Dzień dobry, wita się z wami Marcin Sergiusz Przybyłek. Na początku, jak zwykle, wielkie podziękowania dla moich patronów i dla członków tego kanału. Bardzo doceniam wasze wsparcie, a teraz przejdziemy do kolejnego kazania kościoła jedynki, jej znaczenia.
Pomyślmy sobie o tym, czym są kolory. Może najpierw świadomy sobie pewne podstawy. Czyli mamy falę elektromagnetyczną o jakiejś tam długości, powiedzmy sobie, dłuższą niż 590 nanometrów, czyli to jest już dosyć długa fala, jeśli chodzi o nasze możliwości spostrzegania fal elektromagnetycznych.
Ta fala uderza w naszą siatkówkę, przeszła przedtem przez naszą rogówkę, przez naszą soczewkę, przez ciało szkliste wewnątrz naszego oka. No, dotarła wreszcie do czopków, które są w naszej siatkówce, i czopki odpowiedzialne za rejestrację fal tej długości, czyli powyżej 590 nanometrów, zareagowały w jakiś tam sposób. W jaki konkretnie to nie jest takie istotne; przekazały tę informację do odpowiedniego nerwu.
Nerw przekazuje dalej swój BIP. Przypomnijmy sobie, że to jest bardzo prosta informacja, polegająca na tym, że on przekazuje jedynkę, prawda? Nie zero, tylko jedynkę.
Jest pobudzony, tak? Czyli przekazuje informację "jestem pobudzony", tak, nie przekazuje informacji ani o kolorze, ani o tym, jak się czuł czopek w tym momencie, kiedy mu przekazywał tę informację, że sam jest pobudzony. Czopek się pobudził, nerw się pobudził, wszyscy są pobudzeni w związku z tym, że padła ta fala elektromagnetyczna na ten.
I następnie, kiedy odpowiednia liczba tych czopków zostanie pobudzona, odpowiadających za rejestrację fal elektromagnetycznych właśnie powyżej 590 nanometrów, no to pewna liczba też neuronów w naszym mózgu, jak to mówi Donald Hoffman, odpala się i powstaje doznanie patrzenia na kolor czerwony. I co tutaj jest ważne? Ważne jest zrozumienie kilku spraw.
Po pierwsze, że oko nic nie widzi. Oko jest rejestratorem fal. Oko nie ma w sobie mózgu, oko nie ma w sobie żadnej świadomości, oko nie mówi "widzę kolor czerwony".
Oko zawiera komórki światłoczułe, które też nie wiedzą, co widzą, które tylko się pobudzają. Podobnie nerwy, które przekazują to pobudzenie, także tylko się pobudzają, w przeciwieństwie do zer neuronów. Teraz jest pytanie, czy neurony, które w jakiś tam sposób zostają odpalone w jakiejś tam sekwencji, w jakiejś konfiguracji, czy one widzą kolor czerwony?
No raczej nie. Cóż z tego, że jakaś tkanka zostaje w jakiś sposób pobudzona w mózgu? Co z tego, że ona zostaje pobudzona?
Czy można powiedzieć, że w tym obszarze wzrokowym te neurony widzą ten kolor czerwony? Nie, no czym, czym widzą? Jak widzą?
Czy można powiedzieć, że nasza świadomość widzi kolor czerwony? No to już prędzej, ale jak ujęta świadomość? Czy ta świadomość w naszych płatach czołowych mówi?
Mówi się, że w płatach czołowych są nasze ośrodki osobowościowe. Nasza świadomość jest być może w tych płatach przedczołowych. W jaki sposób?
Co tam jest takiego specyficznego, co może zobaczyć kolor czerwony? No, tam są też neurony. Przecież w naszych płatach przedczołowych nie dzieje się nic nadzwyczajnego w porównaniu z tą strukturą, która jest w naszych płatach potylicznych, które to płaty tam odpowiadają w dużej mierze za widzenie.
