[Muzyka] Dzień dobry, wita się z wami Marcin Sergiusz Przybyłek. Witam na kolejnym kazaniu Kościoła Jedynki. Jej znaczenia, jak zwykle, na początku wielkie podziękowania dla moich patronów i członków tego kanału.
Bardzo doceniam wasze wsparcie, a teraz przejdziemy sobie do tematu tego kazania, czyli: Czy istnieje coś takiego jak porozumienie między duszami? Przyjrzyjmy się symbolice starzycy. Do tej pory mówiliśmy o tym, znaczy ja mówiłem o tym, że ten symbol przedstawia drzewo Poznania widziane od góry, czyli w centrum mamy pień Ais Mundi, a te ramiona wystające w bok i złamane to są jakby gałęzie tego drzewa.
To był ten symbol jak. . .
znaczy ta interpretacja jest zgodna jakby z tym, co można wyczytać w literaturze. Rzeczywiście jest to widok drzewa Poznania od góry. Dla mnie to jest sprawa odkrywcza dla tych, którzy to być może badali przede mną już mniej.
Niemniej ja mam wrażenie, znaczy ostatnio kiedy o tym myślałem, to doszedłem do wniosku, że ten symbol może oznaczać coś więcej. Przyjrzyjmy się jeszcze raz temu symbolowi, tym razem traktując centrum starzycy jako Gaję, czyli pójdźmy troszeczkę inaczej z interpretacją. Tak jak poprzednio umówiliśmy się, że w centrum jest pień widziany od góry Ais Mundi, który sięga do Gai.
To teraz powiedzmy sobie, że to centrum starzycy to już nie jest pień, który sięga do Gai, ale sama Gaja, sama Gaja taka pomniejszona do tego miejsca skrzyżowania, miejsca połączenia się wszystkich gałęzi. Natomiast to, co interpretowaliśmy do tej pory jako gałęzie Ais Mundi, czyli te pokoje wewnątrz naszej duszy, czyli te obszary naszej duszy, naszej psychiki, naszego labiryntu wewnętrznego, naszego mózgu, że to były te gałęzie, jakby te korzenie albo gałęzie Ais Mundi, które rozprzestrzeniają się wewnątrz tego labiryntu naszego mózgu. To teraz zinterpretuj te ramiona starzycy jako same drzewa Poznania, jako same Ais Mundi, które wystają z Gai, czyli w centrum mamy te kule, te.
. . Boga, tę podświadomość kolektywną, do punktu, a dookoła mamy te wystające ramiona.
To są właśnie w przypadku starzycy osiem, jeśli dobrze liczę, drzew Poznania, które są koronami zaczepionymi, koronami czy korzeniami. To już trudno powiedzieć, co jest u góry, co jest u dołu, jeśli chodzi o Ais Mundi, są zaczepione w mózgach, tak, w mózgach, w układach nerwowych naszych. Prawda?
Czyli mamy osiem osób otaczających Gaję, połączonych z tą Gają za pomocą Ais Mundi, przy czym w tym przypadku te interpretacje tego symbolu, tymi osiami świata, tymi drzewami kosmicznymi są ramiona tej twarzy, a tymi, powiedzmy sobie, labiryntami, to są już złamane elementy tych ramion. Te górne to krótsze. Zastanówmy się, jeśli tak zinterpretuj ten symbol, to co on może oznaczać?
No więc pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy, jeśli spojrzysz na ten symbol tej starzycy, że jedyne realne połączenie pomiędzy ludźmi to jest poprzez ten punkt centralny, czyli poprzez Gaję, poprzez podświadomość kolektywną, bo ono jest realne, ono jest prawdziwe, rzeczywiście tam wszystkie te ramiona się stykają w sposób niezaprzeczalny. Natomiast na poziomie mózgów, czyli tam, gdzie są już te złamane elementy starzycy, jakby jest wrażenie, że się nie stykają. Znaczy nie, nie wrażenie, ale rzeczywiście się nie stykają.
