana. Czyli można powiedzieć, że tą membraną było zero, a "jestem" a pałeczką była jedynka, albo odwrotnie. W każdym razie to istnienie prawdopodobnie, według mojej wizji, sprowadza się do tego, że coś uderza w coś, że istnieje membrana i istnieje coś, co w tę membranę uderza.
Co można skojarzyć chociażby z tym, w jaki sposób są wizualizowane cząstki elementarne, które są elementem pola. Tym polem może być membrana, a cząstki są tymi uderzeniami tej boskiej pałeczki, dzięki którym te uderzenia zwisają w istnieniu i są. Bo oczywiście jest mnóstwo takich uderzeń, takich delikatnych, które powodują, że te cząstki wirtualne tylko wyskakują na chwilę ponad tę membranę i za chwilę się w niej chowają, prawda?
One wyskakują, chowają się, wyskakują, chowają się, więc bilans wychodzi na zero. Ale generalnie jedynka oznacza istnienie. Czyli dlaczego nazwałem ten swój kościół kościołem jedynki i jej znaczenia?
Bo w zasadzie esencją tego, o czym będę rozważał, są dwie rzeczy: konstrukt, z którego składa się rzeczywistość, czyli konstrukt matematyczny, czyli cząstki i równania, które je opisują, oraz coś bardzo nieuchwytnego, a coś bodaj ważniejszego od tego wszystkiego, czyli znaczenie, które nadajemy temu konstruktoowi. Dlatego że pamiętajmy o tym, że sama jedynka siebie nie określa. Sama jedynka nie potrafi wyciągnąć z siebie znaczenia.
Matematyka nie posiada symbolu, który byłby symbolem znaczenia. Matematyka nie potrafi opisać samej siebie i wytłumaczyć samą siebie. Musi być nad jedynką, nad jedynką musi wisieć coś, jakaś chmurka, jakaś dusza tej jedynki, którą jest jej znaczenie.
I to znaczenie nie jest już matematyczne. Matematyczne więc całe nasze rozważania w kościele jedynki i jej znaczenia będą dotyczyły konstruktu matematycznego oraz tego, co jest nad tym konstruktem. Być może w świecie idei platońskich, w świecie idei Penrose’a, w świecie idei Kwietkowskiego, w świecie idei, czyli w świecie znaczeń.
Koniec kazania. [Muzyka] Pierwszego.