Tutaj w płatach przedczołowych, gdzie mamy świadomość, także są neurony, także są neurony, które potrafią ułożyć się w jakąś tam konfigurację, geometryczną, taką czy inną, prawda? W jakiejś tam sekwencji tej czy innej, w jakimś rytmie tym czy innym. Czy te neurony widzą kolor?
Mam wątpliwości również. Czyli tak naprawdę pytanie zadawane przez Donalda Hofmana: kto widzi kolory? I jak przełożyć doznanie koloru czerwonego na konstelację neuronalną, albo odwrotnie - jak przełożyć konstelację neuronalną, która się odpala w momencie widzenia, na doznanie koloru czerwonego?
Na to nikt nie ma żadnego pomysłu z najtęższych umysłów. Ja mówię, że kolor czerwony widzi wewnętrzny obserwator, czyli ta struktura, której substancja jest nam ciągle nieznana, której substancja jest tożsama boskiej, powiedzmy sobie to dosłownie, czyli jesteśmy bogami śniącymi, że jesteśmy Marcinami, Katarzynami, Olami i tak dalej. No i ten wewnętrzny obserwator widzi ten kolor czerwony.
I teraz jest pytanie: dlaczego akurat taki kolor widzi przy takiej długości fali, a nie inny? O tym będę teraz mówił. To jest najważniejsza część tego kazania.
To wcale nie jest oczywiste. Nie istnieje żadna logiczna, racjonalna przesłanka. Nie istnieje żaden sensowny argument, który by mówił, że przy długości fali od 590 do 650 nanometrów to jest kolor czerwony, prawda?
Dlaczego czerwony? Dlaczego nie żółty? Dlaczego nie niebieski?
Skąd się wzięło to? To jest przepisanie arbitralne, pozbawione jakiejkolwiek sensownej argumentacji. Poniżej tych 590, jeśli chodzi o długość fali, mamy kolor pomarańczowy i żółty.
Dlaczego taki przy tych długościach? Dlaczego takie kolory nasz mózg widzi przy tych długościach? Później, około 530, mniej więcej, mamy kolor zielony, tak interpretuje to nasz wewnętrzny obserwator, prawda?
No i później 470, powiedzmy sobie, różne odmiany koloru niebieskiego, a fiolet mniej więcej 410, prawda? Troszeczkę więcej powyżej 400 nanometrów. Więc myśmy się przyzwyczaili do tego, że tęcza, któraż więcej zaczerpnęła niż kiedyś, czerwony, pomarańczowy, żółty, zielony, niebieski, ten błękitny, granatowy i fioletowy.
I tak się przyzwyczailiśmy już do tej kolejności, że ona się wydaje nam oczywista i niezmienna. A ja zadaję pytanie: dlaczego tak jest? Dlaczego po kolorze czerwonym nie może wystąpić kolor niebieski, a później właśnie fioletowy, a później właśnie zielony, a na końcu żółty?
Moim zdaniem, nie trzeba się ze mną zgadzać; mogłoby tak być, bo skoro nie wiadomo w dzisiejszych czasach, ciągle nauka nie wpadła na to, jak przekłada się dana konstelacja neuronalna na doznanie danego koloru. Przyjmijmy sobie, że znaczy, ja tak zakładam, że kiedy widzimy kolor czerwony, to neurony układają się powiedzmy sobie tak. Kiedy widzimy kolor żółty, neurony układają się tak, reagują jak konstelacja, taką.
Kiedy pada kolor, kiedy widzimy kolor fioletowy, to układają się jakoś jeszcze inaczej. I nasz wewnętrzny obserwator, patrząc na te struktury neuronalne, które się odpalają, patrząc na te sekwencje, które się odpalają, mówi sobie: "Aha, to ja sobie tę geometryczną strukturę nazwę kolorem czerwonym, a tę geometryczną strukturę neuronów nazwę kolorem zielonym" i tak dalej i tak dalej. To jego decyzja, że neuronalne zostaną nazwane takimi kolorami.