Te elementy one wyciągają się do siebie wzajemnie, prawda? Jedno do drugiego, ale nie ma między nimi kontaktu. To jest bardzo ciekawe, to jest jakby powiązane z tym, co już wiemy, w cudzysłowie oczywiście, wiemy z myśli hinduistycznej, że na poziomie tym atmana, czyli powiedzmy sobie, że Atman to jest właśnie to, co siedzi w mózgu, na poziomie atmana nie mamy kontaktu z rzeczywistością.
Pers. Tak? Czyli nie możemy dotknąć samego brana.
Ale też co jest ciekawe? Nie możemy dotknąć drugiego człowieka, tego kim jest naprawdę. Czyli możemy wyciągać do niego te macki swoich słów, macki swoich czynów, ramiona swoich, jakby intencji, tego wszystkiego, co się dzieje między mną a drugą osobą, prawda?
Ale tego prawdziwego kontaktu z drugą osobą nie ma, dlatego że co tak naprawdę mamy, jeśli chodzi o kontakt z drugą osobą, jakie mamy narzędzia komunikowania się z drugą osobą? No, człowiek ma potężne narzędzia, teoretycznie potężne, jakim jest mowa, ale przecież od samego początku istnienia języka wiadomo, że istnieje bardzo duża bariera między tym, co chcemy wyrazić a tym, co wyrażamy. To jest to, co powiedział pan re dawno temu, bo cały problem polega na tym, żeby język giętki powiedział to, co pomyśli głowa.
Język nie jest dostatecznie giętki, nie ma dostatecznej liczby słów ani sposobu wyrażania się, żeby przekazać to, kim jesteśmy naprawdę. Pomyślcie sobie w tej chwili, kim ja jestem naprawdę. To już mówiliśmy o tym przy poprzednich kazaniach.
Tak naprawdę to jesteśmy kimś dużo więcej niż naszym imieniem, nazwiskiem, a jednocześnie kimś mniej, prawda? Cała nasza biografia, całe nasze życie wstecz nie oddaje tak naprawdę tego, że jesteśmy tym wewnętrznym obserwatorem, tym aniołem, można powiedzieć, wewnętrznym, tą wypuskającą Ais Mundi, prawda? Tą iskrą Bożą, można powiedzieć, którą jesteśmy naprawdę.
Więc my możemy rozmawiać z drugą osobą, nawet najbliższą nam osobą, na tematy błahe, typu „co dzisiaj kupić na obiad? ”, na tematy ważniejsze, jak wychować nasze dziecko, na tematy jeszcze ważniejsze, czyli co sądzimy o polityce, na tematy jeszcze ważniejsze, czyli jak jest skonstruowana rzeczywistość, czy umrzemy po śmierci, czy będziemy żyli po śmierci, oraz czym są atomy, cząstki subatomowe. Czy możemy zejść głębiej?
Czy możemy najbliższej nawet nam osobie, z którą żyjemy przez 10 lat, kim ty naprawdę jesteś? Czy jesteśmy w stanie odpowiedzieć na to pytanie sami? Kim ja naprawdę jestem?
Daj mi siebie dotknąć; daj mi dotknąć siebie wewnętrznego, tego kim jesteś w środku. Opowiedz mi o czymś nienazwanym. Opowiedz mi o tym, czego się nie da wyrazić słowami.
To bardzo trudna rzecz, za pomocą tych narzędzi, czyli słów, piekielnie trudna do realizacji. Być może łatwiejsza do realizacji bez słów, za pomocą dotyku, za pomocą czułości, za pomocą intymności, za pomocą poezji, która niby operuje słowami, ale zdaje się omijać słowa. W poezji wydaje się, że potrafią to najlepsi.
