[Muzyka] Dzień dobry! Wita się z wami Marcin Sergiusz Przybyłek. Na początku, jak zwykle, wielkie podziękowania dla moich patronów i członków tego kanału.
Bardzo doceniam wasze wsparcie. A teraz przejdziemy do kolejnego kazania Kościoła Jedynki i jej znaczenia. Tym razem zajmiemy się światem zewnętrznym.
Zauważyliście w poprzednim materiale, że na tym obrazku, na którym pokazany jest ten wewnętrzny obserwator, jest on w centrum. Dookoła niego są ekrany obudowane mózgiem, a poza mózgiem są takie rozety, takie struktury geometryczne, w ogóle się nie kojarzące z tym, co widzimy na zewnątrz, prawda? Bo dookoła mnie kanapa, książki, regały, jakieś miecze, obrazki, kapelusz i tak dalej.
To wszystko, co widzicie w tle, absolutnie nie przypomina żadnych geometrycznych rozet. Tymczasem na tamtym obrazku, nieprzypadkiem, to jest obrazek zamówiony przeze mnie, takiego polskiego grafika, Łukasza Ortezy Matuszka. Tam są te geometryczne struktury.
Dlaczego tak? No więc spróbujmy sobie odpowiedzieć na takie podstawowe pytanie, czyli czym jest ta rzeczywistość zewnętrzna. Bo do tej pory mówiliśmy o bardzo eterycznych bytach.
Mówiliśmy o Jedynce, czyli o symbolu istnienia, mówiliśmy o zerze, czyli o symbolu podmiotowości, tak? Symbolu ja. Mówiliśmy o najprostszym ze zdań, czyli „ja jestem”.
Mówiliśmy o wewnętrznym obserwatorze, ale przecież ktoś mógłby powiedzieć: „Przecież istnieje też świat zewnętrzny i dlaczego, jakby, o nim ty, Marcin, nie mówisz? ”. Podczas kiedy fizycy, ci najsłynniejsi, w zasadzie skupiają się wyłącznie na tym świecie zewnętrznym.
Właśnie dlatego ja mówię głównie o tym świecie nie zewnętrznym, bo ten świat zewnętrzny, on jest po pierwsze dosyć intensywnie badany, a po drugie on jest bardzo często traktowany jako jedyny. Jeśli zapytacie pana Tysona, czy jak on się tam nazywa, zaraz sobie tutaj napis pojawi się prawdziwy, co on sądzi o śmierci, to zacznie wam opowiadać, że śmierć nie jest niczym takim strasznym, bo atomy, z których się składamy, zamieniają się w coś innego. No, pan Tyson jakby pomija zupełnie olbrzymią część rzeczywistości, która jest niezwiązana z tym, bo on jest akurat astrofizykiem, czyli tę rzeczywistość pozaatomową.
Właśnie tę rzeczywistość, właśnie tego wewnętrznego obserwatora: tę rzeczywistość, tak zwaną „niefizykalną”. Jego istnienie jest fenomenalnym eksperymentem myślowym, przede wszystkim eksperymentem, o czym nie wiedziała Mary. To jest naprawdę bardzo, bardzo ważny eksperyment, który pokazuje, że istnieje olbrzymi obszar wiedzy, który jest niefizykalny.
Czyli nie można pozyskać tej wiedzy w inny sposób, jak tylko w sposób subiektywny, czyli no nie, nie cytując tego. A dobrze, już skoro opowiedziałem o tym, powiedziałem, że istnieje taki eksperyment, o czym nie wiedziała Mary, to może go przytoczę. Więc o co chodzi w tym eksperymencie?
W skrócie ten eksperyment mówi o tym, że przypominam, jest to eksperyment myślowy, że istnieje dziewczynka Mary, która jest najmądrzejsza o wszystkim. Mój pies domaga się wejścia do pokoju! No dobrze, oby się nie okazało, że za chwilę będzie chciał wyjść.
Wracając do eksperymentu, o czym nie wiedziała Mary. Mary jest najmądrzejsza. Polega na tym, że ona żyje w pomieszczeniu, które jest czarno-białe.
Nie ma tam żadnych barw. Wszystko, co ją otacza, książki, jeśli jest tam jakiś telewizor, przedmioty są albo czarne, albo białe, albo w odcieniach szarości. Ona sama też.
Ona sama też, czyli patrząc na swoje ręce, na swoją skórę, na swoje ubrania, też widzi wyłącznie kolory czerni i bieli. Również oczy ma czarno-białe. No, wszystko, włosy.