Jest pytanie, czy tak musi być, czy tak jest u każdego zwierzęcia. Na przykład psy — wiemy o tym, że one reagują w zasadzie wyłącznie na fale odpowiadające kolorowi niebieskiemu i żółtemu. Pytanie brzmi: niebieski.
Tak, to oznacza, że na nasze czopki padła fala długości mniej więcej 470 nanometrów. Tak, i my widzimy to jako kolor niebieski. Jeśli chodzi o kolor żółty, no to jest tam poniżej 590 nanometrów, mniej więcej tam około w tych okolicach, prawda?
Pytanie brzmi: czy u psa czopki rejestrują falę, którą my interpretujemy jako kolor, i kiedy u niego następuje pobudzenie tych czopków, to biegnie informacja do mózgu? Czy on też widzi kolor niebieski? Gdybyśmy my mieli tylko te czopki, które ma pies, my na pewno widzielibyśmy świat niebiesko-żółty, tak, ale czy pies też widzi?
Czy też jego doznanie jest niebiesko-żółte? Czy przypadkiem nie jest tak, że jego wewnętrzny obserwator jest czerwono-czerwono-zielony? Rozumiecie, fakt że my odbieramy daną długość fal jako doznanie koloru niebieskiego, nie jest w żaden sposób argumentem, że pies, rejestrując tę samą długość fal, też doznaje koloru niebieskiego.
Moim zdaniem, nic nie stoi na przeszkodzie, przy obecnym stanie wiedzy, żeby pies, reagując na fale 470 nanometrów, widział kolor czerwony. Mamy tutaj problem. Gdybyśmy byli w stanie zobaczyć, jak wygląda dokładnie konstelacja neuronów, która się odpala, wtedy kiedy doznajemy koloru niebieskiego.
. . Załóżmy, że to byłby taki kształt, prawda?
Taki kształt, jakieś pobudzeń. Tutaj jest jeden neuron, tutaj jest drugi, trzeci, neuron czwarty, neuron — oczywiście w wielkim uproszczeniu. Taki kształt się odpala, kiedy widzimy kolor niebieski.
Gdybyśmy spojrzeli w mózg psa i zobaczyli, że wtedy, kiedy pobudzone są czopki u niego odpowiedzialne za rejestrację tej długości fali, którą my interpretujemy za kolor niebieski, i gdybyśmy zobaczyli w jego mózgu odpalenie się identycznego kształtu neuronów, prawda? Że mamy też tego typu połączenia, to moglibyśmy domniemywać, że ten kształt coś znaczy. Że ten kształt u psa, identyczny u człowieka, identyczny, jest uniwersalnym kształtem geometrycznym, który interpretowany przez psiego i ludzkiego wewnętrznego obserwatora jako kolor niebieski, ale jeśli by się okazało — tutaj podkreślam to — jeśli tak, to ono jest bardzo ważne, bo ja tutaj akurat tego nie wiem i ja sobie tylko dywaguję.
Mamy jakiś tam argument, że istnieje podstawa, chociaż geometryczna, do tego, żeby wewnętrzny obserwator, psi i ludzki, widział ten sam kolor, czyli kolor niebieski. Natomiast jeśli by się okazało, że u człowieka, owszem, jest to takie odpalenie, ale u psa jest to takie odpalenie, czyli zupełnie inna konstelacja geometryczna i inna sekwencja, jakby tych odpaleń, bo to jest też ważne, częstotliwość, kolejność tych odpaleń tych neuronów i tak dalej, no to wtedy tracimy jakikolwiek argument. Tamten był poszlakowy, a tutaj już nawet poszlakowe nie ma, że mamy inną pobudzenie tą samą długością fal, więc jaki mamy argument za tym, żeby powiedzieć, że pies doznaje koloru niebieskiego, widząc tę samą długość fal?
No to znika wtedy, prawda? Można by zastanowić się, dlaczego w ogóle przy rejestracji fal danej długości, czyli w tym przypadku znowu wracamy do koloru czerwonego, czyli powyżej tam 590 nanometrów doznajemy koloru czerwonego. Jakie przedmioty, jakie obiekty odbijają tego typu fale, pochłaniając wszystkie pozostałe, prawda?
