[Muzyka] Dzień dobry, wita się z wami Marcin Sergiusz Przybyłek. Jak zwykle, na początku, wielkie podziękowania dla moich patronów i członków tego kanału. Bardzo doceniam wasze wsparcie.
A teraz przechodzimy do kazania w kościele jedynki, jej znaczenia, czyli do pytania, czy wewnętrzny obserwator cokolwiek pamięta. W zasadzie najważniejszym pytaniem, ściśle powiązanym ze sprawami religijnymi i też filozoficznymi, to jest pytanie o to, co się dzieje po śmierci i czy cokolwiek się dzieje. Oczywiście, a jeśli się dzieje, to czy po śmierci pamiętamy, kim byliśmy za życia, czy cokolwiek jesteśmy w stanie przypomnieć sobie.
Prawda, nasza pamięć to jest coś, co bezpośrednio wpływa na naszą osobowość. Tak, tak jak sobie ostatnio analizowaliśmy tego wewnętrznego obserwatora, stwierdziliśmy, że w zasadzie najbardziej na to, kim jesteśmy, wpływa to, co już przeżyliśmy. Czyli właśnie przeżycia, doświadczenia, wydarzenia z naszej przeszłości autobiograficznej, też nasza pamięć deklaratywna, czyli to, co przeczytaliśmy, to, co przemyśleliśmy, to, o czym rozmawialiśmy, to, czego się nauczyliśmy, jeśli chodzi o te wszystkie sprawy manualne, czyli pamięć nasza ta proceduralna.
Ale generalnie najważniejsze rzeczy, które wpływają na naszą osobowość, jak się wydaje, to są nasze doświadczenia, czyli ta pamięć autobiograficzna. To wpływa na to, kim jesteśmy. W związku z tym w sposób naturalny, kiedy myślimy o śmierci i o tym, co następuje po niej, to jest moim zdaniem chyba nie pozbawionym sensu jedno z głównych pytań, właśnie na które starają się odpowiedzieć różnego typu religie.
One poruszają dwa problemy, w zasadzie problem tego, czym kim jest Bóg i problem tego, co się dzieje po śmierci. Każda ma troszeczkę inne wyobrażenie na ten temat. Więc zastanawiamy się, czy jak umrzemy, to czy cokolwiek zostanie z tego, kim byliśmy, nawet jeśli istnieje coś takiego jak dusza, czy ten wewnętrzny obserwator, który jest tutaj w zasadzie w tych moich rozważaniach synonimem duszy, to czy jak on się wyłoni z tego naszego mózgu już martwego, czy będzie cokolwiek pamiętał.
To samo pytanie pojawia się w przypadku myślenia troszeczkę bardziej na poważnie o reinkarnacji, no bo wiadomo, że jeśli nawet ktoś wie, że w reinkarnację, tak, to jakby nie ma dowodu na to, że ona istnieje, ponieważ nie ma wspomnień z poprzednich żyć. Więc czy ona naprawdę istnieje, ta reinkarnacja? Bo przecież jeśli by istniała, to powinniśmy coś pamiętać, pamiętamy poprzednich wspomnień.
Oczywiście, zwolennicy reinkarnacji mogą powiedzieć, że nie mamy pamiętać, tak, mamy uczyć się od nowa, mamy mieć jakieś nowe doświadczenie, ale z drugiej strony, jeśli byliśmy jakimś chłopem pańszczyźnianym w, nie wiem, X wieku w poprzednim naszym wcieleniu, to w jaki sposób te wspomnienia miałyby nam zaburzyć to, kim jesteśmy dzisiaj? Mam wrażenie, żeby wzbogaciły tylko nasz ogląd sytuacji tutaj w XX wieku. Prawda?
Jak to wygląda? Mielibyśmy szerszą perspektywę, odniesienie jakieś takie dzięki tej pamięci. Więc niby dlaczego w tym systemie wierzeń o reinkarnacji jest postulat, że człowiek ma nie pamiętać?
