Dziś odcinek okrągły, dwudziesty, a więc znów nietypowy. Nie będę omawiać konkretnego dźwięku, słowa ani wyrażenia, tylko odpowiem na pytanie, które wielu z Was zadało. Ponieważ jest wśród Was wielu maturzystów i zastanawiacie się, na jakie studia się warto wybrać, opowiem o tym, czy warto studiować filologię angielską.
[MUZYKA] Na początek muszę zaznaczyć jedną ważną rzecz. Ja studiowałam filologię angielską na Uniwersytecie Śląskim, dlatego nie mogę opowiedzieć, jak wygląda studiowanie filologii na różnych innych uczelniach w Polsce albo na innych, podobnych kierunkach. Np.
nie wiem, jak wygląda studiowanie lingwistyki stosowanej. Dlatego opowiem Wam dziś o tym, jak wyglądały moje studia. Można założyć, że inne są podobne, ale to nie oznacza, że będą wyglądać dokładnie tak samo.
Filologie obce możemy podzielić na dwa rodzaje. Pierwszy rodzaj to takie kierunki, których język musimy wcześniej znać, zanim zaczniemy tę filologię studiować. Drgi rodzaj to takie, gdzie dopiero języka zaczynamy się uczyć, z tym, że ta nauka jest bardzo, bardzo intensywna.
Do tego drugiego rodzaju należy np. iberystyka, czyli studiowanie języka hiszpańskiego. Natomiast filologia angielska należy do tego pierwszego rodzaju.
Dlatego, aby zacząć studia anglistyczne, musimy język angielski znać już na bardzo dobrym poziomie. I teraz co to znaczy wysoki poziom? Jeżeli dotychczas uczyliście się angielskiego na kursie, poza szkołą lub, daj Boże, w szkole na takim poziomie, który przygotowuje Was do egzaminu Cambridge Proficiency, wtedy nie będziecie zdziwieni poziomem angielskiego na studiach.
Natomiast jeżeli Wasz poziom był nieco niższy, byliście powiedzmy na poziomie egzaminu Advanced, wtedy poczujecie dość poważny skok, jeżeli chodzi o poziom języka angielskiego. A jeżeli Wasz angielski był na jeszcze niższym poziomie, to nie mogę powiedzieć, że sobie nie poradzicie, ale będziecie po prostu mieli więcej problemu z opanowaniem konkretnego materiału, ponieważ kolejną barierą będzie jeszcze język. Czy to oznacza, że na filologii angielskiej nie uczymy się już angielskiego?
No nie. Uczymy się, tylko że ta nauka wygląda zupełnie inaczej niż dotychczas. Jest taki blok przedmiotów nazwany „praktyczna znajomość języka angielskiego” i w jego skład w zależności od etapu studiów wchodzi od 3 do 5 przedmiotów.
I m. in. jest to laboratorium fonetyczne, na którym ćwiczymy dźwięki i wymowę; gramatyka praktyczna, gdzie poznajemy zagadnienia gramatyczne, ale o znacznie większej złożoności niż dotychczas, a używanie książek nie jest przyjemnością dla oka.
Mamy też rozumienie tekstu. I to jest przedmiot, który może wyglądać różnie w zależności od prowadzącego, bo możemy robić klasyczne czytanki, możemy oglądać filmy czy seriale i do nich przerabiać ćwiczenia, a możemy też robić ćwiczenia ze słuchu. Są też konwersacje, no i tutaj w zasadzie nie ma co wyjaśniać.
Po prostu rozmawiamy po angielsku, często są to zajęcia z native’em. I na IV roku w moim przypadku przyszło też tłumaczenie. I z tego całego bloku przedmiotów co roku w sesji letniej jest egzamin.