Bo przypomnijmy sobie, że to, że dany przedmiot, dany obiekt jest danego koloru, to oznacza, że tamten barwnik, który pokrywa ten przedmiot, który jest zawarty w tym przedmiocie, ma tę cechę, że pochłania wszystkie długości fal i odbija tylko fale o jakiejś tam konkretnej długości, w przypadku koloru czerwonego właśnie powyżej 590 nanometrów. Więc jakie to są przedmioty? No pierwsze skarżenie ta chusteczka, prawda?
Jest koloru czerwonego, ale to już jest obiekt zrobiony ręką ludzką. W przyrodzie co ma taki kolor? No w przyrodzie na pewno krew ma taki kolor.
Krew ssaków w większości, w ogóle zwierząt, które używają hemoglobiny do transportu tlenowego, to nie jest jedyny barwnik. Są zwierzęta bardzo rzadkie, które mają barwnik zielony i niebieski, z tego co pamiętam, ale to jest bardzo, bardzo duża rzadkość. Większość zwierząt ma jednak tę hemoglobinę, czyli kolor czerwony, prawda.
Ogień ma kolor czerwony. No, ale czerwone są też kwiaty, czerwone jest też słońce, kiedy zachodzi. Co prawda to jest krótki moment wschodu i zachodu słońca i nieba, czerwonego, ni mniej, ni więcej.
Czyli nie można tak arbitralnie z punku widzenia powiedzieć, że czerwony jest zawsze kolorem zagrożenia, prawda? Bo wiadomo, że ogień jest niebezpieczny, wiadomo, że krew kojarzy się z uszkodzeniem ciała, z bólem, i że też jest zwiastunem niebezpieczeństwa. No, kwiaty nie są zwiastunem niebezpieczeństwa, są kwiaty czerwone, owoce czerwone.
Co można powiedzieć więcej? No, krew i ogień mają kształty nieregularne, zmienne, niedookreślone bardzo często. Natomiast wszystkie pozostałe rzeczy, które mają kształty bardzo dookreślone, prawda?
Kwiaty mają bardzo konkretny kształt, również słońce zachodzące ma konkretny kształt. Nie, bo trudno powiedzieć tutaj o kształcie, prawda? W każdym razie nie jest zmienne, prawda?
Jest stałe. Czy to by oznaczało, że jak coś jest związane z bólem i zagrożeniem i jest zmienno-kształtne, to nasz wewnętrzny obserwator będzie nadawał temu kolor czerwony? Czy załóżmy, że jesteśmy gdzieś na innej planecie, tak, gdzie mamy zupełnie inne spektrum.
. . Może to za dużo powiedziane?
Gdzie mamy istoty, które odbierają zupełnie inne spektrum długości fal, zupełnie poza naszym spektrum widzenia, tak? Czyli my widzimy od 410 do 650 nanometrów. Wyobraźmy sobie, że tamte istoty widzą powyżej, poniżej tej długości 410 albo powyżej tej długości 650, tak?
Czyli widzą to, co my byśmy nazwali podczerwienią i dalej, albo widzą to, co byśmy nazwali ultrafioletem i mniejszą długość fal. Czy te istoty też by w tym swoim zakresie widzianych przez siebie fal widziały tęcze? Czy gdyby się okazało, że ich krew, ich ogień — nazwijmy to tak skrótowo — to są byty, które odbijają najkrótsze ich fale spektrum, a nie najdłuższe, prawda?
Bo w naszym spektrum spostrzegania akurat krew i ogień to są te najdłuższe fale, prawda? Załóżmy, że u nich krew i ich ogień to to, co ich parzy, to co dla nich jest niebezpieczne, miałoby najkrótsze fale, odbijały najkrótsze fale elektromagnetyczne. Czy wtedy by.
. . ?
Się okazało nagle, że kolor czerwony byłby u nich po stronie najkrótszych fal, a nie najdłuższych. Czy może widzieliby zupełnie inne barwy, takie, których my sobie nie jesteśmy w stanie wyobrazić? Ale czy barwy rzeczywiście muszą być związane z długością fal?