Właśnie fajnie by było, gdyby pamiętał, by się uczył szybciej, więcej, ta dusza by się szybciej więcej uczyła. Z drugiej strony, być może jest tak, do czego przejdę później, że być może jest tak, że nasz wewnętrzny obserwator może zajrzeć w struktury pamięciowe mózgu i aktualizować je i sprawiać, że one istnieją w ogóle, że w ogóle pamięć istnieje. Prawda?
Ale mózg nie jest w stanie zajrzeć w struktury, w których jest zanurzony wewnętrzny obserwator. No ale wróćmy jeszcze do tej pamięci oraz do tego wewnętrznego obserwatora, bo tak jak sobie ostatnio omawialiśmy zjawiska związane ze zmysłami, mówiliśmy o tym, że dzięki temu, że mózg otrzymuje informacje związane ze zmysłem wzroku, słuchu, smaku, węchu, dotyku, nacisku, temperatury, propriocepcji i tak dalej, to nasz wewnętrzny obserwator patrzy na te ekrany. Znaczy, nie patrzy na te ekrany, można powiedzieć, tylko przyjmuje informacje z tych ekranów i wytwarza wrażenie.
Wrażenia wzrokowe, wytwarza wrażenia słuchowe i tak dalej. Mówię o tym, że to on ma umiejętność widzenia, a nie mózg. Prawda?
Mózg zawiera tylko informacje, natomiast nie umie widzieć. Widzieć potrafi tylko wewnętrzny obserwator. Być może jest też tak, że ta instancja, jak mówiliśmy, bardzo rozmyta, bardzo niejednoznaczna, wewnętrznego obserwatora obserwuje też naszą osobowość.
Tak, nasza osobowość jest obserwowana i obserwowana jest nasza pamięć. I to dzięki wewnętrznemu obserwatorowi ta nasza pamięć ma szansę zaistnieć. Tak, ten akt zaistnienia jest możliwy dzięki niemu.
Czyli powtórzmy pytanie: czy wewnętrzny obserwator jest w stanie cokolwiek zapamiętać? A jeśli tak, to dlaczego nasz mózg nie jest w stanie odczytać tej pamięci, tak jak zasugerowałem przed chwilą? Być może jest tak, że kod pamięciowy substancji, z której składa się wewnętrzny obserwator, jest nie do odczytania przez struktury neuronalne mózgu.
Dlatego nie jesteśmy w stanie tego świadomie odczytać. Natomiast to, co zapisuje się w strukturach neuronalnych mózgu, jest łatwe do odczytania przez wewnętrznego obserwatora. Spróbujmy tutaj wprowadzić nową jakość, czyli odwołać się do Karola Gustawa Junga, mojego ulubionego myśliciela, absolutnego geniusza, moim zdaniem, i jego wizji tego, z czego składa się psychika człowieka.
To jest bardzo ciekawa wizja. On uważał, że psychika człowieka, tak, pierwotnie, składa się z trzech elementów. Pierwszym elementem jest świadomość.
Tutaj Jung nie wymieniał składowych świadomości. My, powołując się na psychologię poznawczą, możemy wymienić te składowe. One są bardzo ciekawe.
Przypomnijmy sobie, że świadomość człowieka według psychologii poznawczej to są trzy elementy. Wyobraźmy sobie może symbolicznie łódkę. Tak, mamy łódź, jacht jednomasztowy.
Na dziobie tego jachtu, ten jacht jest świadomością. Na dziobie tego jachtu jest mówca, jest słuchacz i to jest pętla fonologiczna. Czyli mamy w naszej świadomości taki, taki układ zwany pętlą fonologiczną, umiejętnością mówienia i słuchania.
Zwróćcie uwagę, że bardzo często mówicie sami do siebie i słuchacie sami siebie w myślach. To jest właśnie pętla fonologiczna, znajdująca się w jednej z trzech części świadomości. To jest dziób, słuchacz i mówca, rufa, czyli tył tego jachtu, to jest rysownik.