. . Nie ma w tym pomieszczeniu ani jednego koloru.
Również jest to pomieszczenie bez okien, więc Mary nie jest w stanie zobaczyć świata zewnętrznego, w którym są barwy. I Mary wie wszystko o kolorach, wie w jaki sposób powstaje fenomen barwy, jakiej długości fale elektromagnetyczne muszą uderzyć w nasze komórki światłoczułe, w nasze czopki, żeby powstało wrażenie barwy czerwonej, niebieskiej, fioletowej, brązowej, żółtej i tak dalej. Ona to wszystko.
. . Pewnego dnia drzwi jej pomieszczenia zostają otwarte, wychodzi na zewnątrz, widzi świat i po raz pierwszy w życiu widzi kolory.
I okazuje się, ku zaskoczeniu Mary, że chociaż Mary wiedziała wszystko na temat świata, w tym ważnym mianowicie jak to jest widzieć kolory, nie wiedziała, jak to jest, czym jest doznanie koloru czerwonego, niebieskiego, fioletowego, brązowego, zielonego, turkusowego i tak dalej. Nie znała tej wiedzy, nie była w posiadaniu tej wiedzy. Ważne tutaj jest słowo „wiedza”.
Tak że wydaje nam się bardzo często, że ta wiedza książkowa, wiedza naukowa to jest jedyny rodzaj wiedzy, jaki istnieje. To jest wiedza fizykalna. Tak się to nazywa oficjalnie w filozofii.
Natomiast ten eksperyment i wiele mu pokrewnych, takich rozwinięć, które zaraz przytoczę, mówi o tym, że istnieje pewien rodzaj wiedzy, który jest możliwy do pozyskania wyłącznie za pośrednictwem subiektywnych doznań, właśnie jak to jest widzieć kolory. Mówiłem przed chwilą, że przytoczę coś pokrewnego. Pokrewnym takim eksperymentem myślowym jest pytanie, czy jeśli ja patrzę na kolor czerwony, kolor, który ja widzę jako czerwony, i ty patrzysz na ten sam obiekt czerwony dla mnie, to czy to, co ty widzisz, jest tym samym, co ja widzę?
W tym sensie, czy ta czerwień, czy ten kolor, który ja nazywam czerwonym, przez ciebie jest w ten sam sposób odbierany? Czy ty też widzisz kolor czerwony? Bo to, że ty nazywasz ten kolor, a ja nazywam ten kolor kolorem czerwonym, to nie jest jeszcze dowód na to, że widzimy to samo.
Moja czerwień może się różnić od twojej czerwieni, twoja czerwień może być moją zielenią i odwrotnie. Nie ma żadnego sposobu, nie ma absolutnie żadnego obiektywnego sposobu, żeby to zweryfikować. I właśnie ten obszar tych doznań, tej wiedzy subiektywnej, obiektywnej, to jest właśnie odpowiedź na pytanie, czym jest świat niefizykalny i czym jest i czego dowodzi eksperyment myślowy „Czego nie wiedziała Mary”.
Że ten świat niefizyczny, wiedzy, wszystko to, co spostrzegamy czytając literaturę, słuchając muzyki, słuchając opowieści, patrząc na piękny obraz i tak dalej, są to wszystko obszary pewnej wiedzy, którą my pozyskaliśmy, która jest wyłącznie niefizykalna, wyłącznie subiektywna. I to jest gigantyczny, gigantyczny obszar. Kiedy się zastanowicie nad tym tak naprawdę, tak dokładnie, kiedy się przeżyje swojemu życiu codziennemu, to się zorientujecie, że ten obszar niefizykalny zajmuje znacznie więcej.
Przestr Tak, tak, jakby one same były materialne. Ostatecznie dochodzimy do tego momentu, w którym mamy tylko właściwości. Mamy wniosek, że rzeczywistość materialna, namacalna, która mnie tutaj otacza dookoła, składa się z właściwości, właściwości w zasadzie możliwych do opisania w języku matematyki.
Czym są cząstki? No to są wiązki właściwości. Właściwości to są byty, które są opisane wzorami matematycznymi.
Czy to są wzory matematyczne? Nie, to są raczej właśnie elementy już bardzo abstrakcyjnej rzeczywistości, już niematerialnej. Niestety muszę rozczarować materialistów.
Raczej abstrakcyjne rzeczywistości, które opisy równań matematycznych, oczywiście nie są równaniami matematycznymi, są czymś innym, ale nie materialnym. Rzeczywistość jest niematerialna. I teraz spróbujmy odpowiedzieć na pytanie: to w takim razie, co my widzimy dookoła, czego my dotykamy, żeby dobrze zrozumieć rzeczywistość z doznań zmysłowych?