Po wyrazić coś niewyrażalne, w zasadzie słowami, między tymi słowami, a poza tym, co pozostaje? Milczenie, pozostanie trwanie przy danej osobie, przytulenie – bardzo trudna sprawa. I tutaj, no, mówimy już o tym porozumiewaniu się, nie mózgu z mózgiem, które jakoś tam zachodzi, ale o porozumiewaniu się między wewnętrznymi obserwatorami.
I okazuje się, gdyby uznać, oczywiście, założenie, które leży u podstawy mojego wnioskowania obecnego, że moja interpretacja starzyc jest prawidłowa, ta nowa prawda, że jedyne prawdziwe połączenie, jedyne prawdziwe porozumienie, jedyny prawdziwy kontakt jest poprzez centrum, czyli poprzez brama, Boga, nirwanę, istnie Podświadomość kolektywną. I tutaj przychodzi nam z pomocą Karl Gustaw Jung, mój ulubiony, który mówił, że twierdził albo przypuszczał, że istnieje naprawdę coś takiego jak Podświadomość kolektywna. Przypomnijmy sobie, że tutaj, w kościele jedynki, jej znaczenia, ja jako główny, jedyny kapłan tego wyznania, uznaje, że to, co jest nazywane w różnych religiach Bogiem, nirwaną, bramą, Gają itd.
, to jest właśnie tożsame z Podświadomością kolektywną, gdzie przebywają bardzo dziwne byty. Próbowałem sobie to zgłębić, niezbyt mi się to udało w poprzednim kazaniu. Tam są, według Junga, archetypy i może pozostańmy przy tych archetypach, to jest bardziej tajemnicze określenie, i trudniej jest złapać kogoś na tym, że się pomylił, jeśli powiedział, że tam są archetypy, bo w zasadzie co to są archetypy – nie bardzo wiadomo.
Więc on przychodzi z pomocą, czyli ten myśliciel, Karol Gustaw Jung, tyle że on powiedział, że Podświadomość kolektywna to jest ten obszar istnienia, ten obszar krajobrazu rzeczywistości, który nie podlega regułom czasu i przestrzeni. Czyli on uważał całkiem na poważnie, że jeśli Podświadomość kolektywna istnieje, to za pomocą niej właśnie możliwa jest telepatia, jasnowidzenie, czyli telepatia, czyli jakby możliwość zrozumienia, o czym myśli inna osoba, i jasnowidzenie, czyli umiejętność wglądu i w przeszłość, i w przyszłość – sytuacje, w których nie braliśmy bezpośredniego udziału, jeśli chodzi o przeszłość. A jeśli chodzi o przyszłość, to wiadomo, że ciągle ona nie zaistniała, mimo to możemy to zobaczyć.
Więc jeśli byśmy poważnie potraktowali postulaty pana Junga, no to takie możliwości posiada tylko Bóg, prawda? Tylko ten brama, tylko ta rzeczywistość absolutna, tylko ten Absolut, z którym jesteśmy według Swarożyca. Jeśli chcesz poznać czyjąś duszę, jeśli chcesz poznać jego wewnętrznego obserwatora, jeśli chcesz tego poznania na najgłębszym możliwym poziomie, który jest być może osiągalny dla kochanków, dla osób, które się doskonale dobrały, które próbują w ogóle dokonać takiego poznania, to, właśnie nie poprzez słowa, nie poprzez czyny w naszej tej realistycznej rzeczywistości 3D, ale poprzez źródło.
Oczywiście, górnolotnie brzmi i ogólnie w zasadzie nie ma tutaj żadnego konkretu w tym, co powiedziałem. Bardzo trudno to, jakikolwiek konkret, prawda? Mówi się w religii katolickiej, że żeby widzieć w kimś Boga, prawda?