Mówi się, że drugą częścią świadomości jest notes wyobrażeniowy, przestrzenny, i w tym notesie wyobrażeniowym, przestrzennym możemy ustawiać sobie pewne struktury, czasami abstrakcyjne, czasami realne. Wyobrażamy sobie jakąś książkę, jakiegoś właśnie pisarza, jakieś biurko. To są rzeczy, które możemy sobie wyobrazić w tym notesie wyobrażeniowym, przestrzennym.
Ale możemy też umieścić w tym notesie wyobrażeniowo-przestrzennym takie pojęcia jak zwierzę, perfumy, zapach, czy, nie wiem, androny. Tak, androny to jest pojęcie, które nie ma realnego odpowiednika; nikt nie wie, jak wyglądają androny. Tak mimo wszystko mamy takie pojęcie w głowie – ktoś plecie androny, prawda?
Więc w tym notesie wyobrażeniowo-przestrzennym mogą być i realne przedmioty, i obiekty, i pojęcia zupełnie abstrakcyjne. Więc dziób, pętla fonologiczna, słuchacz i mówca, rufa, rysownik – czyli notes wyobrażeniowy. I jest jeszcze trzeci element świadomości, czyli na maszcie w bocianim gnieździe jest ktoś, kto patrzy, i ten ktoś, kto patrzy, to jest centrum uwagi, a uwaga jest kierowana bądź na te pętle fonologiczne.
No to jest wyobrażeniowo-przestrzenne. Może sobie wyobrazić, że tam siedzi taki ludzik z takim dużym okiem albo z lornetką i on właśnie przekierowuje tę uwagę, tą uwagę w tym naszym symbolicznym przedstawieniu spojrzenia tego obserwatora. I on patrzy tu bądź tu, albo na oba te obiekty jednocześnie i to jest świadomość.
Czyli jachcik z trzema elementami, które już przed chwilą opisałem. Co dalej? No dalej jest.
. . No jak mamy jachcik, to mamy też ocean, po którym ten jachcik płynie.
Ten ocean, według Junga, to jest podświadomość indywidualna, czyli wszystkie te elementy, które konstytuują, można powiedzieć, naszą osobowość; które są nieuświadomione w danym momencie. My mamy, jeśli chodzi o nasze doświadczenia, jeśli chodzi o nasze przeżycia, obrazy, które widzieliśmy, filmy, które obejrzeliśmy, piosenki, których wysłuchaliśmy, rozmowy, które odbyliśmy, książki, które przeczytaliśmy i tak dalej. Tego są miliony, miliony, miliony bitów obrazów, dźwięków, liter i tak dalej.
Oczywiście te całe miliony tych doświadczeń nie wiszą przed nami w powietrzu; w tej chwili nie widzimy ich wszystkich, bo byśmy zwariowali. Nie jesteśmy w stanie objąć tego naszą świadomością. W związku z tym można powiedzieć, że to jest pewna baza, po której ten jachcik pływa, prawda?
Czasami wydobędzie sobie ten wewnętrzny słuchacz, mówca czy ten rysownik, jakąś rybkę z tego oceanu. To jest wspomnienie, jakiś bit informacyjny, wiedzy zebranej w ciągu naszego życia. I możemy się przyjrzeć temu wspomnieniu, a później wrzucamy z powrotem w pamięć, i ono tam sobie pływa, to wspomnienie, ale już nie mamy w nie bezpośredniego wglądu.
Więc ten ocean jest oczywiście duży. Im więcej mamy lat, tym jest większy i on różni nas od innych ludzi. Czyli można powiedzieć, że każdy człowiek jest inny, bo ma inne wienia, bo ma inny garnitur wspomnieniowy, i ten ocean u każdego ma inny kolor, inny zapach, inną strukturę, inne zwierzątka tam w nim pływają i tak dalej.
Można by powiedzieć, że teoretycznie powinno się na tym już skończyć, ale Jung właśnie. . .
dlaczego był geniuszem? No bo odkrył jeszcze coś innego. Odkrył, wymyślił, miał wizję czegoś innego.
