[Muzyka] Dzień dobry! Wita się z wami bardzo zmęczony po dwóch dniach spędzonych w astrofaz Marcin Sergiusz Przybyłek. Na początku, jak zwykle, wielkie podziękowanie dla moich patronów i dla członków tego kanału.
Gdyby nie wy, to mnie by tutaj nie było. Bardzo dziękuję, bardzo doceniam wasze wsparcie. A teraz przechodzimy do kolejnego krótkiego kazania Kościoła Jedynki Znaczenia i spróbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie: pewnie, dlaczego coś jest, a nie.
. . nie ma niczego.
To pytanie, które brzmi dosyć zabawnie, prawda? Dlaczego coś jest, a nie jest tak, że nie ma niczego? Jest pytaniem, które przez jednych jest traktowane poważnie, przez drugich niepoważnie.
Dlaczego jest traktowane niepoważnie przez niektórych myślicieli, fizyków, matematyków? Dlatego że twierdzą, że nie da się sensownie na to pytanie odpowiedzieć, że trzeba uznać brutalny fakt istnienia rzeczywistości. W związku z tym, po co tracić czas na dywagacje, które donikąd nie doprowadzą?
Ale ja mam wrażenie, że ci myśliciele stawiają siebie jakby ponad tajemnicą istnienia, że oni wiedzą lepiej, że się czegoś nie da rozgryźć, że oni wiedzą lepiej, że pewne rzeczy są rozgryzione, które rzeczy są nierozgryzione, i oni na tej wyżynie swojej mądrości stwierdzają, że to jest akurat nierozgryzione, tego się nie da ustalić. W związku z tym, po co nad tym się zastanawiać? No więc my spróbujemy najpierw.
Zastanówmy się, spróbujmy wysilić nasze komórki mózgowe i zastanówmy się, jak to by było, czy mogłoby być tak, że zamiast wszechświata czy multiwszechświata i całej tej rzeczywistości, również niefizykalnej, o której tyle razy mówiliśmy, że zamiast tego wszystkiego, co jest, nie byłoby nic? Jak to by było, gdyby nic nie było? Czy jesteśmy w stanie sobie to wyobrazić?
Jest to bardzo trudna rzecz do wyobrażenia sobie. No ale to jest jedyne nasze narzędzie, którego możemy użyć, prawda? Wyobraźnia.
Więc pierwsze wyobrażenie, jakie mi przychodzi do głowy, to czerń. No bo czerń została w sposób symboliczny, w zasadzie, uznana przez ludzi, którzy posługują się zmysłem wzroku, jako brak, prawda? Ponieważ my odbieramy światło właśnie jako coś nieczarnego, jako coś kolorowego albo wręcz białego.
No to skoro nie ma światła, to wiadomo, że go nie ma, prawda? Co prawda są obiekty całkowicie czarne, tak jak, może nie całkowicie, ale tak, obiekty czarne - dziury, czyli mogłaby nas otaczać gigantyczna czarna dziura i też byśmy mieli wrażenie, że to jest czerń, prawda? Ale spróbujmy pominąć obiekty prawie że całkowicie czarne, doskonale czarne i wyobrazić sobie tą czarną pustkę.
Czy dałoby się stwierdzić istnienie nicości, prawda? Tej czarnej pustki, bo pytanie brzmi, prawda? Dlaczego coś jest, a nie.
. . nie ma niczego?
Żeby było nic, to musimy stwierdzić to istnienie niczego, prawda? Jeśli mielibyśmy stwierdzić istnienie niczego, musielibyśmy się znaleźć w tej pustce, rozejrzeć dookoła i stwierdzić: O cholera, rzeczywiście, nie ma niczego, jest pustka. Ale w momencie, kiedy byśmy tę pustkę oglądali, no to my byśmy się w niej znajdowali.
W związku z tym nie byłaby to pustka, ponieważ byłby już w niej obserwator. Bylibyśmy my, czyli postulat nieistnienia niczego jest niemożliwy do stwierdzenia. Jeśli to nic ma być zaobserwowane, jeśli to nic ma być stwierdzone, prawda, że jest nic, no to już nie możemy stwierdzić, że jest nic, bo jeśli mamy, ma ktokolwiek cokolwiek stwierdzić, że jest nic, to musiałby to zaobserwować.
Jeśli to zaobserwuje, to już nie jest tak, że jest nic, bo jest ktoś w tej pustce. Zatem, czy jest w ogóle możliwe stwierdzenie istnienia nicości bez obserwowania, bez zaobserwowania tej nicości, bez obserwatora? No nie.
W momencie obserwacji nicość znika, bo jest obserwator. I jak widzimy, jest tutaj problem z istnieniem nicości, ponieważ we frazie "istnienie nicości" zachodzi sprzeczność. Nicość jest nicością, więc istnieć nie może.
Może jedynie "być niebytem". Nie ma Parmenidesa, ponieważ niebyt nie może być, bo może tylko nie być. Byt musi istnieć, bo nie może go nie być.