Jest to egzamin praktyczny z angielskiego, tak moglibyśmy go nazwać, i on bardzo przypomina właśnie egzamin Cambridge Proficiency. I m. in.
dlatego, że już od samego początku wymagana jest od studentów znajomość angielskiego na bardzo wysokim poziomie, jeżeli ktoś dotychczas uczył się angielskiego na niższych poziomach, ta nauka na pierwszym roku będzie przebiegać bardzo, bardzo intensywnie. Z tego też powodu nauka języka angielskiego przebiega zupełnie inaczej niż dotychczas. Na studiach nie ma już czasu na to, żeby sprawdzać wszystkie nowe słówka i zapisywać je w zeszycie i się ich uczyć.
Raczej poznajemy słownictwo w sposób naturalny, tak jakbyśmy mieszkali w Stanach czy w Wielkiej Brytanii, a nowe słówka sprawdzamy tylko wtedy, kiedy są nam one niezbędne. Poza tym znaczna większość przedmiotów wykładana jest w języku angielskim. Po polsku mamy tylko takie przedmioty, które są wspólne dla wszystkich filologii, więc dla różnych języków, np.
filozofia na I roku, łacina, po polsku prowadzone są też zajęcia z wf. No właśnie, jakich w ogóle przedmiotów się uczymy? Jest dosyć sporo przedmiotów związanych z literaturą i kulturą.
Oddzielny przedmiot to literatura brytyjska, jeszcze inny – literatura amerykańska. Mamy też literaturoznawstwo i interpretację literatury, a także oddzielnym przedmiotem są elementy kultury brytyjskiej i oddzielnie amerykańskiej. Jest też grupa przedmiotów związana z samym językiem, np.
gramatyka opisowa to przedmiot, na którym uczymy się o różnych elementach języka, począwszy od najmniejszych, które tworzą językową strukturę. Dlatego na początku mamy fonetykę i fonologię, potem jest morfologia, później składnia, semantyka i pragmatyka. Jest też bardzo ciekawy przedmiot „gramatyka historyczna”, na której uczymy się, skąd wziął się język angielski i ogólnie skąd pochodzą języki na świecie i ich poszczególne elementy.
Mamy też „gramatykę kontrastywną”, na której poznajemy różnice między językiem polskim i językiem angielskim. O dziwo, nie jest to przedmiot o tłumaczeniu. I wreszcie jest też cała grupa przedmiotów przydatnych dla przyszłych nauczycieli, takich jak metodyka nauczania języków obcych, pedagogika czy glottodydaktyka.
I w zależności od prowadzącego to też może być w zasadzie jeden i ten sam przedmiot, tylko ukryty pod różnymi nazwami. Tak było w moim przypadku. I teraz co właściwie możemy robić po filologii?
Filologia wykształci nas w jednym z trzech zawodów Albo będzie to nauczyciel, albo tłumacz, albo literaturoznawca i kulturoznawca. Kiedy ja zaczynałam studia, a było to w roku ’98 i wiem, że to było bardzo dawno temu, ale ja to pamiętam jak dziś, na filologii angielskiej na Uniwersytecie Śląskim było około 80 studentów na moim roku. To oznacza, że było nas mniej więcej 5 grup.
W tej chwili na tym samym wydziale na filologii angielskiej, która bardzo się rozbudowała od tamtego czasu, są 2 grupy nauczycielskie, 2 grupy, które studiują język biznesu i aż 9 grup tłumaczeniowych. Wiem, że na pewno jest grupa z językiem chińskim i z językiem arabskim. Z tego wynika, że mój wydział poszedł raczej w kierunku kształcenia tłumaczy niż nauczycieli, ale z pewnością wynika to z realnej potrzeby studentów.
Żeby zostać aktywnym tłumaczem, wystarczy skończyć studia. Jeżeli chcemy natomiast być tłumaczem przysięgłym, musimy już poza studiami zdać specjalny egzamin państwowy, który jest dodatkowo płatny i który zdajemy we własnym zakresie. A żeby zostać nauczycielem, nie trzeba zdawać żadnych dodatkowych egzaminów.