I tym czymś innym, trzecim elementem psychiki jest coś bardzo tajemniczego, bardzo wyjątkowego. To jest coś, co rzeczywiście. .
. i on nazwał to coś podświadomością kolektywną. Czyli już nie podświadomością indywidualną, różną dla każdego człowieka, ale podświadomością wszystkich ludzi.
On tutaj tego nie precyzował, chwała mu za to. Przyjmijmy, że może jest wspólna dla wszystkich ludzi, że to jest źródło, z którego wszyscy mogą czerpać. Po drugie, nie zna ta podświadomość kolektywna ograniczeń czasu i przestrzeni.
To był postulat Junga, czyli nie zna ograniczeń przestrzeni. To znaczy, że może jakby znajdować się w innym miejscu bez potrzeby podróżowania. Może mieć wgląd w inne miejsca, czyli jakby postulował, że zaglądając w podświadomość kolektywną, doznawać jasnowidzenia, czyli widzieć coś, co jest gdzie indziej.
On również mówił, że nie zna ograniczeń czasowych, czyli możemy wspomnieć coś, co było dawno temu, a czego nie byliśmy świadkami, albo zobaczyć przyszłość. No brzmi to trochę jak magia. Jung zajmował się między innymi też zjawiskami paranormalnymi, systemami wróżebnymi.
On w zasadzie uważał dosłownie, że systemy wróżebne, czyli tzw. tarot, są systemami komunikacji z podświadomością kolektywną. W tej podświadomości kolektywnej są jeszcze bardzo ważne rzeczy, tak zwane pra obrazy, czyli archetypy.
Archetyp. . .
pra obrazy. No właśnie, archetypy. Pamiętajmy, że Jung w zasadzie spopularyzował to słowo, bo w tej chwili to słowo „archetyp” jest bardzo popularne; ono jest używane w popkulturze, w grach komputerowych, w innych takich miejscach.
Pamiętajmy, że to pierwsze, pierwotne, najbardziej klasyczne, jungowskie ujęcie tego, czym są archetypy, to jest PR pamięć. Archetyp to jest jakby pra-wspomnienie, pra-pamięć poprzednich pokoleń naszych przodków. Być może też nie tylko ludzkich, nie tylko tych hominidów, ale też tych przodków dawniejszych, aż do ryb, idąc czy nawet wcześniej.
Te archetypy mają cechę taką, że ich w zasadzie zobaczyć, pojąć w pełni się nie da za pomocą naszych układów neuronalnych, za pomocą naszych mózgów, za pomocą tego, co mamy do dyspozycji, czyli za pomocą słów, aparatu pojęciowego, które wytwarzają nasze centralne układy nerwowe, czyli mózgi. W związku z tym, że nie mamy dostępu bezpośredniego do archetypów, to one nam się jawią pod postacią symboli. Możemy je zobaczyć pod postacią symboli.
One się nam ujawniają w naszej twórczości, w naszych snach. I te symbole są różne: to ocean, wieża, miasto, kwadrat, koło. Tego jest bardzo dużo tych symboli.
I ta warstwa, jak twierdził Jung, psychiki – moim zdaniem to nie jest warstwa psychiczna, ale psychika ma do niej dostęp – jest najgrubsza. Czyli można powiedzieć, że tak jak mieliśmy tę łódeczkę, czy ten jachcik ze świadomością, z trzema elementami świadomości, tak jak mieliśmy ten ocean, czyli naszą podświadomość indywidualną, mamy jeszcze podświadomość kolektywną. Albo ją mamy, albo ona ma nas, albo jakoś współistniejemy z nią.
I ta podświadomość kolektywna to by była już, nie wiem, planeta, na której ten ocean się rozlewa. To znaczy to główne ciało, jakby które istnieje. Tutaj się troszeczkę kłania pewien pomysł pana Penrose'a, który twierdził, że być może nasza świadomość to nie jest coś, co wytwarza nasz mózg, ale coś w mózgu.