Żeby widzieć, akurat, w kimś Boga. Gdyby pójść tym tropem, który mi osobiście nie bardzo się podoba, ale no nie znam żadnego innego na tę chwilę, to możemy powiedzieć tak, że patrząc w głąb drugiej osoby, widzimy w niej już nie tę osobowość, która została wytworzona w trakcie rozwoju osobniczego i ukształtowana w zwojach nerwowych tej osoby, ale patrzymy w jej, a ten wewnętrzny obserwator jest bezpośrednio połączony z istnieniem, z bramą, z Podświadomością kolektywną, w związku z tym, patrząc w kogoś, w jego duszę, jak patrzymy w samego Boga, w samego brama, prawda? Być może wtedy możliwe jest to połączenie, takie pozaświatowe [Muzyka] – ponad strukturą rzeczywistości.
To jest część po prostu struktury rzeczywistości, która jest dotychczasowo niezbadana, niezgłębiona, i na tej zasadzie istnieje, istniałaby potencjalnie możliwość telepatii, czyli nie poprzez to powierzchowne połączenie tych zewnętrznych części, złaman fragów swych, ale poprzez źródło, poprzez Podświadomość kolektywną, poprzez istnienie, poprzez brama, poprzez nirwanę, poprzez raj, poprzez Boga. Czyli wracamy do centrum i wchodzimy w drugą osobę tak, żeby przez chwilę poczuć tę drugą osobę. No, oczywiście, jest to trudna wędrówka.
W związku z tym pozostają nam tylko jakieś takie intuicyjne potrzeby. W osobistym życiu miałem już tyle przykładów, tyle dowodów jakby na istnienie telepatii, istnienie intuicji, która jest prawdziwa, która rzeczywiście świadczy o tym, że istnieje spostrzeganie tak zwane pozazmysłowe, czyli nie za pomocą tego, co widzimy, tego, co słyszymy i tego, co obserwujemy, znaczy, i tego, co, co, co mówi nam druga osoba, ale właśnie w inny sposób, innym sposobem, że jakby nie ma wątpliwości co do tego, że tak zwana intuicja i tak zwana telepatia istnieją. Oczywiście, nie mam pojęcia, jak one istnieją.
Na pewno nie istnieją za pomocą tego, co znamy, za pomocą tego, co wiemy. Więc tutaj, w tym przypadku, można by wytłumaczyć to tak, że tak jak chciał Karol Gustaw Jung, kontaktujemy się z Podświadomością kolektywną, niedokładnego kontaktu z drugą osobą za pomocą taką, że jeden wewnętrzny obserwator komunikuje się z drugim wewnętrznym obserwatorem, ponieważ obaj jakby nie umieją dokładnie używać słów, tylko raczej odbierają te słowa. Ten kontakt jest słaby, może tutaj się mylę z tymi słowami.
Już nie wiem sam, nigdy tam nie byłem. Więc tak czy owak, wydaje się, że telepatia, intuicja były możliwe właśnie w ten sposób, poprzez centrum, poprzez centralny kontakt znowu w górę mózgu drugiej osoby, tego labiryntu. Czym jest intuicja według Helen Palmer, która napisała książkę?
Tam jest bardzo fajna definicja intuicji. Ona mówi, że to jest efekt uboczny myślenia pozbawionego nawyków emocjonalnych, intelektualnych. To jest fajna definicja, bardzo intuicyjna.
Uprzedzenia, na przykład, jeśli ktoś nawykowo jest podejrzliwy wobec innych ludzi, to powie, że on ma intuicję, że druga osoba jest podejrzana. A to nie jest żadna intuicja, tylko to jest jego nawyk, który stosuje w zasadzie wobec każdej osoby. Intuicja to jest spostrzeganie pewnych jakości w danej sytuacji czy w danej osobie.
Czy w danej sytuacji? Nie wiem, czy nie powtórzyłem słowa „sytuacja” dwa razy. Być może tak.
Więc spostrzeganie jakości, które dla nas samych mogą być zaskakujące albo niezrozumiałe, właśnie nie wynikające z niczego logicznego, nie wynikające z żadnych sensownych, racjonalnych przesłanek. Na tym polega myślenie intuicyjne albo spostrzeganie intuicyjne. Czyli jakby obawiam się czegoś, albo spodziewam się czegoś, albo jestem nastawiony na coś, nie wiadomo skąd, nie wiadomo dlaczego, nie wiadomo jak.