Tak rządzi ta niemal tautologia, rządzi ten niemal prostacki, taki wymóg filozoficzny, bardzo prosty wymóg logiczny, że ponieważ nicość nie może istnieć, może tylko nie istnieć, to musi istnieć byt, prawda? Wydaje się to w jakiś tam sposób zbyt proste i w jakiś sposób magiczne. Dlaczego warto sobie zadawać pytanie, mimo wszystko?
Moim zdaniem o istnienie, o to dlaczego coś istnieje, a nie. . .
a nie istnieje nic. Dlatego że odpowiedź na to pytanie to nie jest tylko. .
. to jest tak, jakbyśmy. .
. Wyobraźmy sobie czerwoną piłkę, która leży na trawniku, prawda? I jeśli jesteśmy na zewnątrz tej piłki, to możemy zadać sobie pytanie: dlaczego ta piłka istnieje, prawda?
Dlaczego. . .
skąd ona się tu wzięła? I my jesteśmy na zewnątrz tej piłki. I to pytanie jest proste do zadania, prawda?
No bo przyniosła tę piłkę Zosia Samosia albo Krzysio Rysio, misio, i tak dalej. Pytanie o istnienie rzeczywistości, w której my istniejemy, której my jesteśmy zanurzeni, którą jesteśmy cząstką, nie jest pytaniem na zewnątrz piłki, tylko wewnątrz piłki. My jesteśmy wewnątrz tej rzeczywistości, w związku z tym pytając dlaczego ona istnieje, spróbujemy nie tylko odpowiedzieć na proste pytanie: że tę piłkę przyniosła Zosia, bo ta Zosia byłaby z zewnątrz, więc ona nie może przynieść tej piłki, prawda?
Bo niczego na zewnątrz już nie ma. Tylko to jest pytanie o samą naturę rzeczywistości. Pytanie o to, dlaczego rzeczywistość istnieje, nie jest pytaniem banalnym, moim zdaniem, bo ono właśnie próbuje zgłębić cząstkę natury rzeczywistości.
Prawda? Jak rzeczywistość wygląda, mniej więcej wiemy, może niedużą część tej rzeczywistości ogarniamy na razie, ale coś tam już o niej wiemy. Natomiast nie wiemy w ogóle, dlaczego ona jest.
W związku z tym, gdybyśmy zrozumieli, dlaczego ona jest, to być może zrozumielibyśmy bardzo ważną część, immanentną część tej rzeczywistości. Odpowiedź na pytanie, dlaczego coś istnieje, dlaczego istnieje rzeczywistość, nie jest pytaniem oderwanym od rzeczywistości, jest elementem tej rzeczywistości. Dlatego warto to sobie zadawać, sobie to pytanie.
Więc na razie jesteśmy na bazie, byt jest, rzeczywistość nie może nie istnieć, nieistnienie nie może istnieć, może tylko nie istnieć. Więc istniejemy w pewnym przymusie bytu, w pewnej konieczności bytu, i wydaje się. .
. To w jakiś sposób logiczne. Ale czy to nas przybliża w jakiś sposób do tajemnicy istnienia?
Do tego, dlaczego w ogóle coś istnieje? Może nie. Dlaczego coś istnieje?
Ale w ogóle do tajemnicy istnienia przymus jest przymusem logicznym. To jest przymus, nawet nie matematyczny. Zwróć uwagę, to nie jest matematyka, to nie jest fizyka, to jest logika.
Czy podstawy rzeczywistości są logiczne? Jest idea przymusu istnienia. Jeśli tak, to była woda, czy nie chcemy więc Bytów, dot.
idealnych idei, właśnie praw i tutaj znowu podstawy istnienia mamy tak jakby dowód logiczny, prawda, nie matematyczny. Chyba że ktoś… może istnieje zapis matematyczny stwierdzenia, że byt jest, a nie by nie ma. To poprawcie.
Z tego, co wiem, to są chyba stanowiska, w których logika jest matematyką, prawda? Ale to już jest jakby, moim zdaniem, matematyka wyższego rzędu, czyli taka bardziej idealistyczna, mniej matematyczna. Spróbujmy sobie wyobrazić tego uroborosa, który jest symbolem naszego istnienia w jakieś pustce, prawda?
Jakby bardzo trudno sobie wyobrazić, że on by istniał i nic dookoła niego by już nie było. Przecież sama odległość w tej jego przerwie, prawda, między jednym splotem a drugim to jest pewna dziura, pewna określona przestrzeń i odległość. Prawda?
No więc, czy jest możliwe, że dookoła niego nic nie istnieje? Że nie istnieje nic poza nim? Z punktu widzenia znowu logicznego wydaje się to możliwe, dlatego że sama przestrzeń jest cechą immanentną rzeczywistości.
I to być może przestrzeń bardziej wyobrażona, a mniej realistyczna, mniej rezydująca. Symbolicznym nie ma już przestrzeni, więc on nie wisi w pustce, ponieważ pustka oznaczałaby istnienie tej newtonowskiej niezależnej od wszystkiego przestrzeni, która jest nielogiczna, która jest nieelegancka. Więc uroboros nie wisi w niczym, tylko po prostu sobie jest.
Amen.