Zacznijmy od zmysłu wzroku. Wyobraźmy sobie, że patrzymy na rzeczywistość. Używajmy teraz słowa "spostrzegamy".
Spostrzegamy rzeczywistość, która nas otacza. Posiada barwy, posiada dźwięki, ma warstwę zmysłową, czyli wzrok. I wtedy okazuje się, że owszem, ja siedzę na tym krześle, słyszę szum komputera, słyszę tam sapanie, pochrapywanie mojego psa, słyszę jakieś tam szumy za oknem, czuję ciepło, tak, bo jestem ciepło ubrany, jestem lekko przeziębiony, jest to potrzebne.
I to, czy ciemność to jest w zasadzie brak światła, to jest ciągle doznanie wzrokowe. Więc jakby tutaj podejść do tego rzetelnie, żeby nie było tej ciemności? Prawda, jest raczej "nic wzrokowe".
Bardzo trudno, bardzo trudno nam jest sobie wyobrazić "nic wzrokowe", prawda? Bo jest albo jasność, albo ciemność. Ciemność się nam kojarzy z brakiem doznań wzrokowych, ale to jest też informacja wzrokowa.
No, więc jakoś tam musimy sobie poradzić. No, załóżmy, że jest ciemno. Teraz zdejmij kolejną warstwę zmysłową, czyli słuch.
W takiej sytuacji ja siedzę, prawda, na krześle, dotykam tutaj sobie przepustnicy, która jest po mojej lewej stronie, myszy, która jest po mojej prawej stronie, opieram ręce na podłokietnikach. Czuję dotyk tych podłokietników, czuję dotyk myszy, czuję dotyk tej przepustnicy. Nic nie słyszę, nic nie widzę, tak?
Czyli jedyne, co mam do dyspozycji, to dotykowe, temperaturowe i z wnętrza swojego ciała. Idźmy dalej. Odetnij węch.
No, tutaj powietrze w moim gabinecie może pachnieć lekko tą herbatą, ale niczym poza tym, więc niewiele się zmienia. Odejmij smak, też się nic nie zmienia, raczej herbata. Czyli ja w tej chwili siedzę na krześle, ale te receptory nacisku, jeśli zlikwidujemy, to już to uczucie moje, że siedzę mocno na tym krześle, że ten ciężar moich paru kilogramów nie naciska mocno na siedzisko.
Ja nie naciskam też plecami na oparcie tego krzesła. Czyli już jest tylko dotyk, bardzo delikatny zmysł. Usuńmy teraz dotyk.
Stanie się coś dziwnego, mianowicie w tym środowisku bezzapachowym, bezsmakowym, bezuciskowym, bezdotykowym. Ja się zorientuję, że zawisłem jak kosmiczne dziecko w jakiejś nieokreślonej przestrzeni. Wyobraźmy sobie, że jeszcze czuję.
Mam jeszcze propriocepcję. Jeśli przesunę moją rękę i dotknę tutaj mikrofonu, to ja nie poczuję jego dotyku, ale ten mikrofon stawi opór, prawda? Czyli ja jeszcze mam tę wiedzę, że chociaż opieram tutaj rękę o podłokietnik, i to nie czuję tego podłokietnika, bo zmysł dotyku został usunięty, więc nie czuję ani jego dotyku, ani jego faktury, ani jego temperatury.
Ale wciąż czuję opór, czyli wiem, że moja ręka nie może przejść dalej. Więc coś jeszcze wiem. Wiem, że moje ciało ustawione jest w pozycji siedzącej i wiem, że istnieją wokół mnie przedmioty, dlatego że kiedy próbuję ich dotknąć, to chociaż nie czuję ich dotyku, to one stawiają opór moim rękom.
Ale chociaż moje ręce są odrętwiałe, wyczuwam rzeczywistość dookoła siebie. Za pomocą tego domysłu się tej rzeczywistości. Za pomocą tego, że jeszcze istnieje dookoła mnie.
Ale usuńmy zmysł propriocepcji, czyli zmysł, dzięki któremu ja wiem, w jakim położeniu są moje kończyny, moje ciało, prawda? Bo to są pewne zmysły. Tak, jeśli ja mam sprawną propriocepcję, to w tej pozycji wiem, że moje ręce są wyprostowane.