Jakbym przewidywał przyszłość, tak jakbym postępowanie było owszem przyczynowo-skutkowe, ale przyczyna mojego postępowania nie leży w przeszłości, ale w przyszłości. Czyli robię coś teraz, nie dlatego, że coś się stało, tylko dlatego, że coś się stanie. Nie wiem, czy mieliście takie stany, tego typu podejście.
Prawda, że robię coś, nie wiem dlaczego? Przyczyna teoretycznie, z punktu widzenia racjonalnego, przyczyni skutkowego naszego postępowania powinna leżeć w przeszłości. Tymczasem robimy coś dlatego, że coś się stanie w przyszłości i okazuje się, że mieliśmy rację.
Prawda? Więc tego typu przykładów ja zebrałem w swoim życiu sporo. Można myśleć o mnie tak czy siak, ale no, tak jest.
No, tak jest. Spróbujcie sobie przypomnieć sytuacje, w których wiedzieliście coś, o czym nie wiedziała inna osoba, i ta inna osoba zachowywała się tak, jakby to przeczuwała, albo jakby to podejrzewała, że wy to coś wiecie. Prawda?
Zastanawialiście się wtedy, czym się zdradziłem, czym się zdradziłam? Co mnie wydało, że ta osoba się zachowuje tak, a nie inaczej? No właśnie.
Są takich przykładów akurat w tej chwili. Nie mam niczego takiego namacalnego na podorędziu, zresztą każdy mógł powiedzieć wtedy, że to jest przykład incydentalny, że to był przypadek. Prawda?
Natomiast jak się już żyje tak jak ja, 55 lat na tym łez dołku, przy czym powiedzmy sobie, no, 48 w miarę świadomie, powiedzmy od sześciu roku życia, to tych przykładów można zebrać na tyle dużo, żeby powiedzieć, że tak, to jest możliwe. A jak? No być może poprzez to centrum.
I na koniec przypomina mi się taki piękny fragment powieści wspaniałego pisarza. Fragment powieści "Nocny lot", w którym to fragmencie, jak go często cytuję, bo jest dla mnie cudowny, główny bohater, który jest jednocześnie narratorem tej powieści, opisuje pewnego pilota, który dopiero co skończył bardzo trudny lot. Ten człowiek jest brzydki powierzchownie, ma, z tego co pamiętam, właśnie taką grubo ciosaną twarz, jest takim, no, takim buldogiem.
Być może to już troszeczkę rzeźbię w tej chwili, ale tak, moja pamięć mi podpowiada, że to była twarz właśnie grubo ciosana, przypominająca jakąś rasę psów, niezbyt piękną. I ten człowiek, i znowu, może pamięć mnie zawodzić, pił kawę gdzieś na tarasie. .
. nie, na tarasie, na zewnątrz hangaru samolotów. Być może, być może się mylę.
No, w każdym razie jest scena, w której ten pilot, brzydal, pije kawę czy herbatę gdzieś na zewnątrz i w pewnym momencie się zamyśla, ten, ten obserwowany przez narratora tej powieści pilot, i wybucha śmiechem, jakby coś sobie przypominał z tego lotu, który był bardzo niebezpieczny. I w tym momencie pisarz, autor, pisze, że to był taki moment, w którym jakby wewnętrzny anioł, który siedział w tym pilocie, wyszedł na chwilę na zewnątrz, prześwieca przez skórę. Prześwieca przez skórę, jakby dostrzegł narrator wewnętrznego anioła tego człowieka.
Więc kończąc to kazanie, życzę wam, żebyście mieli jak najwięcej spotkań z wewnętrznymi aniołami innych ludzi, no i też z wewnętrznymi, własnymi aniołami.