Czyli nasz mózg jest jakby odbiornikiem świadomości; istnieje pewne pole, można tak powiedzieć. Oczywiście nie pole przestrzenne, tylko pole logiczne, pole abstrakcyjne, które jest. .
. W jakiś tam sposób kompatybilne z naszym mózgiem i do tego pola być może należy właśnie nasz wewnętrzny obserwator, i to pole by wynikało właśnie bezpośrednio z podświadomości kolektywnej. Że nasza podświadomość to jest właśnie to pole świadomości, może pole wewnętrznego obserwatora, w które on sam nie umie zajrzeć, prawda?
Może zajrzeć nasz mózg, ale sam w siebie – nie, nie bardzo. Być może dlatego, że jest blokowany przez ten nasz mózg. Czy to przedstawienie symboliczne, które opisałem przed chwilą, czyli łódeczka, ocean i skorupa planetarna oraz cała planeta pod spodem – czy to sugeruje, że podświadomość indywidualna, czyli nasza pamięć osobista oddziela od świadomości podświadomość kolektywną?
To jest ciekawa myśl, prawda? Ja nie wiem, czy nie jest tak, że im więcej pamiętamy z osobistego życia, tym mamy słabszy dostęp do prawdziwych wspomnień, jeśli takie istnieją. No i są logiczne.
Jakby im więcej pamiętamy z naszego osobistego życia, tym bardziej jesteśmy otoczeni przez to, co nas otacza, i tym mniej mamy możliwości przebicia się przez ten chaos, przez tę kakofonię i dostać się do tego dominum, gdzie rządzą inne zasady, gdzie rządzą zasady, które rozumie tarot i icing, ale już nie nasza świadoma część psychiki, która jest przyzwyczajona, oswojona z przyczynami i skutkami następującymi w czasie. No trudno powiedzieć. No więc mamy tą wizję jungowską, ale to nie jest jedyna wizja, o której będę dzisiaj mówił.
Przywołaj teraz wizję "husk", o której często wspominam, bo ona jest bardzo, moim zdaniem, taka udana. Ta wizja mówi o tym, że istnieje brahman, czyli istota rzeczywistości. To najważniejsza ta pra istota, to to, co jest najważniejsze w rzeczywistości – nie da się doświadczyć w sposób bezpośredni, nie ma takiej możliwości.
Jeśli ktoś próbuje go zobaczyć, to go nie zobaczy, zobaczy maję. No i właśnie, zanim dojdziemy do maja, to jeszcze wspomnijmy o tym, że oprócz brana jest Atman. Atman nie jest już istotą rzeczywistości, jest duszą, jest wewnętrznym obserwatorem, jakbyśmy tutaj sobie powiedzieli zgodnie z naszymi założeniami kościoła jedynki.
Jej znaczenie? Atman jest tej samej substancji co brahman, ale nie jest z tym brahmanem połączony. Albo może inaczej – nie ma z nim łączności, bo może jest połączony, ale w sposób taki, że jest połączony, ale nie jest połączony, czyli jakimś takim martwym kablem.
Atman, patrząc na brahmana za pomocą zmysłów, widzi maję, czyli uwodzącą wrażliwość, która zakrywa nam brana, czyli ten Matrix, który nas otacza, jak powiedzieliśmy w poprzednim kazaniu. No, tym polem zmysłowym, tak? Czyli mamy wewnętrznego obserwatora, który patrzy na to, co Matrix – mózg koduje i wytwarza wrażenie koloru, wytwarza wrażenie dźwięku, i tak dalej.
I to wszystko, co widzi tym swoim wielkim okiem, wewnętrzny obserwator jest maj, czyli wrażenie. I za chwilę kolejne, jeszcze inne symboliczne przedstawienie. Wyobraźmy sobie teraz okrągły labirynt – to jest dosyć ważne, żeby on był okrągły, bo zgrabnie nam się ułoży z tym, co będzie potem.