Wystarczy po prostu skończyć studia, nawet wystarczy na poziomie licencjatu. Czyli po 3 latach nauki jesteśmy w pełni uprawnieni do tego, ażeby uczyć języka angielskiego w szkołach nawet policealnych. Nauczycielem trzeba się urodzić.
Są pewne rzeczy, których się nauczymy podczas studiów i później podczas pracy zawodowej, są to różne metody czy rodzaje zachowań, ale moim zdaniem albo się to czuje, albo nie. Dlatego ja zawsze zachęcam do tego, żeby nauczycielem zostawały takie osoby, które po prostu kochają to robić i które kochają innych ludzi. Bo jeżeli nauczycielowi praca jako nauczyciel nie sprawia przyjemności, to jego uczniom nauka też nie będzie tej przyjemności sprawiać.
Najlepiej zawsze jest dążyć do tego, żeby być takim nauczycielem, jakiego sami chcielibyśmy mieć. Ja od początku wychodziłam właśnie z takiego założenia i na razie mi się to sprawdza. Po ukończeniu filologii możemy też zostać dziennikarzem albo pracować w jakimś innym zawodzie, w którym mamy do czynienia z językiem.
Ja np. bardzo dużo nauczyłam się o języku polskim, studiując filologię angielską, ponieważ na języku polskim w szkole nikt nie nauczył mnie np. pisać tekstów, tego nauczyłam się właśnie na studiach.
I potem te same zasady przeniosłam na język polski. Można przecież zostać pilotem wycieczek, chociaż do tego też potrzebny jest oddzielny kurs i egzamin, ale oczywiście ze znajomością języka będzie to uproszczone. Można zostać rezydentem, czyli osobą, która mieszka w miejscu, gdzie ludzie przyjeżdżają na wczasy, Poza tym bardzo dobra znajomość języka zawsze nam się przyda.
To, że niektórzy mówią, że jeden język to teraz jest za mało, jest nieprawdą. Ponieważ trudno znaleźć osobę, która bardzo dobrze zna więcej niż jeden język. To są wyjątki.
To są osoby, które np. pracują jako tłumacze w Brukseli. Natomiast znać dobrze choć jeden język, ale tak, żeby naprawdę nas nie zagięli, to jest ogromny sukces.
Studia dają nam jeszcze jedną ważną rzecz. Nawiązujemy znajomości i stajemy się częścią społeczności, która wykonuje ten sam zawód i ma te same problemy. To jest cenne nie tylko dlatego, że możemy się wymieniać doświadczeniami, ale możemy również się polecać wzajemnie i w ten sposób łatwiej znajdować pracę.
Z czasem sami zobaczycie, jak bardzo jest to ważne. Poza tym na studiach można też poznać kogoś ciekawego, szczególnie jeżeli jest się chłopakiem szukającym dziewczyny, ponieważ filologie to babiniec. Tam jest 90% kobiet.
Studia, nie tylko filologiczne, uczą nas jeszcze wielu innych rzeczy. Uczą nas m. in.
tego, że należy sobie stawiać priorytety. Są rzeczy ważniejsze i mniej ważne. Nie jesteśmy w czasie studiów w stanie opanować całości materiału, bo tego po prostu jest za dużo.
Tak samo uczą nas odpowiedzialności za to, że pracujemy dla siebie, a nie dla kogoś. Wykładowców naprawdę nie interesuje, czy my chodzimy na te zajęcia, czy jesteśmy obecni. Niektórzy posyłają listę i sprawdzają obecność, ale – powiem szczerze – nie wiem, czemu to służy.