Czy nie jest tak, że po prostu jest to pewien zestaw, którego pełnej gamy być może nie znamy? Być może są jeszcze kolory, których nie znamy, które są poza naszymi możliwościami percepcyjnymi, na razie może nie w sensie percepcyjnym, właśnie poza naszymi możliwościami widzenia, ale w sensie wewnętrznego obserwatora. Załóżmy, że wewnętrzny obserwator wyciąga z obszaru Gai poszczególne archetypy, poszczególne kolory, poszczególne idee platońskie i dopasowuje je do konstelacji neuronalnych takich, a nie innych.
W momencie, kiedy w naszym mózgu pojawiłaby się nowa konstelacja neuronalna związana z nowym kolorem, którego jeszcze nie postrzegamy, załóżmy, że w naszym genotypie pojawiłby się gen czwartej opsyny. Pojawiłyby się w naszym siatkówce komórki zawierające jeszcze inny barwnik, reagujący na jeszcze inne długości fal. Zaczęlibyśmy widzieć podczerwień.
Czy wtedy nasz wewnętrzny obserwator wyciągnąłby z katalogu archetypów idei platońskich zawartych w g nowe znaczenie i nadał nowej konstelacji neuronalnej, która odpalałaby się, kiedy byłby pobudzony ten nowy egzotyczny czopek, odpowiadający za widzenie podczerwieni? Nowy kolor, prawda? To jest ciekawe.
A wracając do tych kosmitów: czy mogliby mieć odwróconą tęczę albo w ogóle pozamieniane? Zastanówmy się, co to jest kolor zielony. No, kolor zielony to jest kolor, który jest dokładnie pośrodku tej naszej tęczy, przy długościach fal tam, 530 mniej więcej, i on odpowiada za tę barwę, która jest bodaj najpowszechniejsza na Ziemi.
Jeśli chodzi o to, jak patrzymy, patrzymy na dół, tak? Nie spoglądamy w górę tylko na poziomie gruntu, prawda? Czyli to jest najpowszechniejszy kolor.
Czy to jest norma dla wszystkich istot świadomych, samoświadomych, może bardziej świadomych, że to, co jest najpowszechniejsze, przybiera barwę zieloną? Z drugiej strony, czy kolor niebieski jest taki rzadki? To jest kawał nieba, prawda?
A kolorami najpowszechniejszymi mają być właśnie zieleń i niebieski. Dlaczego w takim razie psy widzą żółty i niebieski? Może właśnie nie widzą żółtego.
Może to, co dla nas jest żółte, to dla psów jest zielone, prawda? Psy widzą, owszem, niebieski, tak jak my, ale i zielony kolor, prawda? A nie żółty, tylko czopkami, które my byśmy zinterpretowali ich pobudzenie jako żółty.
Jestem strasznie ciekaw, jak to jest być psem. I to jest słynny dylemat: jak to jest być nietoperzem, prawda? No akurat artykuł filozoficzny dotyczący niemożności stania się kimś innym i dotyczący też tajemnicy pewnej, związanej ze światem niefizykalnym, nie dotyczy psów, tylko nietoperzy.
Jak to jest być nietoperzem? Prawdopodobnie psy nie zdają sobie sprawy z tego, że być może widziałby świat w innych kolorach, w innych kolorach niż nam się wydaje, że psy widzą, prawda? Że wcale nie żółto-niebieskim, ale powiedzmy sobie, czerwono-fioletowym.
Dlaczego nie? Trudno powiedzieć. W każdym razie zwracam uwagę wam, i sobie też, na jedną podstawową rzecz.
Jeszcze raz przypomnijmy sobie, żeby to wybrzmiało: kolory, doznania kolorów, czyli czerwień, błękit i tak dalej, nie są w żaden sensowny, logiczny sposób powiązane z długością fal. Wydaje się, jeśli śledzicie moje wnioskowanie w tym kazaniu, że są przypisane dosyć, no może nie losowo, może jest w tym jakiś sens. Prawda?