Więc to jest okrągły labirynt, centralna, najważniejsza komnata pośrodku okrągła, i ten labirynt to jest symbol naszego mózgu. Zresztą całkiem udany, bo zwoje nasze mózgowe wyglądają dokładnie tak jak korytarze w labiryncie, przy czym ścianami tego labiryntu naszego mózgowego są nie, nie, nie ściany, tylko te przedziały pomiędzy zakrętami mózgowymi, prawda? Więc tym labiryntem jest nasz mózg, okrągły labirynt.
Wyobrażamy sobie okrągły labirynt – są w nim oczywiście różne pokoje, różne komnaty, na przykład archiwa, czyli nasza pamięć. Tam są różne księgi, regały z tymi książkami. Niektóre książki są otwarte, ten nasz wewnętrzny obserwator może tam zaglądać, niektóre książki są zamknięte i są na półkach, czyli te pokoje, te archiwa to jest to, co w poprzednim naszym wyobrażeniu było oceanem, prawda?
No, są też pokoje, gdzie są jakieś wajchy, które można przesuwać, i to są pokoje do poruszania naszym ciałem. Oczywiście są pokoje, gdzie są ekrany wyświetlające nasze doznania zmysłowe. No i jest tam mnóstwo połączeń, rur, kabli i tak dalej.
No, ponieważ jest to nasz mózg! Labirynt też ma w sobie te różne połączenia, prawda? To jest nasz mózg, labirynt.
I w centrum tego labiryntu wrasta świetliste drzewo. Wyobraźmy sobie to świetliste drzewo, ale to drzewo nie wyrasta, tylko wrasta. Koroną, czyli reszta tego drzewa jest pod labiryntem.
Pień tego drzewa jest pod labiryntem. Labirynt jest zawieszony w powietrzu i to drzewo koroną wrasta w ten labirynt. Św obnikają różne korytarze, zaglądają właśnie do archiwów, zaglądają do tych pokoi, gdzie są te wajchy, do tych pokoi, gdzie są ekrany doznaniami zmysłowymi i tak dalej.
Czym jest to świetliste drzewo? No, to jest axis mundi, czyli oś świata, drzewo poznania. Tak?
Czyli wewnętrzny obserwator, niech ja, jego korona. Korona tego drzewa to jest właśnie wewnętrzny obserwator, który wnika w struktury nasze mózgowe i jest w stanie nadać sens, nadać istnienie, nadać znaczenie, nadać kolor, nadać dźwięk i wykazać się superwencji, czyli wpływem na struktury neuronalne i wydać rozkaz poruszania naszymi kończynami. Superwencja wiemy, że jest, ale tego nie widzimy, czyli to nawet pasuje bardzo ładnie do naszej wizji podświadomości kolektywnej.
Tak? Czyli pień jest tym, co łączy obserwatora wewnętrznego z brahmą, podświadomością kolektywną, kolektywnym światem pod powierzchnią oceanu prawdopodobieństwa. Tak?
Czyli korzenie to jest brahman, podświadomość kolektywna – miejsce, być może. . .
może tutaj za daleko skaczę troszeczkę, gdzie rezydują cząstki, zanim przejdą kwantowo, czyli są falami. A może i nie, może. .
. i nie, może tutaj troszkę za daleko jadę w każdym razie. W każdym razie mamy taką wizję, w której mamy tego wewnętrznego obserwatora, który właśnie jest połączony pniem, a pień jest jakby głuchy.
Tak, pień to jest ten łącznik, który jest nieprzezierny. Nie jest w stanie ten wewnętrzny obserwator zajrzeć przez ten pień do swojej pierwociny, czyli do tego brahmana, do tej podświadomości kolektywnej, do tych archetypów. Być może, i jest ciąg informacyjny – jest tylko z jednej strony, czyli tak jak w drzewie normalnie soki idą do góry, tak?
Czyli od dołu do góry. Tak, tutaj mielibyśmy ciąg informacyjny w drugą stronę, czyli od labiryntu do brahmana, czyli nasz obserwator widzi różne rzeczy poprzez nasz mózg, widzi wydarzenia, jeśli cokolwiek zapamiętywał, jeśli oczywiście, bo wiemy. .