Nie muszę na nie patrzeć, mogę zamknąć oczy, to okaże się, że nie tyle wiszę w jakiejś dziwnej cyfrowej przestrzeni w pozycji siedzącej, ile jest mój umysł i nie mam pojęcia, w jakiej pozycji jest moje ciało. Ba! Nie mam pojęcia, że mam ciało.
Jest tylko umysł, nie ma już całego tego pokoju dookoła mnie, nie ma jego widoku, nie ma dźwięku, nie ma temperatury. Moje ciało przestaje istnieć, ponieważ nie mam doznań proprioceptywnych, więc nie wiem, że mam ciało. Ktoś może zacząć ciskać mnie w dowolnej pozycji.
Wyobraźmy sobie, że wchodzi do tego pokoju jakiś olbrzym, jakiś ork, chwyta mnie, zwija mnie w kulkę, zaczyna mnie rzucać po ścianach, na lewo i na prawo, odbijając niczym piłką po podłogę, i dopóki nie uszkodzi mojego ośrodkowego układu nerwowego, to ja nie będę miał absolutnie żadnej świadomości tego, co się ze mną dzieje, gdzie jestem. Będę kosmicznym umysłem w kosmicznej, cyfrowej w zasadzie przestrzeni, nie zdającym sobie sprawy, gdzie jest i co się z nim dzieje. A przecież rzeczywistość dookoła mnie ciągle niby istnieje, prawda?
Wyobraźmy sobie, że w tej właśnie przestrzeni ja sobie. . .
Ktoś mnie ustawił na siedzeniu, a ja jestem całkowicie, całkowicie pozbawiony zmysłów. Całkowicie, tak jak powiedzieliśmy. Czyli jestem tylko umysłem i wybucha naprzeciwko mnie granat.
Takie zdarzenie dla osoby, która jest obdarzona zmysłami, jest wydarzeniem bardzo gwałtownym. Prawda? Jest huk, bardzo głośny, od którego mogą pęknąć bębenki, od którego mogą rozboleć nas bardzo mocno uszy, ogłuszyć to nas może, ale ja nic nie słyszę, nie mam słuchu, więc ten huk dla mnie nie istnieje.
Jest błysk, błysk bardzo silny, który może oślepić, ale ja nie mam zmysłu wzroku, więc nie widzę tego błysku. Więc zarówno hałas tego granatu, jak i huk, ahłas, jaki błysk tego granatu, są dla mnie całkowicie obojętne. Dalej idzie fala uderzeniowa, fala tak silna, że może urwać mi jakąś kończynę, prawda?
Ale ja nie mam zmysłu bólu, nie mam zmysłu dotyku, nie mam zmysłu nacisku, nie mam zmysłu temperatury, więc ani nie czuję, że mnie parzy ten wybuch, ani nie czuję, że naciska na moją skórę ta fala uderzeniowa, ani tego, że. . .
Mi urywa rękę. Ja nawet nie wiem, że mam rękę, więc wszystko to, co się dzieje w tej rzeczywistości, jest całkowicie mi obojętne, i ta rzeczywistość jest całkowicie obojętna. Zwróćmy uwagę, że my nadajemy sens całej rzeczywistości dzięki temu, że malujemy ją z naszymi zmysłami, a sama rzeczywistość tak naprawdę jest pozbawiona tych wszystkich cech, które my jej nadajemy.
Tak naprawdę obiektywnie w rzeczywistości istnieje temperatura. Temperatura jest, że jest nam zimno czy ciepło. W rzeczywistości tej zewnętrznej istnieje tylko i wyłącznie ruch cząstek; szybko się ruszają, my to odczuwamy jako wysoką temperaturę, powoli się ruszają, my to odczuwamy jako niską temperaturę.
Blask jest tylko świadectwem tego, że są tam fotony, prawda? Ale to my widzimy światło. Tak naprawdę w rzeczywistości obiektywnej nie ma czegoś takiego jak światło.
Podobnie w rzeczywistości obiektywnej nie ma czegoś takiego jak zagęszczenia i rozrzedzenia ośrodka, czyli tak zwana fala mechaniczna, ale to nie jest dźwięk. Nie ma czegoś takiego obiektywnie jak barwa, jak dźwięk, jak nacisk, jak odczucie nacisku, jak temperatura, odczucie temperatury i tak dalej. To my nadajemy sens wybuchowi granatu.
Wybuch granatu tak naprawdę też jest beznamiętnym wydarzeniem przemian pewnych bytów abstrakcyjnych, zwanych atomami, cząstkami subatomowymi, które mają gdzieś, czy kogoś to parzy, czy kogoś to oślepia, czy kogoś to ogłusza. Te wszystkie walory są przez nas nadane; one obiektywnie nie istnieją. Rzeczywistość wybuchającego granatu, wybuchającej supernowej bez świata zmysłów i bez świata znaczeń, które my nadajemy temu, jest całkowicie obojętna.