Właśnie niebezpieczeństwo: czerwony — dużo, niebieski — dużo, czegoś zielony — mało, czegoś żółty. Czy żółci jest rzeczywiście tak mało na świecie? Co jest żółte?
Piasek to jest jeszcze żółte, niektóre kwiaty, prawda? Fiolety też są rzadsze, prawda na świecie, więc może kolory żółte i fioletowy są zarezerwowane dla tych bytów rzadszych. Zieleń i niebieski dla najczęstszych, a czerwień dla rzeczy niebezpiecznych.
Bardzo łom, jest to, co mówię, ale być może, wracając do tych naszych kosmitów, gdyby się okazało, że u nich ten kolor niebezpieczeństwa jest związany z najkrótszą falą, być może kolor czerwony byłby przez nich odbierany właśnie w tym ich spektrum odbierania fal jako fala najkrótsza, nie fala najdłuższa. Być może tęcza mogłaby być w ogóle wymieszana i miałaby u kosmitów zupełnie inną kolejność. Inna jest jeszcze sprawa, że tak naprawdę mamy trzy kolory, mamy trzy opsyny, a widzimy kolorów troszeczkę więcej.
Tutaj jest wielka zasługa naszej psychiki, która potrafi wskutek mieszania pewnych kolorów podstawowych zobaczyć kolory nowe. Na przykład, jeśli zmieszamy sobie kolor zielony z czerwonym, to nie zielonego i czerwonego, ale wychodzi nam brąz, prawda? Interpretujemy z mieszanki koloru czerwonego i zielonego brąz.
Jak zmieszamy kolor niebieski z czerwienią, to wyjdzie nam taki specyficzny, no może nie fiolet, tylko purpura, prawda? Więc są fajne takie sposoby psychiki na mieszanie barw. No, ale z drugiej strony, mamy tę tęczę.
Tęcza już w tęczy, mamy pomieszane barwy, nie zmieszane ze sobą, tak to robimy na palecie malarskiej, tylko to są konkretne interpretacje nasze, doznania nasze zmysłowe, związane z następującymi po sobie w kolejności długościami barw. Czyli przypomnijmy sobie jeszcze raz: czerwień, żółć, zieleń, błękit, granat i fiolet. Także pomijając już te barwy, które wynikają ze zmieszania różnych kolorów, to mamy jeszcze tę kolejność.
Jestem strasznie ciekaw, jak to by było w innym świecie, przy innym spektrum widzialnych fal, jak to by było oczywiście być psem. No i to by było na tyle dzisiaj. Mam nadzieję, że zauważyliście, że po cichu przemyciłem tutaj ideę taką, że nasz wewnętrzny obserwator czerpie jakby pewną bardzo ważną wiedzę, tę wiedzę niefizykalną, związaną z tym, jak to jest być, jak to jest widzieć kolory z Gai, prawda?
Z tego centrum, z tego brahmana, gdzie są archetypy albo idee platońskie. Czyli tutaj bym się zgadzał z Platonem, że istnieje coś takiego jak świat idei. Też zgodziłbym się z panem Penrose'em, że właśnie doznanie koloru czerwonego, żółtego, niebieskiego i tak dalej jest wynikiem kontaktu z tamtym światem, ze światem boskich idei, istot ideowych platońskich i związanym.
Z podświadomością kolekty Junga, a nie jest wynikiem działalności mózgowej, znaczy, samo doznanie jest wynikiem kontaktu z Bogiem, a nie z mózgiem. Też prawda istnieje. Ta sekwencja, którą opisałem na samym początku, w każdym razie, koniec końców, kolor według doktryny Kościoła jedynki i jej znaczenia jest ideą platońską, a nie czymś, co istnieje w mózgu.
Prawda, kolor istnieje gdzie indziej, gdzie nie mam pojęcia. W każdym razie, raczej nie w mózgu i to by było na tyle na dzisiaj. Pozdrawiam.