. na początku powiedzieliśmy. Że zapamiętuje tylko nasz mózg, ale pytanie brzmi: czy istnieje inny rodzaj pamięci, taki, który nie może być zapamiętany przez, znaczy, który nie może być odczytany przez nasz mózg, ale który istnieje?
I przed chwilą sobie powiedzieliśmy, że archetypy według Junga to była pram pamięć, ale tak trudno dostępna, że widoczne tylko pod postacią symboli. I czy nie jest tak, że nasz mózg generuje różnego typu wspomnienia, różnego typu cząstki pamięciowe, i one wędrują nam z tej korony poprzez ten pień do brama, do pamięci, do podświadomości kolektywnej, do istnienia, do tego, co jest podstawą istnienia, do tego, co jest tym samym co Atman, tym samym, co wewnętrzny obserwator, co nasza dusza? Ale z czym nie mamy bezpośredniego połączenia?
I tam zawiązują się te nasze wspomnienia w postaci tego, co Jung nazwał archetypami. Może warto tutaj wspomnieć o wizji Panao, który sugerował, że w naszych neuronach są takie struktury; znaczy te struktury istnieją naprawdę, on nie musiał tego sugerować, zwane mikrotubulami, i Roger Pen twierdzi, że być może dochodzi w nich do spontanicznych redukcji stanów kwantowych, czyli do zjawisk jakby nielogicznych, dlatego że według tej fizyki kwantowej, tak, czyli mechaniki kwantowej, do redukcji stanu kwantowego dochodzi w zasadzie wtedy, kiedy jest obserwator. Natomiast, no, w mózgu któż mógłby obserwować nasze neurony?
Może właśnie ten wewnętrzny obserwator powoduje, że dochodzi do tych redukcji stanów kwantowych w tych mikrotubulach. To jest bardzo ciekawe. No, tak czy owak, już pozostawiając te dygresje na boku, jeśli wewnętrzny obserwator ma połączenie z korzeniami, czyli z bram-manem, jeśli ten ruch, o którym wspomniałem, informacyjny, idący od labiryntu do korzeni istnieje, to być może istnieje coś takiego jak pamięć, czy PR pamięć, czy pamięć super, pamięć tego, co przeżywamy, która zawiązuje się właśnie w postaci archetypów.
Czyli archetypy być może są nie tylko pram, ale też prn, prawda, które istnieją zanurzone w tej substancji brama, w tej substancji podświadomości kolektywnej. Jeśli tak, jeśli tak by było, to być może, gdy umieramy, to coś po nas pozostaje, i ten nasz wewnętrzny obserwator, owszem, jest pozbawiony naszego układu neuronalnego, w którym mamy fajnie zapisaną naszą pamięć autobiograficzną, labiryntu już martwego mózgu. I wracając do istnienia, do brama, do podświadomości kolektywnej, wspólnej, być może dla wszystkich ludzi, te wszystkie drzewa wyrastają z tego samego źródła.
U innych ludzi wyrastają po prostu w inne labirynty; każdy labirynt jest różny, prawda, ale później, jak umierają ci ludzie, to te korony cofają się jak wypustki jakiś am, i wracają z powrotem do tego brama, prawda, i nie rozpuszczają się do końca w tym branie, w tej istni, tylko tam sobie istnieją te nasze pra wspomnienia w postaci archetypów. Czyli być może coś po nas zostaje, coś wydzielonego, ale też w jakiś sposób wspólnego. Może, gdy umieramy, mimo wszystko tożsamością od samego początku do samego końca nie jest to, że jesteśmy Marcinem Przybyłem czy innym Rogerem Penem, ale to, że jesteśmy Bogiem.
I wracając do tego pola podświadomości kolektywnej, które jest jednocześnie polem Boga, które jest jednocześnie tą podstawą rzeczywistości, po prostu stajemy się tym, kim byliśmy zawsze, czyli kim? Czyli Bogiem.