W zasadzie uczymy się tylko dla siebie. Ja trochę żałuję, że urodziłam się tak wcześnie i studiowałam wtedy, kiedy studiowałam, a nie teraz, ponieważ teraz studia wydają mi się bardzo łatwe. Kiedy mamy smartfony z dostępem do internetu, kiedy mamy dobrej jakości aparaty fotograficzne w telefonie, możemy w każdej chwili zeskanować jakiś dokument albo zrobić zdjęcie tablicy, albo jednym kliknięciem kupić książkę w oryginale i przeczytać ją na Kindle’u.
Kiedy ja studiowałam, dostęp do książek był tak trudny, że mieliśmy np. jeden egzemplarz jakiejś książki w czytelni, a przeczytać ją musiało 80 osób w tym samym czasie. To dopiero były wyzwania.
Pewnie wielu z Was uczy się angielskiego na bardzo zaawansowanym poziomie i być może przygotowujecie się do egzaminów państwowych. I teraz: czy lepiej zdawać po kolei te wszystkie egzaminy i w ten sposób sprawdzić swoją wiedzę, czy lepiej pójść na filologię i uzyskać dyplom nauczyciela, tłumacza lub literaturoznawcy? Każde z tych rozwiązań ma swoje plusy i minusy.
Bo tak: jeżeli zdajemy egzaminy państwowe, a wybieramy inny kierunek studiów, można powiedzieć, że tak jakbyśmy mieli dwa zawody. Ale tak naprawdę znajomość angielskiego na bardzo wysokim poziomie potwierdzona certyfikatem nie daje nam żadnych uprawnień. To znaczy, w zasadzie nie mamy uprawnień do tego, żeby pracować w szkole albo pracować jako tłumacz.
Jeżeli ktoś w takim charakterze nas zatrudni, wynika to w zasadzie jedynie z jego dobrej woli. Certyfikaty przydają nam się wtedy, kiedy uczymy się języka wyłącznie po to, ażeby po prostu traktować go narzędziowo, czyli aby się nim samodzielnie posługiwać. Jeżeli chcemy kogoś nauczyć, to ta cała dodatkowa wiedza, która jest nam dostępna na studiach, będzie nam do tego naprawdę niezbędna, ponieważ nawet informacje o tym, skąd się wziął język angielski albo skąd pochodzą jakieś konkretne słowa czy wyrażenia, albo poznanie procesu poznawczego, w jakim wieku dziecko przyswaja jakie elementy wiedzy, umożliwi nam bycie po prostu lepszym nauczycielem.
Poza tym, na szczęście dla studentów filologii, jest tak, że w Polsce wciąż nie rodzą się ludzie ze znajomością języka angielskiego. Wszystkich po kolei trzeba nauczyć. Dlatego po ukończeniu filologii angielskiej możecie mieć gwarancję, że znajdziecie pracę.
A to jest, myślę, spory plus. Podsumowując, studia filologiczne najczęściej wyglądają inaczej, niż się tego spodziewaliśmy. Mamy całe grupy przedmiotów, które dla jednych będą bardziej przydatne, a dla innych mniej.
Po pewnym czasie np. po II lub III roku możemy wprawdzie wybrać specjalizację, ale nadal ukończone studia będzie to filologia angielska z takimi lub innymi uprawnieniami. Jeżeli chcemy zostać nauczycielem lub tłumaczem, jest to zdecydowanie dobry kierunek.
Jeżeli natomiast stawiacie na praktyczną znajomość języka bez konieczności poznawania różnych zakamarków i będziecie traktować język wyłącznie narzędziowo, wtedy może wystarczy Wam, jeżeli zdacie egzaminy państwowe, do poziomu np. egzaminu Cambridge Proficiency. O jednym na pewno warto pamiętać: gdy studiujemy filologię obcą, po studiach na pewno znajdziemy pracę związaną z tym językiem, choćby jako nauczyciel czy tłumacz.
Myślę, że to bardzo cenne w dzisiejszych czasach. Mam nadzieję, że pomogłam. To jest kot typu Ryszard.
Ryszard nie studiował filologii, a zobaczcie, wyszedł na ludzi. Wspaniale!