To są tylko przemiany tych bytów abstrakcyjnych. Jedne atomy przechodzą w drugie atomy, powstaje złoto w wybuchu supernowej typu drugiego, a te cząstki się oddalają od siebie w czymś zwanym powszechnie przestrzenią. To jest prawdopodobnie też byt dosyć mocno matematyczno-logiczny, a mało realny, ale to wszystko jest cwie obojętne na to, w jaki sposób my malujemy tę przestrzeń.
I teraz zwróćmy uwagę na coś jeszcze jednego, bardzo ważnego, bo bardzo często nam się wydaje, że świat zewnętrzny. . .
No okej, Marcin opisałeś ten świat zewnętrzny jako taki mocno abstrakcyjny, że otacza nas tak naprawdę Matrix. Bo de facto te cząstki subatomowe, to już jest Matrix, jest rzeczywistość cyfrowa, to już jest rzeczywistość abstrakcyjna, to już jest na pewno, na pewno nie rzeczywistość materialna. No ale przecież my w jakiś sposób istniejemy.
Zwróćmy uwagę na to, że nasze ciało niczym się nie różni w tym względzie od tej rzeczywistości zewnętrznej, czyli nasze ciało to też jest Matrix. Idźmy dalej. Nasz mózg, nasz mózg to też jest Matrix.
Tam są też cząstki, atomy i cząstki subatomowe, także Matrix. Więc co się dzieje z tymi naszymi zmysłami? Dociera fala elektromagnetyczna matryksa do naszych matryksowych oczu.
Nasze matryksowe oczy przesyłają matową informację do naszych matryksowych neuronów, nasze matowe neurony układają się w jakąś logiczną matryksową sekwencję i co dalej? Tam nigdzie nie ma miejsca na doznanie koloru, tam nigdzie nie ma miejsca na doznanie dźwięku. Te wszystkie matowe rzeczy w naszym mózgu nie są w stanie wytworzyć doznania koloru ani dźwięku.
Kolor, dźwięk, dotyk, nacisk, temperatura – to wszystko, to wszystko, czym malujemy rzeczywistość, jest wyłącznie, wyłącznie domeną wewnętrznego obserwatora, który nie jest świeci matri. Więc reasumując, mam nadzieję, że pamiętając o wskazaniu pierwszym, gdzie ja wspominam o znaczeniu i o konstrukcie tych dwóch elementach, jakby konstruując naszą rzeczywistość, mam nadzieję, że już jakby staje się jasne, że to, co określam mianem konstruktu, to jest właśnie Matrix. To jest ta rzeczywistość, która nas otacza, ta rzeczywistość, z której my się składamy fizycznie, również rzeczywistość naszego mózgu – to jest konstrukt, to jest Matrix.
Natomiast znaczenie, ta warstwa znaczeniowa, ta warstwa niefizykalna, ta warstwa subiektywna, ta warstwa barw, ta warstwa wszystkich doznań naszych zmysłowych, ale również warstwa naszych myśli, naszych emocji i naszych znaczeń – to jest warstwa cudownie niezbadana, nie wiadomo w jaki sposób istniejąca, raczej nieistniejąca w sposób atomowy, tak jak to sobie powiedzieliśmy przed chwilą, raczej jakaś inna, raczej odnosząca się do tego bardzo starego podziału na świat materii i na świat ducha, przy czym świat materii, jak sobie przed chwilą powiedzieliśmy, jest mocno, mocno niematerialny. W każdym razie ten świat wewnętrznego obserwatora jest fascynujący, dlatego że on właśnie. .
. bo rzeczywistość tak naprawdę, ten cały konstrukt rzeczywistości, nie w tym sensie matrim, tak, nie w tym sensie matowy, tylko ten konstrukt rzeczywistości, ten zmysłowy, jest wytworzony przez tego wewnętrznego obserwatora, który de facto jakby powoduje, że my nie jesteśmy jak to kosmiczne dziecko w tej cyfrowej pustce kompletnie zagubione, ale jesteśmy w stanie się orientować i jesteśmy w stanie jakoś funkcjonować w tej dziwnej matryksowej rzeczywistości. No co dalej?
W jaki sposób do tego podejść? W jaki sposób to posunąć się troszkę dalej w tych naszych rozważaniach? To już będzie w następnych.
A tymczasem pozdrawiam was do następnego razu.